Tagi

, ,

Gogol - Martwe dusze

Oni wszędzie są między nami, może tylko w innym ubiorze, ale lekkomyślni, nieprzenikliwi ludzie mniemają, że dlatego, iż się przebrał, został innym człowiekiem.

Opis:

Paweł Iwanowicz Cziczikow przemierza w interesach rosyjską prowincję.

Pije szampana z prezesem sądu, gra w wista z policmajstrem, chadza na bale do gubernatora, zachwyca miejscowe damy. Uważnie obserwuje rosyjskie inferno z jego namiętnościami, hulankami, łajdactwem i korupcją.

Szukając martwych dusz na sprzedaż, spotyka żywych, choć naznaczonych już przez piekło ludzi. Cziczikow niczym Dante zstępuje w coraz to niższe kręgi, napotykając gburów, łapówkarzy i pijaków, by wreszcie spotkać samego siebie.

Autor Martwych dusz, targany wyrzutami sumienia, zmagał się z własnymi poglądami – kilkukrotnie palił rękopisy, w których próbował tłumaczyć swoją postawę wobec Rosji i Rosjan.

Moja ocena: Dobra (***)

Z wielu powodów tytuł książki wydawał się odpowiedni na przełom października i listopada. Zamiast  nostalgicznych rozważań mamy w niej opis rosyjskiego społeczeństwa i często komicznych, absurdalnych sytuacji. Z zasady niektóre opowieści tego typu mnie po prostu nudzą, ale w przypadku „Martwych Dusz” przytrzymało mnie jedno pytanie, które aż do ostatniej strony sobie zadawałam – „Po kiego grzyba mu te martwe dusze?”. Była to tajemnica, którą musiałam rozwikłać. Chociaż od razu zaznaczam, że nie oczekiwałam, że odpowiedź będzie jakoś szczególnie wymyślna.

Już taki jest ruski człowiek: wszystkich sił używa, żeby poznać się z takim, który posiada rangę wyższą choć o jeden stopień; a czapkową znajomość z hrabią lub księciem o wiele więcej ceni od najściślejszej przyjaźni.

Autor skupia się na pokazaniu relacji międzyludzkich zależnych od statusu i pozycji społecznej. Opisuje zachowanie elity pewnego miasta i okolic, jej kumoterstwo, łapówkarstwo, rozrzutność i chęć pokazania się, a przede wszystkim obojętność względem ludzkiego życia. Chłopi są jedynie towarem, który można kupić bądź sprzedać. Panowie oskarżają ich o wszelkie możliwe zło, kradzieże, występne prowadzeni się, pijaństwo itd., jakby sami byli nie wiadomo jak krystaliczni. Pojawia się drobny wyjątek od tej reguły, czyli wyliczone zostają zalety kilku chłopów (choć pojawia się to w otoczeniu zarzutów do „ogółu”) ze względu na ich przymioty i pracowitość, lecz i w tym przypadku widać, że chwalona zostaje tylko ich „użyteczność”.

Blondyn był z tego rodzaju ludzi, którzy jak się uprą, to trudna z nimi sprawa. Jeszcze nie zdążysz ust otworzyć – a oni gotowi już do sprzeczki: zdawałoby się, że nigdy nie zgodzą się na to, co wręcz sprzeciwia się ich sposobowi widzenia, że nigdy głupstwa nie wezmą za rzecz rozumną i że nigdy nie zgodzą się tańcować tak, jak kto im zagra, w końcu zawsze jednak pokażą miękki charakter, że właśnie zgodzą się na to, czemu przeczyli; głupstwo nazwą rozumem, a w końcu i tańcować zaczną tak, jak im zagrają – słowem, początek tęgi, ale koniec żałosny.

Mikołaj Gogol nie stroni od groteski. Bawi się z czytelnikiem, ba, nawet zwraca się wprost do niego. Puszcza mu oko. Łapie pod ramię i ciągnie w daną stronę, chcąc pokazać coś fascynującego. Próbuje oddać ducha narodowego, ale nie stroni przy tym od wyciągania na wierzch wszystkich przywar i brudów. Obraz, który w ten sposób uzyskuje, nie jest zbyt pochlebny, nie powinno dziwić więc, że w tamtym czasie przez wiele osób w Rosji „Martwe dusze” nie zostały dobrze przyjęte. Uderza nas uniwersalność – poza pojawieniem się odniesienia do Moskwy i Petersburga – trafiamy do miasta „N.”, ośrodka bez nazwy, którym mogłaby być jakakolwiek miejscowość, jej mieszkańcy i pracujący tam urzędnicy.

Ale jeżeli by zajrzeć głębiej, to naturalnie odkryłoby się wiele innych rzeczy; ale bardzo jest niebezpiecznie zaglądać głębiej do serc kobiecych.

Mimo dawnego języka i stylu (oparto się na przekładzie z 1876 r.), podejścia do niektórych spraw czy poruszonego tematu, oceniam powieść na plus. Rozbawiła mnie swoim komizmem i absurdalnością, więc pewnie dlatego traktuję ją z przymrużeniem oka. W tej książce można wiele znaleźć, trzeba tylko chcieć. 🙂

Advertisements