Tagi

, ,

Klejzerowicz - List z powstania

Historia to historia, nie da się jej zmienić, można ją tylko… oswoić.

Opis:

Kiedy wciąż czujesz przeszłość za plecami, kiedy całymi latami skrada się ona za tobą jak zamaskowany zabójca – nigdy nie odnajdziesz spokoju. Możesz tylko uparcie szukać odpowiedzi, by cię ostatecznie nie dopadła… One tak właśnie zrobiły. Ale czy wygrały z przeznaczeniem? Kto odzyska, a kto straci swoje życie?

 Dwie kobiety, matka i córka. Kilka pokoleń, jedna zaginiona w Powstaniu łączniczka. Rodzinna legenda i obsesja. Trudno uporać się z traumą przegranego Powstania, trudno przejść do porządku dziennego nad tajemnicą zaginięcia młodej kobiety. Szczególnie jeśli los od czasu do czasu skutecznie o niej przypomina. Ta powieść to panorama epoki – od czasu Powstania, przez okres Polski Ludowej, transformację, aż po czasy współczesne. Historia, która każe stawić czoło najbardziej nawet niewygodnym prawdom.

Fascynująca powieść o tajemnicach z przeszłości i desperackim poszukiwaniu prawdy, pomimo że rozwiązanie zagadki wydaje się przekleństwem.

Na stronie wydawnictwa dostępny jest darmowy fragment.

http://www.wydawnictwofilia.pl/Ksiazka/31

Moja ocena: Bardzo dobra (****)

Każda rodzina ma swoje tajemnice, pielęgnowane przez członków rodziny, przekazywane z pokolenia na pokolenia. Czasem są to rzeczy chwalebne, które obrastają wręcz w legendę, czasem zaś sekrety ukryte głęboko, wychodzące na światło dzienne jedynie w obliczu śmierci, w związku ze swoją niestosownością czy wręcz będąc powodem do hańby i wstydu. Jakie by one nie były, to świadectwo przeszłości, mentalny spadek, którym trzeba się zaopiekować lub wręcz przeciwnie, zdusić go w zarodku jak chorobę. W negatywnym wypadku ta spuścizna może „zatruć” nie tylko przeszłość, ale mieć wpływ na teraźniejszość czy przyszłość. Anna Klejzerowicz prezentuje nam skrajną wersję, gdzie przeszłe wydarzenia dominują nad tym co tu i teraz, stwierdzenie „życie przeszłością” jest jak najbardziej adekwatne.

Zawsze kochała stare woluminy. Pożółkły papier pachniał kurzem, wilgocią i czymś jeszcze, co kojarzyło jej się z zapachem przeszłości – o ile czas może pachnieć. Płócienne oprawy, mocno już wyblakłe, nosiły jeszcze na sobie ślady złoceń. Słowacki, Tetmajer, Norwid – odczytała.

Książkę uważam za przyjemną. Bardzo szybko mi się ją czytało i za każdym razem dziwiłam się, że tyle już stron (w moim przypadku procentów) za mną, przecież czytam tylko chwilę. Początkowo przeskoki czasowe trochę mnie drażniły, na szczęście później już szło chronologicznie. Podział rozdziału na zwykłą fabułę i część ze wspomnieniami bądź korespondencją, jest całkiem udany. Sama treść jest spójna, choć pod koniec dla mnie zbyt przerysowana, wręcz naciągana na siłę, robiona pod schemat „bo tak musiało się skończyć”. Osobiście wyrzuciłabym część epilogu.

Raz obudzone nadzieje żyją jednak własnym życiem, więc… żyliśmy nadzieją, a nadzieja żywiła się naszymi oczekiwaniami.

Bohaterowie są ludzcy, tylko że w najgorszy(?) możliwy sposób, to znaczy, ich poziom utrzymuje się między bardzo emocjonalni lub wręcz ZA bardzo. Gdyby byli żywymi ludźmi, powiedzielibyśmy, że przesadzają. Po prostu.  W samym tekście pojawia się słowo „obsesja”, ja dodałabym jeszcze fanatyzm. Poza tym strach, które przeradza się w paranoję. Bezzasadną? O tym przekonacie się, jeśli przeczytacie. Ja podeszłam do wszystkiego z dystansem, ale i tak czasami czułam przesyt.

Mimo wszystko polecam.

Obecne czasy nie przynoszą za wiele satysfakcji, nadzieja się wyczerpuje, życie jest zbyt ciężkie dla zwykłego człowieka. Ludzie są coraz bardziej sfrustrowani, zniechęceni, rozgoryczeni. Paniczny, namacalny strach przed dniem jutrzejszym, wcześniej w zasadzie nieznany, stał się ostatnio dla większości społeczeństwa normą.

Advertisements