Tagi

, ,

Verne - Wyprawa do wnętrza ziemi

Nauka moje dziecko, pełna jest błędów, ale takich, których nie żal popełniać, gdyż powoli prowadzą do poznania prawdy.

Opis:

Niezwykłe podróże #2

„Ze starej księgi wypadł na ziemię kawałek brudnego i zaplamionego pergaminu…” – to zupełnie niewinne zdarzenie zmieni życie starego profesora Lidenbrocka i jego bratanka. Próba rozszyfrowania informacji zapisanej w starym, islandzkim języku zaprowadzi naszych bohaterów w najciekawsze, a zarazem najbardziej mroczne miejsce – do wnętrza Ziemi.

Moja ocena: Bardzo dobra (****)

+ Klasyka przygody

+ Mała lekcja historii i geografii

+ Styl i język

+ Kreacja bohaterów

– przez całą książkę postawa jednego z bohaterów strasznie mnie irytowała, dlatego minus, choć jest to bardzo subiektywne wrażenie.

***

Ta teoria zjawisk, których byliśmy świadkami, wydawała mi się wystarczająca; bo obojętnie jak wielkie są cuda natury, można je wytłumaczyć zawsze zjawiskami fizycznymi.

Wśród tych wszystkich nowości, które niemal bezustannie zalewają rynki wydawnicze, dobrze czasem rozejrzeć się za czymś innym, nieco starszym, często na tyle odbiegającym od dzisiejszych realiów, że może budzić w nas cień uśmiechu. Skórzane oprawy. Przepiękne ryciny. Specyficzny język. Zapach kartek, kurzu i minionego czasu. Ahhh. Rozmarzyłam się. 😀 Tak w wyobraźni widzę właśnie klasykę. Ładny i estetyczny wygląd jako dopełnienie uniwersalnych treści o ponadczasowym wymiarze. Brakuje mi tego. Dlatego, gdy Hachette zaczęło wydawać Verne’a na starą modłę, musiałam choć jedną taką książkę zdobyć. Można by wyrzucać, że kartki może za cienkie, że łatwo naruszyć i uszkodzić oprawę, bo nie jest ona jakoś super wytrzymała. Hmm, czasy ciężkich i twardych tomów, które w przypadku rzucenia w coś lub kogoś robiły za dobrą broń średniego zasięgu, minęły. Zmieniły się nasze gusta, oczekiwania, choć kwestia ceny też gra tutaj jedną z głównych ról. Ta seria do niektórych dawnych wydań nie może nawet startować, ale udowadnia, że nie trzeba wielkich środków, aby zrobić coś ładnego i eleganckiego, co nie tylko cieszy oko, ale ładnie prezentuje się na półce/regale.

Czy to, co słyszałem, było niedorzecznymi mrzonkami szaleńca, czy naukowymi wywodami geniusza? Gdzie w tym wszystkim kończyła się prawda, a zaczynał się błąd? Wahałem się pomiędzy tysiącem sprzecznych ze sobą hipotez, nie mogłem ani na chwilę wybrać na pewno jednej z nich.

„Wyprawa do wnętrza ziemi” to opowieść o niezwykłej przygodzie, w której nauka zmaga się z naturą, a także z samą sobą. Bowiem bez ryzyka nie byłoby odkryć, jedni naukowcy nie obalaliby na ich podstawie teorii innych uczonych. Więc bohaterowie z narażeniem życia zgłębiają niemal dziewicze tereny, wiedzeni przez naukową ciekawość pewnego profesora. W moim odczuciu poza spontaniczną wędrówką równie ważne jest mroczne oblicze nauki, które podczas tej wyprawy się ujawnia. Nie tylko obraz zwariowanego naukowca zamkniętego w swoim laboratorium, knującego przejęcie władzy nad światem, może zmrozić krew w żyłach. To raczej drobne skazy – słowa, uczynki – niczym rysy na szkle, kłócące się z „nieskazitelnym” wizerunkiem uczonego, mogą lepiej uzmysłowić do czego może prowadzić dążenie do czegoś za wszelką cenę.

– Widzę – odpowiedział – jest to pancerz jakiegoś skorupiaka z wymarłej gromady trylobitów.
– Ale czy z jej obecności nie wyciągasz wniosków, stryju…
– Takich jak twoje? Owszem. Wyszliśmy z pokładów granitowych i drogi lawowej. Może się pomyliłem, ale do pomyłki nie przyznam się prędzej, aż dotrzemy do końca tego korytarza.
– Masz, stryju, zupełną rację i ja sam zgodziłbym się na to bez wahania, gdyby nie groziło nam coraz większe niebezpieczeństwo…
– Jakie?
– Braku wody.
– To będziemy oszczędniejsi w zaspokajaniu pragnienia.

Polecam!

Odniesienia:

„Heimskringla” – Snorri Sturluson

Advertisements