Tagi

, ,

Randall - Hyperversum

Teraz jednak konieczność stanięcia do walki nie cieszyła go wcale, ponieważ wiedział, że w wypadku game over nikt nie podaruje mu „drugiego życia”.

Opis:

Hyperversum, #1

Rodzice ostrzegali cię przed spędzaniem całego wolnego czasu w wirtualnym świecie gier komputerowych? Mieli rację…

Sześcioro przyjaciół: Ian, Daniel, Jodie, Martin, Donna i Carl, wskutek tajemniczej burzy przenosi się poprzez zaawansowaną technologicznie grę RPG do XIII-wiecznej Francji. Droga powrotna wydaje się zamknięta na zawsze, zatem muszą szybko nauczyć się, jak przetrwać w średniowiecznym świecie.

Tymczasem udaje im się przede wszystkim zyskać nowych wrogów – już drugiego dnia trafiają do więzienia, schwytani przez znanego z okrucieństwa angielskiego szeryfa Jerome’a Derangale’a znanego jako Sans-pitié… A to dopiero początek przygody.

Ian, najstarszy z całej grupy, musi przyjąć na siebie rolę opiekuna swoich towarzyszy. Czy jednak uda mu się ustrzec przyjaciół przed niebezpieczeństwami, które na nich czyhają, skoro sam wplątał się w intrygę na najwyższym szczeblu?

Oszałamiający świat średniowiecznych turniejów, pościgi i pojedynki na miecze, polowania, dworski przepych, spisek zdrajców korony i niemożliwa miłość… teraz możesz przeżyć to naprawdę.

http://www.esprit.com.pl/171/Hyperversum.html

Moja ocena: Bardzo dobra (****)

Na „Hyperversum” trafiłam przypadkiem jakiś czas temu, gdy podczas promocji przy wydawaniu drugiego tomu z tej serii, ebook pierwszego oferowano za darmo. Nie byłabym sobą, gdybym nie skorzystała z takiej możliwości i nie wydała ani złotówki. Nie przeczytałam ani opisu (jak zwykle ^^), ani nie natrafiłam w tamtym czasie na recenzję na odwiedzanych przeze mnie blogach. W oczy mi się jakoś nie rzuciła. Mimo to wzięłam w ciemno… bo okładka ładna i tytuł całkiem całkiem. Więc od jakiegoś czasu Hyperversum czekało sobie na przeczytanie. Po trudnej lekturze „Malowanego ptaka” na DKK postanowiłam przeczytać coś znacznie lżejszego. Padło na książkę Randall.

Był wolny, czuł, że żyje. Oddychał tak głęboko, jakby robił to po raz pierwszy.
Nawet przerażający ból, który z każdym krokiem rozdzierał mu plecy, sprawiał, że jeszcze wyraźniej czuł, że żyje. Nie zdawał sobie sprawy, że tak bardzo zależy mu na własnym życiu, aż do momentu kiedy zawisło ono na włosku.
Walczył o przetrwanie. Odkrył, że potrafi dokonać rzeczy, o które w rzeczywistości nigdy by siebie nie podejrzewał, rzeczy, które do tej pory robił tylko w grze. Dawał sobie radę. Walczył. Chciał żyć.

Hyperversum to jak dla mnie połączenie „Matrixa”, „Wehikułu czasu” i baśniowej opowieści nawiązującej do etosu rycerskiego w stylu „Pieśni o Rolandzie”, gdzie ukazany został archetyp rycerza idealnego. Koncept całości nawet mi się spodobał, ale ciągle czułam w nim pewną poważną lukę. Nawet jeśli mówimy o fantasty, coś z czegoś zazwyczaj wynika, nawet jeśli to „coś” na koniec okazuje się magią, interwencją bóstw, fatum, losem czy czymś w tym stylu, czujemy pewnego rodzaju ciągłość. Myślimy sobie: Aha, ktoś tam/coś maczał(o) w tym swe paluszki! W przypadku Hyperversum nie dostałam odpowiedzi, w jaki sposób gra komputerowa mogła przenieść kogoś do czasów średniowiecza i to dosłownie. Właściwie nawet tego nie oczekiwałam, chodzi mi raczej o fakt, że ciężko to ze sobą połączyć w „logiczną” całość nawet jak na standardy fantastyki. I jestem ciekawa czy w kolejnej części autorka z tego wybrnie. Bo dodając kolejne motywy, sprawia, że zaczynają być one ze sobą coraz bardziej sprzeczne.

To była krew z mojej krwi, a dwukrotnie wbił mi nóż w plecy – ciągnął Ponthieu cicho. – Ty byłeś dla mnie zupełnie obcy, a zawsze wiernie i honorowo mi służyłeś, ryzykując nawet życie. Czyż czyny człowieka nie są ważniejsze od jego pochodzenia?

Pomijając moje czepianie się logiki poprowadzonej fabuły, książkę czyta się całkiem przyjemnie. Z nowoczesnego świata zostajemy przeniesieni wprost do trzynastowiecznej Francji. Przeżywamy przygodę w którą wplecione są prawdziwe wydarzenia i postacie. Poznajemy samego króla, jesteśmy świadkami rycerskiego turnieju, walczymy w bitwie pod Bouvines. A przede wszystkim dowiadujemy się licznych ciekawostek historycznych.

Hyperversum to nic innego jak opowieść „od zera do bohatera” z gruntu mająca cechy pozytywne. Wszystkie przeszkody stawiane przed bohaterami są jedynie elementem umożliwiającym ich dalszy rozwój, czy używając terminów z gier komputerowych: do podbicia ich expa i wejścia na nowy level na ścieżce paladyna.

Ja osobiście już czekam na kolejną rozgrywkę w Hyperversum. 😀

Reklamy