Tagi

, ,

Hill - NOS4A2

Opis:

Victoria McQueen odkrywa niezwykły sposób na przenoszenie się w przestrzeni. Po pewnym czasie staje oko w oko z Nosferatu – upiorem porywającym dzieci. Choć doprowadza do jego ujęcia, po latach musi zmierzyć się z nim ponownie.

http://www.wydawnictwoalbatros.com/ksiazka,1466,2589,nos4a2.html

Moja ocena: Oby więcej takich (*****)

Staram się walczyć z własnym lenistwem i nadrabiać zaległości w recenzjach. Przeczytałam ostatnio kilka naprawdę fajnych książek i chciałabym się nimi „w końcu” z Wami podzielić. „N0S4A2” to moje pierwsze spotkanie z książką Joe Hilla. Wcześniej miałam jedynie styczność z opowiadaniem, które napisał wraz ze swoim ojcem Stephenem Kingiem do antologii „Jestem legendą”. Co ciekawe podobieństwa między oboma Panami widać nie tylko na zdjęciach, ale w literaturze – w kreowaniu postaci i snuciu opowieści. Mimo że książka jest w bożonarodzeniowych klimatach, czytało mi się ją bardzo dobrze na krótko przed Wielkanocą.

Joe Hill łącząc fantazję z rzeczywistością, jednocześnie buduje i zaprzecza nastrojowi Świąt Bożego Narodzenia. Na jednej stronie szali mamy opisy utopijnej Gwiazdkowej krainy, śniegu, biało-czerwonych laseczek, dźwięku dzwonków, kolęd. Po drugiej jest jednak zawsze jakiś haczyk, jakieś „ale”. Ale… nie ma nic za darmo. Dzieci, które trafiają do krainy wiecznego Bożego Narodzenia, zostają pozbawione cząstki siebie.

Autor tworzy charyzmatyczne i wielowymiarowe postacie, które budzą naszą sympatię lub antypatię. Trochę stereotypowo mamy do czynienia ze światem motocyklistów, z którym łączy się obniżone zaufanie przez wymiar sprawiedliwości czy starszego pana w roll-royce’sie, który wcale nie jest taki porządny na jakiego wygląda itp.

Vic uważała, że jej ojciec jest pokręcony. Inni tatusiowe budują różne rzeczy. Jej tata wysadzał coś w powietrze i odjeżdżał na harleyu, ćmiąc papierosa, którego używał do zapalenia lontu. Spróbujcie to przebić!

Kolejnym podobieństwem ojca i syna jest przedstawienie przez autorów samochodu z duszą. Dosłownie. NOS4A2, Nosferatu, jak na starego rolls-royce’a całkiem nieźle się trzyma. Mogłabym sobie wyobrazić jak razem z Christine jadą słynną drogą 66 i sieją wokół siebie zamęt. We wspomnianym przeze mnie wcześniej opowiadaniu również pojawia się samochód tylko, że w wadze „ciężkiej”, a dodatkowo harleye. Nie dziwi więc, że zostało zatytułowane „Gaz do dechy”. Jeśli się to podsumuje można dojść do wniosku, iż obaj autorzy są mniejszymi lub większymi fanami motoryzacji.

Czytając książkę Joe Hilla od razu przyszedł mi na myśl stary, dobry Stephen King, u którego idylliczne obrazki okazują się tymi najbardziej przerażającymi. Na pewno sięgnę po kolejną książkę Hilla, bo w kreowaniu atmosfery depcze swojemu ojcu po piętach. Polecam!

Reklamy