Tagi

, ,

– W zimie to musiało być u was ciężko? – powiedział Szacki ze współczuciem.
– Że co? – Bińczyk zmarszczył brwi.
– Bo żeście drzwi snopkiem zastawiali, to pewnie wiało jak cholera.
Bińczyk spurpurowiał. Wściekły wsunął rękę do środka i z całej siły zapukał w drzwi pokoju Szackiego. – Uwikłanie

Życie przedstawicieli prawa nie jest i nigdy nie było usłane różami. Czy to policja, czy prokuratura, czy sędziowie, wszyscy są narażeni na nienawiść. Cóż, nie są to sielskie obrazki rodem z „Sędzi Anny Marii Wesołowskiej”, a raczej skrywane emocje kiełkujące za więziennymi kratami, czasem owocujące atakiem na „sprawcę” niedoli. Oziębły prokurator chcący za wszelką cenę wpakować nas do celi, raczej nie zdobyłby w naszych oczach medalu za szerzenie prawa… i sprawiedliwości 😉

Opis:

Uwikłanie

Czy powodem morderstwa mogło być pole negatywnych emocji, jakie się podczas niej wytworzyło między uczestnikami? Czy może był to zwyczajny mord na tle rabunkowym? Policja proponuje proste rozwiązania. Jednak intuicja nie zawodzi charyzmatycznego, białowłosego, dociekliwego prokuratora.

Teodor Szacki to nietuzinkowy urzędnik państwowy: jego praca nie kończy się o 17.00, a obowiązki nie ograniczają się do sporządzenia aktu oskarżenia. Ramię w ramię z zaprzyjaźnionym policjantem prowadzi sprawę; z jednej strony bezkompromisowy, trzyma się ściśle kodeksów, z drugiej między literami prawa potrafi dostrzec człowieka i dramat jego losu.

Szacki odkrywa, że terapia ustawień może być niebezpieczną grą z emocjami, a nawet życiem pacjentów. W tej sprawie nie będzie prostych rozwiązań. Śledztwo okaże się żmudne, a zbrodnia niemal doskonała. Na wyjaśnienie zagadki warto jednak czekać. Szacki wpadnie wreszcie na ślad „upiorów” z przeszłości, które zaplanowały morderstwo. Tytułowe uwikłanie dotyczy wszystkich: ofiary, mordercy, nawet prokuratora. Wszyscy zresztą, zgodnie z teorią wybitnego psychiatry Berta Hellingera, na którą w powieści powołuje się Miłoszewski, jesteśmy uwikłani.

http://www.gwfoksal.pl/ksiazki/uwiklanie-3.html

Ziarno Prawdy

Nowy, długo oczekiwany kryminał z Teodorem Szackim! Jest wiosna 2009 roku, prokurator nie pracuje już w Warszawie, pożegnał się z przeszłością i karierą, by przenieść się do Sandomierza. Tu zaczyna „nowe wspaniałe życie”, ale dość szybko spotyka go rozczarowanie. W obcej i nieprzyjaznej rzeczywistości rozgoryczony Szacki prowadzi śledztwo w sprawie dziwacznego morderstwa, którego ofiara to sandomierska działaczka społeczna, kobieta szanowana i ceniona, o nieskazitelnej reputacji. Dochodzenie napotyka piętrzące się przeszkody i ścianę milczenia, a jednocześnie towarzyszy mu gorączka medialna. Ważnym kontekstem staje się bolesny splot relacji polsko-żydowskich oraz historia, która wydarzyła się przeszło sześćdziesiąt lat wcześniej…

http://www.gwfoksal.pl/ksiazki/ziarno-prawdy-1.html

Gniew

„Wyobraźcie sobie dziecko, które musi się chować przed tymi, których kocha” – pierwsze zdanie nowej powieści Zygmunta Miłoszewskiego mogłoby być jej mottem. Tą najbardziej mroczną i duszną ze swoich powieści autor zamyka trylogię o prokuratorze Teodorze Szackim, który po kolejnej życiowej rewolucji przeprowadził się do Olsztyna, aby w najtrudniejszym w karierze śledztwie zmierzyć się z problemem przemocy domowej. Cztery lata po wydarzeniach z Ziarna prawdy Szacki mieszka w Olsztynie, gdzie w końcu odnalazł swoje miejsce na ziemi. Paskudna jesienna pogoda i trudne relacje między nową partnerką i dorastającą córką zajmują go bardziej niż kolejne błahe śledztwa. Do czasu.

25 listopada 2013 prokurator Teodor Szacki zostaje wezwany do zrujnowanego bunkra koło poniemieckiego szpitala miejskiego. W czasie robót drogowych odnaleziono tam stary szkielet. Szacki bezrefleksyjnie „odfajkowuje Niemca”, jak się tutaj nazywa wojenne szczątki, i każe przekazać je uczelni medycznej, gdzie wiecznie brakuje eksponatów do celów dydaktycznych. Nie przypuszcza, że to, co wydawało się końcem rutynowej procedury, jest początkiem najtrudniejszej sprawy w jego prokuratorskiej karierze. Sprawy, która pozbawi go prawniczego dystansu, zmusi do wyborów ostatecznych i okaże się ostatnim dochodzeniem prokuratora Teodora Szackiego.

