Tagi

, ,

„Marisol nie możesz się łudzić, że nic nam się nie przytrafi tylko dlatego, że nigdy wcześniej nie spotkało cię nic złego. Musisz wiedzieć, że na tym świecie mogą się zdarzyć i na pewno się zdarzą najbardziej nawet niewyobrażalne rzeczy. Przytrafią się one całkiem niewinnym, dobrym ludziom. Stanie się to w ułamku sekundy bez względu na to, jak byłaś dobra, uprzejma, jak gorliwie prosiłaś Boga, by chronił ciebie i twoich bliskich…”

Powieść osadzona pod koniec XV wieku w Hiszpanii, za czasów panowania Izabeli Kastylijskiej i Ferdynanda Aragońskiego, poruszająca temat rozszerzenia przez władców na swoich terenach wpływów inkwizycji, w związku z podejrzeniem zgubnego wpływu herezji na społeczeństwo.

Opis:

Miłość
Nienawiść
I nadzieja, która przywraca życiu sens.

Sewilla, koniec XV wieku. W Hiszpanii twardą ręką rządzi Izabela Kastylijska. Katolicka królowa, za namową swoich doradców, postanawia oczyścić kraj z Żydów. Miasto ogarnia lęk i przerażenie, a Sewilla staje w ogniu stosów inkwizycji.

W cieniu tragedii miasta rozgrywa się prywatny dramat Marisol. Oskarżony o herezję ojciec w obawie o córkę w pośpiechu wydaje ją za mąż za inkwizytora Gabriela, ma to uchronić Marisol od podejrzeń i tortur.

Osamotniona dziewczyna, wydana za znienawidzonego mężczyznę, nadal tęskni za ukochanym Antoniem, który przed kilku laty porzucił ją bez słowa. Jej nieszczęście pogłębia się, gdy w dniu swojego ślubu spotyka go w kościele. Poznaje prawdę, o której wolałaby się nigdy nie dowiedzieć.

Czy Marisol uda się uratować ojca i odzyskać ukochanego?
Czy zaplątana w dworskie intrygi uwolni się od inkwizycji i okrutnego męża?
Idealna lektura dla fanek Dynastii Tudorów i Rodziny Borgiów.

http://ksiegarnia.pascal.pl/ksiazka.php?id=2339

Moja ocena: Ujdzie w tłumie (**)

# Co najmniej +16/18 (konteksty seksualne, przemoc)

+ zakończenie powieści

+ ciekawy temat

– fabuła

– przewidywalność

***

Dotychczas oskarżeni zawsze mieli prawo spotkać się twarzą w twarz z tymi, którzy na nich donieśli. Było to rozwiązanie podyktowane zdrowym rozsądkiem, zapobiegające fałszywym oskarżeniom. Nagle odebrano nam tę ochronę i nic już nie mogło powstrzymać bigotów przed oskarżeniem każdego konwertyty o potajemne wyznawanie judaizmu.

„Żona Inkwizytora” okazała się dla mnie ciężkim orzechem do zgryzienia. Jest jedną z tego typu książek, po których przeczytaniu nie wiem co powiedzieć. Nie oznacza, że są one z gruntu złe… tylko, że do mnie osobiście nie trafiły lub zbyt wiele pokładałam w nich nadziei. Niby jakąś fabułę mamy, niby coś się dzieje – ale wyraźnie można odczuć, że czegoś tam brak (przynajmniej mi). Nie ma dla mnie tego „czegoś”.

Co gorsza mój najlepszy przyjaciel, człowiek, którego kochałam całe życie, również odwrócił się ode mnie i dołączył do inkwizytorów.

Rozdziały są przeplataniem teraźniejszości i wspomnień z przeszłości. Główna bohaterka Marisol musi zmagać się ze stratą najbliższych, konfliktem na linii „starzy chrześcijanie” a konwertyci (Żydzi, którzy przeszli chrześcijaństwo lub są potomkami takich osób). Sama należy do tej drugiej grupy, a jej wygląd nie pomaga. Jej bańka bezpieczeństwa pęka i zderza się z okrucieństwem, perfidią i fałszem.

Czasem (… ) trzeba kłamać, by ochronić to, co się najbardziej kocha.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że pojawiają się tu naprawdę głębokie przemyślenia, kiedy Marisol w końcu zaczyna rozumieć postępowanie osób wokół siebie, ale są one w jakiś sposób bez wyrazu, giną w tle. Cała akcja z jakiegoś powodu przywodziła mi skojarzenia z telenowelami brazylijskimi i to też nie najwyższych lotów.

– Marisol? – szepnął zdziwiony. – Umarłem czy trafiłem do więzienia?

– Ani jedno, ani drugie – odpowiedziałam. – Jedziesz ze mną na wozie.

– A więc tak wygląda niebo – westchnął i znów zamknął oczy.

Na pewno nie pomagała również szybkość w rozwoju akcji. Początek ciągnie się niemiłosiernie i dla mnie był potokiem wylewania żalów, zarówno w kontekście teraźniejszości i przeszłości. Hmm, takie narzekania i lamenty mamy na co dzień, czy potrzeba nam ich więcej? Później nasza bohaterka dostaje „olśnienia” i wszystko zaczyna rozumieć – co, gdzie, jak i dlaczego.

Jak już przebrnęłam przez większość książki i akcja zaczęła zbliżać się ku końcowi… to chyba najbardziej mnie wciągnęło i mi się podobało, bo w tym momencie rzeczywiście przestało być „różowo” i jakoś realnie można było odczuć klimat tego, o czym książka miała mówić. O wpływie inkwizycji, będącej w tym przypadku maszynką do zarabiania pieniędzy i zapełnienia skarbca, przez niesłuszne osądy i tortury. Bowiem jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo o co chodzi – o pieniądze. A żeby je zdobyć ludzie są obłudni, fałszywi i bezlitośni…

Ciężki mi odpowiedzieć na pytanie komu bym ją poleciła… mnie przyciągnęły klimaty… trochę historii … no i wiadomo z grubsza z czym inkwizycja się kojarzy… ale czuję się nieusatysfakcjonowana. Historia hiszpańskich Żydów i konwertytów miała w sobie całkiem niezły potencjał, jednak czegoś mi tu po prostu zabrakło.

Reklamy