Tagi

, , ,

„Ale właśnie to odróżniało człowieka od zwierząt, co nie? Pragnąć czegoś, a jednocześnie opierać się temu.”

Trzecie opowiadanie z Antologii, które bezpośrednio odnosi się do znanej książki Mathesona i filmu (w zależności co do kogo bardziej przemawia lub komu się bardziej kojarzy). Jakiś czas temu oglądałam film, więc nie jestem tak na świeżo by pamiętać dokładnie co się działo, ale sądzę, że to opowiadanie na pewno w jakiś sposób pomoże mi bardziej przy czytaniu książki. Jednak moje wrażenia są mieszane.


Opis:

Sfilmowana trzykrotnie – ostatnio w 2007 roku z Willem Smithem w roli głównej – powieść Jestem legendą (1954), opowiada o walce jednego człowieka, Roberta Neville’a, z wampirami, które opanowały kulę ziemską, i do dziś jest jedną z najpopularniejszych książek Richarda Mathesona. Ale co doprowadziło do samotności Neville’a i spowodowało tę przerażającą sytuację? Uznany hollywoodzki scenarzysta i producent Mick Garris (Jazda na kuli, Desperacja, Mistrzowie horroru) odpowiada na to pytanie w swoim emocjonującym opowiadaniu.

Moja ocena: Ujdzie w tłumie (**)

– akcja jest bo jest, ale nie wiele wnosi
+ zakończenie

***

Po tym opowiadaniu oczekiwałam najwięcej. W końcu odnosi się do dzieła Mathesona w bezpośredni sposób. Według opisu ma być niemal preludium późniejszych, zawartych w nim wydarzeń. Wspomniałam już jednak, że moje wrażenia są mieszane. Bierze się to z faktu, że Mick Garris rozczarował mnie fabułą. Co prawda opisywane wydarzenia dzieją się przed Jestem Legendą i mamy w nich Roberta Neville’a, ale mnie osobiście nie porwały. Tekstu nie porównuję ani do filmu (nie pamiętam całej fabuły) ani do książki (której jeszcze nie przeczytałam). Opieram się na oderwanych, subiektywnych uczuciach, jakie Ja też jestem legendą we mnie wywołało.

No i tu rodzi się problem. Już przy drugiej stronie zaczęłam się zastanawiać o co tak właściwie chodzi. Cała akcja jaka się działa, przywodziła mi na myśl dość kiepską telenowelę brazylijską tylko że w amerykańskim wydaniu, w stylu Mody na sukces. Został tu poruszony temat zazdrości, kryzysu wieku średniego, zdrady, wylewającego się fałszu aż po zawiść, czy w końcowej fazie samej nienawiści. Jedynym co, w mojej ocenie, wyratowało tekst było zakończenie, gdy pojawiła się krew i coś w końcu zaczęło się dziać (hurra!!). Szybko przyszło, szybko poszło… no i koniec.

Z odwołań kulturalnych, jakie zazwyczaj staram się w tekstach wyszukiwać, mamy tutaj dwie pozycje filmowe: Pieskie popołudnie oraz Szczęki. Oba filmy miały premierę w 1975 roku. Nie jest to przypadek,w tym roku dzieje się bowiem akcja i jest to taki podkreślający ją smaczek, dzięki któremu nabiera jeszcze bardziej realnego charakteru.

Reklamy