„Gniew” to kryminał, w którym tłem do zagadki kryminalnej jest ważny problem społeczny i wnikliwy (a dzięki ironicznemu stylowi Miłoszewskiego tyleż wnikliwy, co zgryźliwy) portret Polski, ukazany przez pryzmat kolejnego miasta w naszym kraju. W tym wypadku czerwonego od pruskiej cegły Olsztyna. Trzymając się zasad gatunku, autor zmienia reguły gry z czytelnikiem i sprawia, że zamiast zastanawiać się, kto zabił, próbujemy zgadnąć, kto i dlaczego został zabity.

http://www.gwfoksal.pl/ksiazki/gniew-1.html

Moja ocena: Oby więcej takich (*****)

+ Fabuła

+ Język

***

Postać Teodora Szackiego jest przejaskrawionym/idealnym(?) obliczem prokuratora. Liczy się dla niego tylko prawo i ma zamiar strzec go niczym anioł sprawiedliwości, skazując tych „złych” na karę. Profesjonalna i oziębła maska są jego nieodzownym atrybutem. Ironia, cięty i dosadny język, zgorzkniałość i inne cechy, sprawiają, że nie jest to typ, którego dałoby się polubić… i przez to zdobył moją sympatię. Z angielska mówiąc, zaczęłam wyobrażać go sobie jako „badass’a” tylko że w garniturze i działającym w majestacie prawa. I wiele się nie pomyliłam.

Szacki biegał po korytarzu prowincjonalnej prokuratury półżywy z wściekłości. Normalnie w tej cholernej dziurze wszyscy się o siebie obijali na trzech ulicach na krzyż, a kiedy ktoś był potrzebny, to znikali, jakby to był Nowy Jork, kurwa jego mać.(…)
Pieprzona prowincja, odrobina technologii i się gubią, nie wyszli jeszcze z etapu sygnałów dymnych.” – Ziarno Prawdy

W każdej części pod zbrodnią kryje się większe tło, za każdym razem inne: przeszłość PRL, sprawa masakr żydowskich i antysemityzmu oraz przemoc. Bohater ma się więc z czym i z kim zmierzyć. Oddaję Miłoszewskiemu to, że przez długi czas nie mogłam dokładnie wytypować, czy „ten/ta” coś tam zrobił(a). Nawet jeśli miałam już takiego dziwne uczucie, że to może o to chodzi, to się okazywała figa z makiem i o! Często niby nic nie znaczące informacje okazywały się ważne dla wyniku końcowego. Nie próbuję szczegółowo opisać serii, bo by w pełni wciągnąć się w temat można jedynie poprzez przeczytanie książek, do czego z całego serca zachęcam. Wchodząc w wątki odarłabym je tylko z jakiejkolwiek tajemnicy. Odkrywane przed nami stopniowo, stają się kluczem do rozwiązania (i posłania nam wytkniętego języka – mylisz się, to nie ta/ten).

Polecam!

Godne odnotowania są postacie poboczne, których nie da się zapomnieć i gwarantują nam chwilę uśmiechu. W „Ziarnie Prawdy” jest to wikary, a w „Gniewie” dr Frankenstein ^^.

– Potrzebuję Pisma Świętego. Natychmiast! – rzucił w stronę wikarego, który nie czekając na przyzwolenie proboszcza, rzucił się biegiem w stronę zakrystii: sutanna filmowo zafurkotała. (…)
Wikary pokonał drogę do zakrystii i z powrotem niczym wytrawny sprinter, z trudem wyhamował przed zgromadzoną pod przedstawieniem mordu rytualnego grupką, dzierżąc olbrzymią księgę formatu A3, oprawioną w skórę, zdobioną okuciami i złoceniami.
– Czyś ty zwariował? – zapytał kanonik. Nie mogłeś normalnie wziąć z półki?
– Chciałem, żeby każdy widział dokładnie – wydyszał wikary, choć jasne dla wszystkich było, że zwyczajna niebieska Biblia Tysiąclecia nie pasowała mu do podniosłej, godnej Dana Browna chwili.” – Ziarno Prawdy

„Pomyślał, że skoro ktoś się nazywa Frankenstein, to na pewno normalnie wygląda i normalnie się zachowuje. Byłaby to miła odmiana po tych wszystkich szalonych patologach, których spotkał. Poza tym to wykładowca akademicki, a nie jakiś świr krojący trupy całymi dniami. Musi być normalny, w końcu dzieci uczy.
Próżne nadzieje.
Profesor doktor habilitowany Ludwik Frankenstein czekał na niego u szczytu schodów, przy wejściu do Collegium Anatomicum. Cóż, zrobił wszystko, żeby upodobnić się do szalonego naukowca z powieści gotyckiej. Stał wyprostowany jak trzcina, wysoki, chudy, o długiej szlachetnej, klasycznie przystojnej twarzy tego jedynego dobrego niemieckiego oficera z amerykańskich filmów wojennych. Stalowe spojrzenie, nos prosty jak odrysowany przy ekierce, krótka jasna broda, przystrzyżona à la Reymont.” – Gniew

Advertisements