Tagi

, ,

Sanderson - Z mgły zrodzony

– Jak można „przypadkowo” zabić szlachcica w jego własnej posesji?
– Nożem w serce – odparł Kelsier. – A raczej kilkoma nożami. Zawsze lepiej dmuchać na zimne.

Opis:

Ostatnie Imperium, #1

Przez tysiąc lat popiół zasypywał kraj, nie kwitły kwiaty. Przez tysiąc lat skaa wiedli niewolnicze życie w nędzy i strachu. Przez tysiąc lat Ostatni Imperator, „Skrawek Nieskończoności”, posiadając władzę absolutną, rządził i stosował terror, niezwyciężony jak bóg. A kiedy nadzieja została porzucona już tak dawno, że nie pozostały z niej nawet wspomnienia, pokryty bliznami pół-skaa ze złamanym sercem odkrywa ją na nowo w piekielnym więzieniu Ostatniego Imperatora. Tam poznaje moce Zrodzonego z Mgły. Znakomity złodziejaszek i urodzony przywódca, wykorzystuje swoje talenty w intrydze, która ma pozbawić tronu i władzy samego Ostatniego Imperatora.

http://www.mag.com.pl/ksiazka/198

Moja ocena: Bardzo dobra (****)

Brandona Sandersona poznałam za sprawą „Elantris” i muszę przyznać się szczerze, że za pierwszym razem jego książka w ogóle nie przypadła mi do gustu. Nie wytrwałam nawet do połowy. Po pewnym czasie podjęłam próbę numer dwa. Mój punkt widzenia zmienił się o 180 stopni. Zaczęłam doceniać zarówno styl, kreację postaci i fabułę. Nie przeszkadzała mi ilość stron. Po skończeniu lektury stwierdziłam zaś, że wprost muszę sięgnąć po kolejne książki tego autora, ponieważ są… inne. Sanderson wniósł trochę świeżości, przekracza bowiem granice utartych schematów z nurtu fantastyki.

Cała sztuka polega na tym, żeby nigdy nie przestawać szukać. Zawsze jest kolejna tajemnica.

O tym, że wybrałam akurat „Z mgły zrodzonego” zadecydowała okładka. No cóż… powód jak każdy inny. 😉 Mam słabość do przyciągających wzrok książek. Jeśli coś przykuje moje oko, nie zapomnę tak łatwo o danej pozycji. Więc kiedy tylko nadarzyła się okazja kupienia Zrodzonego i innych książek z serii po całkiem przystępnej cenie, nie wahałam się zbyt długo. Nie żałuję.

Moim zdaniem wiara jest jak dobry płaszcz. Jeśli ci pasuje, jest ci w nim ciepło i wygodnie. Niedopasowany może udusić.

Czytając Zrodzonego, zostajemy przeniesieni do świata, w którym największa siłą jest Ostatnie Imperium oraz jego władca. Władza Ostatniego Imperatora wydaje się nieograniczona, a on sam uchodzi za boga. Jak można z kimś takim walczyć? Jednak czytelnik podejmuje taką próbę, towarzysząc Kelsierowi, Vin oraz innym bohaterom tej książki. W mojej ocenie dużym plusem w twórczości Sandersona jest zarówno wykreowanie postaci – mamy ich trochę, ale są one różnorodne i interesujące, często inne niż wydawało nam się na pierwszy rzut oka – i  poprowadzenie fabuły, która pomimo ilości prowadzonych wątków jest bardzo spójna. Swoje trzy grosze z pewnością odgrywa również specyficzny humor i ironia, którymi niektórzy bohaterowie zostali obdarzeni. To wszystko tworzy historię całkiem przyjemną w odbiorze.

– Zawsze czytujesz na balach? – zapytała.
Podniósł wzrok.
– Zawsze, kiedy tylko uchodzi mi to na sucho.

Było trochę o tym, co mi się w książce podoba, teraz przyszedł czas na trochę psioczenia. Największym rozczarowaniem było dla mnie zakończenie, ale nie będę zdradzać w jakim sensie, bo to tylko mój dość specyficzny punkt widzenia. Zapomnijmy, że przeczytaliście poprzednie zdanie, dobrze? Bardzo podoba mi się pomysł na Allomancję i Feruchemię, umiejętności, które poznacie czytając Z mgły zrodzonego, ale w niektórych momentach czułam już przesyt „Przyciąganiem” i „Odpychaniem”, bo na jednej stronie potrafiło być tego aż za dużo. Jednak jestem bardzo zadowolona z lektury i na pewno sięgnę po kolejne części tej serii.

Polecam!

P.S. Po lekturze już nigdy nie będziecie patrzeć krzywo na chemię i fizykę. 😉

Reklamy