Tagi

, ,

Nesbo - Karaluchy

Doświadczenie pokazuje, że prawda często bywa trudna do ukrycia (…).

Opis:

Harry Hole #2

W domu publicznym w stolicy Tajlandii znaleziono ciało norweskiego ambasadora. W Oslo pospiesznie tworzony jest plan uniknięcia skandalu. Policjant Harry Hole wsiada do samolotu skacowany z zastrzykami witaminy B12 i wkrótce zaczyna krążyć po zaułkach Bangkoku: wśród świątyń, palarni opium, dziecięcych prostytutek i barów go-go. Odkrywa, że w tej sprawie chodzi o coś więcej niż o morderstwo: za ścianami pełza coś, co nie znosi dziennego światła…

http://publicat.pl/dolnoslaskie/oferta/kryminaly/karaluchy_65,2410,1620.html

Moja ocena: Bardzo dobra (****)

+ egzotyka

+ styl

+ fabuła

+ „Brudny Harry”

– za mało grania na emocjach czytelnika

***

Harry Hole po swoim sukcesie w Australii zostaje wybrany do kolejnej misji. Tym razem wyrusza do egzotycznego Bangkoku aby rozwiązać sprawę tajemniczej śmierci norweskiego dyplomaty. Hole to facet z charakterem. Gdy trzeba, nie daje sobie w kaszę dmuchać. Taki brudny Harry, który tylko czeka na odpowiedni moment, żeby przywalić komuś w mordę jak już dopije swoje piwo. Nie jest ideałem policjanta. Alkohol, problemy rodzinne i tragiczne wspomnienia powodują, że krok po kroku się stacza. Na szczęście zachowuje odrobinę profesjonalizmu i przychodzi trzeźwy do pracy. Bywa agresywny. Łatwo robi sobie wrogów. Niektórzy wręcz czekają aż powinie mu się noga. Wtedy jednak trafia mu się szansa wyjazdu. Aby na pewno? Czy może jest to raczej metalowa kula u nogi, która ma go ściągnąć szybciej na dno?

Chodzi o twarz. Tajom wpaja się od dzieciństwa, że nie mogą przyznać się do błędu, nie zapominaj o tym.
– Nawet kiedy wszyscy wiedzą, kto go popełnił?
– Wtedy wszyscy starają się, żeby to nie wyglądało na błąd.

Uwagę przykuwa abstrakcyjność sprawy i jej rozwiązania. Niektóre rzeczy wydają się wręcz nieprawdopodobne, ale cała historia jest spójna, dopracowana, aby jak najbardziej nadać jej prawdopodobieństwa. I całkiem nieźle to wychodzi. Jak zwykle dałam się porwać egzotyce, swoje trzy grosze wtrącił również dynamizm wielkiego miasta jako molocha, dżungli, w której rządzi prawo silniejszego (i to dosłownie, ach te pięknie opisane sceny jazdy po zawsze zatłoczonych ulicach ^^). Co swoją drogą jest dla mnie ciekawe, bo w rzeczywistości im większe miasto, tym bardziej czuję się przytłoczona i zmęczona. Tutaj ten dynamizm nadawał książce życia, wprawiał w ruch cały mechanizm, naoliwiał tryby tej wielkiej maszyny. Bangkok urasta tutaj do miana „sin city” – miasta grzechu – w którym można zaspokoić najdziksze i najbardziej nieprzyzwoite rządze. Właściwie tych „naj” jest o wiele więcej i we wszystkich możliwych kategoriach (zwłaszcza w negatywnym sensie). To kolejny puzzle do układanki, jaką jest ta historia. Wydaje się, że z każdą przeczytana stroną wypływają coraz to gorsze brudy. Nawarstwiają się. Mieszają. A my jako czytelnicy musimy się wraz z Harrym nimi ubabrać. Bowiem wszystkie chwyty są dozwolone, gdy wkraczamy w świat polityki i wielkich pieniędzy.

Książka porusza wiele ważnych tematów, więc już samo to przemawia na jej korzyść. Jest bardzo dobra, ale szału ni ma. „Karaluchów” nie zaliczyłabym do arcydzieł gatunku. Nie wstrząsnęły mną, nie zaszokowały, nie przywaliły w twarz jakaś głębszą puentą. Za to zapewniają dobrą rozrywkę na niezłym poziomie. Czegoś mi zabrakło i tyle, ale to tylko moje subiektywne wrażenie.

Polecam!

Advertisements