Tagi

, ,

Leckie - Zabójcza Sprawiedliwość

Nie rozumiałam wielu rzeczy, a dziewiętnaście lat udawania istoty ludzkiej nie nauczyło mnie tyle, ile się spodziewałam.

Opis:

Imperium Radch #1

Najlepsza space opera ostatnich lat, zdobywczyni wszystkich najważniejszych nagród literackich z dziedziny fantastyki.

W odległej przyszłości znaczną częścią zamieszkanego kosmosu rządzi Imperium Radch, gdzie władzę absolutną sprawuje Anaander Mianaai, jedna osoba w tysiącach ciał, wszechobecna i niemal wszechwiedząca. Najsprawniejsi jeńcy wzięci do niewoli na podbitych planetach zostają zamienieni w serwitory – pozbawieni własnej osobowości, stanowią przedłużenie sztucznych inteligencji dowodzących okrętami wojennymi. Zdawałoby się, że SI jednego z tych okrętów, „Sprawiedliwości Toren”, dysponująca setkami oczu i uszu serwitorów, łatwo może utrzymać porządek na podbitej planecie. Jednak wskutek skomplikowanej intrygi wybuchają zamieszki, ulubiona oficer „Sprawiedliwości Toren” zostaje niesprawiedliwie oskarżona i skazana na śmierć, a sam okręt ulega zniszczeniu. Przeżywa tylko jeden serwitor, cząstka sztucznej inteligencji w ludzkim ciele. Odtąd Breq, bo takie przybrała imię, okaleczona psychicznie i emocjonalnie, szuka zemsty na tyranie, który pozbawił ją wszystkiego. W trakcie tych poszukiwań odkrywa przerażającą prawdę o rozłamie w zbiorowym umyśle samego władcy…

http://muza.com.pl/fantastyka/2100-zabojcza-sprawiedliwosc-9788328700482.html

Moja ocena: Dobra (***)

+ Brak wątku romantycznego

+ Pomysł na serwitory

+ Motywy (np. barbarzyństwo a cywilizacja)

– Powolny rozwój akcji (dopiero od połowy książki coś zaczyna się dziać)

– dezorientacja przy określaniu płci bohaterów

***

Ty widzisz morderstwa i zniszczenia na niewyobrażalną skalę, ale oni widzą rozprzestrzenianie się cywilizacji, Sprawiedliwości i Przyzwoitości, Pożytku dla wszechświata. Śmierć i zniszczenie to nieuniknione produkty uboczne tego jednego, najwyższego dobra.

„Zabójcza Sprawiedliwość” była dla mnie szansą przeżycia całkiem przyjemnej przygody. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz czytałam książkę osadzoną w kosmosie. Oglądało się kiedyś „Star Trek” czy „Gwiezdne Wojny”. Oczywiście mam na myśli te zupełnie stare wersje, które w telewizji powtarzano co jakiś czas. Ten okres kojarzy mi się z dzieciństwem. Brało się kij i udawało, że to miecz świetlny. To były dopiero czasy. 😀 Ann Leckie troszkę mi o tym przypomniała. Nie mam zbyt wielkiego porównania, nie mogę stwierdzić, że motywy w fabule są oryginalne i niepowtarzalne. Nie wiem również, czy książka obroniłaby się w porównaniu do klasyków gatunku. Pewnie dla niektórych nie. Mogę zaś subiektywne napisać, że zapewnia kawał dobrej rozrywki i pozwala się oderwać od ziemi (dosłownie).

Ludzie często myślą, że dokonaliby najszlachetniejszego wyboru, ale kiedy naprawdę znajdą się w takiej sytuacji, przekonują się, że to nie takie proste.

Początki mogą być trudne. Pojawiamy się w jakimś miejscu tej historii i musimy poznać wszystko od zera. To jak układanie puzzli. Na początku nie wiadomo od czego zacząć i połączenie dwóch elementów wydaje się godne świętowania. Powoli udaje się nam stworzyć coraz większe kawałki. Dopiero w pewnym momencie zaczynają one wskakiwać na swoje miejsce, tworząc pełen obraz.

Jeśli zamierzasz zrobić coś tak szalonego, zachowaj to na okazję, kiedy możesz coś zmienić.

Mamy kosmos, jacyś obcy są (choć bardzo mało się o nich dowiadujemy, co najwyżej, że nie powinno się z nimi zadzierać), wyższe technologie – motyw serwitorów (ludzkich części statku) bardzo przypadł mi do gustu. Jest taki pozytywnie dziwny. Dla kogoś, kto nie obcuje na co dzień z tym konkretnym rodzajem s-f, nie czułam się przytłoczona zawiłą terminologią. Co prawda fani z tego samego powodu mogą poczuć się zawiedzeni.

Mów, a wszyscy poznają twoje zdanie. Wstrzymaj się od mówienia, a wszyscy pomyślą, że masz jakieś zdanie.

Zagwozdką było dla mnie rozróżnianie płci, tzn. mamy tutaj różne rasy, niektóre stosują zwroty zależne od tego do kogo się mówi, ale miałam wrażenie, że w całej powieści są same kobiety. Podobny problem miała główna bohaterka. Dla przykładu, w tekście czytamy fragment w pewnym barze i mamy „szynkarkę”, potem jednak okazuje się, że to „on”. Zabieg celowy, ale nieco dezorientujący. Nie irytowało mnie to, ale czułam się podobnie jak z ćmieniem w zębie. Niby nie boli, ale coś jest nie tak. I cały czas o sobie przypomina.

– Jesteś bardzo ufny – powiedziałam, zgadując „rodzaj męski” – skoro pozwoliłeś takiemu biedakowi – wiedziałam, że Seivarden jest płci męskiej, to było łatwe – zaciągnąć taki dług. – Szynkarka nie odpowiedziała.

Jak już zaczęła się właściwa akcja to kwestia płci zupełnie straciła znaczenie. Zakończenie pochłonęłam w jedną chwilę i teraz czuję niedosyt. Jeśli już przebrniecie przez początek robi się coraz lepiej i ciekawiej.

Polecam!

Myśli są efemeryczne, ulatują w chwili, kiedy się pojawiają, jeśli nie przerodzą się w czyn lub materialną formę. Pragnienia i zamiary tak samo. Nic nie znaczą, dopóki nie skłonią cię do dokonania wyboru, popchną do jakiegoś działania, choćby najmniej ważnego. Myśli, które prowadzą do działania, bywają niebezpieczne. Myśli, które tego nie robią, znaczą mniej niż nic.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję

Wydawnictwu Akurat

akurat

oraz Pani Annie z

Business & Culture

bic

Advertisements