Tagi

, , ,

riggs-miasto-cieni

Opis:

Pani Peregrine, #2

Kontynuacja Osobliwego domu pani Peregrine, który zachwycił nie tylko nastoletnich czytelników.

Akcja powieści rozpoczyna się dokładnie tam, gdzie zakończyła się poprzednia. Jest rok 1940. Jacob i jego nowi przyjaciele opuszczają wyspę, na której znajdował się dom pani Peregrine i udają się do Londynu. W czasie podróży czekają ich liczne niespodzianki i przygody.

Miasto cieni to niepowtarzalna, magiczna powieść, która przenosi czytelników w świat wyobraźni, telepatii, pętli czasowych, zmiennokształtnych i niesamowitych zwierząt.

https://mediarodzina.pl/prod/1110/Miasto-cieni

Moja ocena: Bardzo dobra (****)

Mam wrażenie, że bardzo rzadko zdarza się, by kolejna część cyklu była w stanie przebić sukces pierwszego tomu. W mojej ocenie tak jest również i w tym przypadku. „Miasto cieni” jest wciągająca książką, porywa swoich czytelników i przedstawia im różne niesamowite i osobliwe historie. Jednak w żaden sposób nie przebija swojego pierwowzoru.

Co prawda autor przesunął trochę nacisk z tajemnic na akcję. Przedstawiane sceny są bardzo dynamiczne i nie możemy narzekać na nudę. Niestety w moim przypadku już w połowie książki zaczynało mnie to jednostajne (dodajmy, że bardzo szybkie) tempo męczyć. Czułam się tak, jakbym była na jakiejś kolejce górskiej z której tylko zjeżdżamy z krzykiem i ten wagonik zmieniał kierunek jedynie na sekundę czy dwie, by zaraz wykonać pętlę.

Podobała mi się teoria, że osobliwość nie jest wadą, lecz wartością dodaną; że nie brakuje nam tego, co mają zwykli ludzie, tylko im brakuje osobliwości. Innymi słowy, mamy więcej, a nie mniej.

Osobliwe dzieciaki biorą sprawy w swoje ręce i pokazują, że dorośli tak właściwie do niczego nie są im potrzebni. Wpadają w i rozwiązują swoje problemy zupełnie sami, bo muszą. Wykazują się odwagą i pomysłowością, której brakuje innym, bo muszą. Dzięki temu są w stanie pokonywać przeszkody do celu. Jak się później okazuje ten „cel” nie jest do końca taki jak myśleli.

Śmiech nie sprawia, że złe rzeczy stają się gorsze, podobnie jak nie staną się lepsze dzięki łzom. Śmiech nie oznacza, że jest nam wszystko jedno albo że zapomnieliśmy — świadczy tylko o tym, że jesteśmy ludźmi.

Największy plus daję „Miastu cieni” za zakończenie. Ta scena ma taki potencjał, że w głowie dopowiadałam sobie wiele scenariuszy, które mogłyby mieć miejsce w kolejnym tomie.  Oczywiście to wydarzenie jest tak skonstruowane, byśmy jako czytelnicy chcieli sięgnąć po „Bibliotekę Dusz”. Mimo wszystko możliwość interpretacji i w konsekwencji myślenie życzeniowe o dalszym losie bohaterów budzi do życia naszą wyobraźnię. To nic, że pewnie nijak będzie się to miało do wydarzeń przedstawionych w trzecim tomie.

Polecam! Choć dorośli sięgają na własne ryzyko!

Advertisements