Tagi

, , ,

Wydaje mi się, że ludzie lubią oglądać akty destrukcji. Zamki z piasku, domki z kart – od tego się zaczyna. Mają specjalny talent do pomnażania dzieła zniszczenia.

Książka i film na jej podstawie są ciekawą propozycją ukazania Niemiec tuż przed i w czasie II WŚ z perspektywy ludności niemieckiej. Ich życia, światopoglądu, zagrożeń. Normalnych ludzi, którzy żyli wśród „szaleńców”.

Opis:

Liesel Meminger swoją pierwszą książkę kradnie podczas pogrzebu młodszego brata. To dzięki „Podręcznikowi grabarza” uczy się czytać i odkrywa moc słów. Później przyjdzie czas na kolejne książki: płonące na stosach nazistów, ukryte w biblioteczce żony burmistrza i wreszcie te własnoręcznie napisane… Ale Liesel żyje w niebezpiecznych czasach. Kiedy jej przybrana rodzina udziela schronienia Żydowi, świat dziewczynki zmienia się na zawsze…

http://nk.com.pl/zlodziejka-ksiazek/1917/ksiazka.html

Moja ocena: Oby więcej takich (*****)

+ książki 😉

+ atmosfera

+ bohaterowie

+ język i sposób narracji

***

Przeznaczeniem Rudy’ego Steinera, czy był normalny, czy nie, było zostać najlepszym kumplem Liesel. A walnięcie kogoś prosto w twarz śnieżką jest idealnym sposobem zawarcia wiecznej przyjaźni.

Wczytując się w biografię autora, możemy dowiedzieć się, jak inspirujące potrafią być historie rodzinne. Jakby nie patrząc, dla niektórych, austriacko-niemieckie pochodzenie pisarza może zostać wzięte, jako argument, że specjalnie chce on pokazać społeczeństwo niemieckie w lepszym świetle. W ramach poczucia się lepiej, pewnego rozgrzeszenia? Osobiście nie mam problemu z tym, jak to wszystko zostało w Złodziejce przedstawione, lecz zarazem zdaję sobie sprawę, że nasza historia, patriotyzm i „polskość” czasami ograniczają punkt widzenia. Niemcy to zawsze ci źli. Nie mówię w tym momencie o żołnierzach, a szarych zjadaczach chleba. Często nie dostrzegamy (nie chcemy/nie potrafimy), że byli to w jakiejś części tak samo normalni ludzie jak my, mieli rodziny, odczuwali strach o siebie i innych, czasem byli zmuszeni robić to, co się od nich wymagało, by najzwyczajniej w świecie przeżyć. Byli wśród nich tchórze i byli bohaterowie. Karty polskiej historii też nie są krystaliczne. „No ale to przecież źli Niemcy.” Ja odpowiadam: „Nie wszyscy.” Piszę o tym wszystkim z jednego, prostego powodu… w dużej mierze od tego jak podchodzicie do prawdziwej historii tego okresu, zależy czy książka Wam się spodoba, czy nie.

Ukryta w cieniu drzew Liesel patrzyła spod oka na chłopaka. Jak wszystko się pozmieniało. Ze złodzieja owoców stał się dawcą chleba. Jego jasne włosy mimo zmierzchu świeciły jak pochodnia. Słyszała, że burczy mu w brzuchu – a mimo to dawał ludziom chleb.
Czy to były Niemcy?
Hitlerowska Trzecia Rzesza?”

W aspekcie treściowym mamy wiele odwagi, bohaterstwa i wychodzenia przed szereg mimo konsekwencji. Szlachetność i dobroć są wartością ogólną. Wychodzą poza granice państw, nie mają narodowości, nie są przypisane do wiary, koloru skóry czy płci. Fabuła zaskakuje, mimo licznych przeskoków akcji jest bardzo czytelna i łatwa w odbiorze. Na szczególną uwagę zasługuje poprowadzenie narracji – narratorem jest ŚMIERĆ. Nie otrzymujemy tylko i wyłącznie tekstu. W historię wtłoczone są różne wstawki, wyjaśnienia oraz obrazki. Te ostatnie chyba najbardziej zapadając w pamięć – u mnie to Hitler i jego „sklepik”. W tekście pojawiają się słowa i zwroty z języka niemieckiego (no bo z jakiego? ^^), które skrzętnie są tłumaczone. Kolejnym atutem są bohaterowie: wręcz namacalni, „prawdziwi”, a przede wszystkim posiadający charakter i pewnego rodzaju pazur. Jedyną ich wadą jest to, że są zbyt „idealni”. I na tym prawdziwości mówimy papa, machając na pożegnanie. Moją osobistą wisienką na torcie są jednak książki, to tu, to tam, pojawiające się znienacka jak ninja i przekazujące sobą coś więcej, niż tylko treść zawartą na ich kartach ❤

Polecam! I jak się tak to wszystko u mnie pozbierało, ocena nie mogła być inna. Ja się bardzo dobrze bawiłam. Po lekturze obejrzałam film i od razu dałam mu wielki plus za rolę Geoffrey’a Rush’a jako Hansa Hubermanna – to jego strzelanie oczek ^^. Jednak jak wiele innych wznowionych wydań z filmową okładką i filmami samymi w sobie, są one jak polukrowane ciasteczko. Ładnie wyglądają z zewnątrz, obiecując smakowite nadzienie, ale to co tam znajdujemy, często jest zbyt słodkie i wspaniałe, by mogło być prawdziwe. Takie dziś książki i filmy powstają, nie oszukujmy się. Za sprawą „Złodziejki” może ktoś jednak zastanowi się, jak to rzeczywiście było, jak musieli radzić sobie ci, którzy nie zostali porwani hitlerowską wizją świata. I z czego łatwiej było zrezygnować: z życia czy z szlachetności.

Zabił się, bo kochał życie.

A na koniec morał taki, że wojna to obosieczny miecz. A akty człowieczeństwa mogą zdarzyć się także tam, gdzie się tego najmniej spodziewamy.

Spoiler książkowo-filmowy – Nie chcesz, nie czytaj!

A teraz odrobina czepialstwa do filmu. Co mnie uderzyło? Na początku nasza złodziejka dopiero się uczy czytać, nic w tym dziwnego nie ma. Przypominam… akcja dzieje się w Niemczech tuż przed wojną. Więc dlaczego słowa do nauki na ścianie przygotowanej przez papę Hubermanna i czytane książki w zbliżeniach kamer są po angielsku? Normalnie cudowne dziecko!!! Uczyła się czytać po niemiecku… umie w każdym języku. Prawie jak jakaś supermoc 😉

Reklamy