Tagi

, ,

Rice - Opowieść o złodzieju ciał

Bohaterowie poszukują przygód, ale nie dopuszczają, by przygoda pochłonęła ich bez reszty.

Opis

Kroniki wampirów #4

Czy nieśmiertelność może być przekleństwem? Czy trwające setki lat życie może się znudzić i stać męczarnią?

Wampir Lestat, potężny, nie lękający się niczego ani nikogo, ma jak najbardziej ludzkie pragnienia. Zaznał już chwały i upokorzenia, mieszkał w pięknych pałacach i śmierdzących norach, doświadczył oszałamiających przygód. A jednak w niczym nie znajduje zaspokojenia. Niespodziewanie pojawia się ktoś, kto proponuje, by spróbował przez kilka dni znów pożyć jak zwykły śmiertelnik. Czy Lestat zdoła się oprzeć takiej pokusie?

http://www.rebis.com.pl/rebis/public/books/book.html?co=print&id=K4897.005

Moja ocena: Oby więcej takich (*****)

W „Opowieści o złodzieju ciał” Lestat de Lioncourt snuje dla nas jedną ze swoich historii. Robi to z manierą swoich czasów. Czasów, gdy się narodził… i gdy umarł. To, że prawie wchodzi w XXI wiek, nie ma najmniejszego znaczenia. Dla niego czas zatrzymał się w XVIII. Złoto, przepych, fantazyjne stroje. Do tego wyrywa się jego dusza, to część jego życia. Nas może to w skrajnym wypadku zemdlić. Ten wampir wie jak być kontrowersyjnym, irytującym, czasami przy czytaniu można mieć wręcz ochotę uderzyć go w twarz, by się opamiętał. Gdyby nie super moce i nieśmiertelność, to przy całej swej beztrosce już dawno byłby martwy… ekhmmm unicestwiony… bo umrzykiem to on jest od dawna. I musi dostać porządną lekcję, solidnego kopa, aby w końcu to do niego dotarło.

Tak czy owak lubię ratować niewinnych od śmierci. I mordować zabójców, ponieważ są mymi braćmi, a zatem należymy do siebie nawzajem – czemu więc nie mieliby skonać w moich ramionach, zamiast jakiegoś nieszczęsnego śmiertelnika, który nigdy nie zrobił nikomu nic złego? Oto zasady, jakimi się posługuję podczas polowania.

Od razu wyznam, że lubię Anne Rice i jej styl pisania. Szczegółowe opisy, dbałość o detale. Wprowadza czytelnika w trans. Ja się nimi upajam, jakbym piła dobre wino. Nie potrafiły mnie tym razem zmęczyć swoją objętością, wręcz przeciwnie, im były dłuższe, tym bardziej magiczne. Nie można zapomnieć, że są na wskroś naładowane emocjami. Czytając reakcję Lestata na słońce, niemal widziałam świat jego oczami, gdy nagle został skąpany w miękkich promieniach, uwięziony w migocząych refleksach, czułam radość, jakbym sama od dawna nie widziała światła dnia.

– Wybrał ciebie, bo jesteś nieostrożny, próżny i zadufany w sobie. Nie mów tylko, że moje słowa cię uraziły. Nie chciałem cię obrazić. Naprawdę. Pragniesz zostać zauważony, rozpoznany, zrozumiany, wpakować się w kolejną kabałę, nieźle namieszać i przekonać się, czy raban będzie na tyle duży, że sam Bóg sięgnie ręką i schwyci cię za włosy. Cóż, Bóg nie istnieje. Równie dobrze ty możesz nim być.

Poza byciem całym intrygująco-irytującym sobą, Lestat wykazuje typowo ludzką cechę: niezauważanie rzeczy, które uważa się za coś stałego, pewnego, oczywistego. Widzimy je, to prawda, ale nie zauważamy. Jest jednak jeden konkretny przypadek, gdy te rzeczy stają się centrum zainteresowania. Gdy kogoś lub coś tracimy. Strata otwiera oczy, a docenienie przychodzi za późno. Rice umiejętnie obrazuje ten motyw w postaci wampira, który dąży do przodu, chcąc złapać zbyt wiele srok za ogon. Nie myśli, robi. Często wpada przez to w kłopoty. Powiedziałoby się, żyje pełnią życia… z dnia na dzień… hmm, jeśli o wampirze można by coś takiego powiedzieć. Jedynie poprzez straty coś tam w jego narcyzowatym, martwym sercu zostaje. Choć na jakiś czas. No bo to On.

Poczułem przeraźliwy smutek i może właśnie wtedy po raz pierwszy uświadomiłem sobie, że wszystkie moje marzenia o śmiertelnym życiu były kłamstwem. Nie, żeby życie nie było magiczne, nie, żeby stworzenie nie było cudem ani żeby świat nie był z gruntu dobry. Po prostu traktowałem mój mroczny dar jako coś zgoła oczywistego, naturalnego, i nie zdawałem sobie sprawy, jaką zyskiwałem dzięki niemu przewagę. Nie potrafiłem docenić moich darów. I chciałem je odzyskać. Tak. Zawiodłem, prawda! Śmiertelne życie powinno mi było wystarczyć! Spojrzałem na zimne, nieczułe gwiazdy, owych bezdusznych strażników, modliłem się, by mroczni, nie istniejący bogowie zechcieli zrozumieć.

Polecam!

Odniesienia:

Literackie: „Żeglując do Bizancjum” – W.B.Yeats, „Tygrys” – William Blake, „Lalki” – W.B. Yeats, „Coś na progu” – Lovecraft, „Faust” – Goethe

Filmowe: „Drzewa rosną na Brooklynie„, „Vice versa„, „Cały ja” , „W towarzystwie wilków„,  „Piękna i bestia„, „Między linami ringu„.

Reklamy