Tagi

, ,

Jufresa - Umami

Opis:

Jeden z najlepszych literackich debiutów hiszpańskojęzycznych ubiegłego roku! Umami – słowo które w języku japońskim znaczy „pyszny” – określa jeden z pięciu smaków, na Zachodzie znany dopiero od niedawna. Poznają go mieszkańcy pewnego osiedla w Meksyku. Czy życie może być „pyszne” mimo poniesionej straty: śmierci lub odejścia bliskiej osoby? Okazuje się, że bolesne doświadczenie może być początkiem smakowania życia na nowo, dostrzeżenia tego, czego przedtem się nie dostrzegało. Ta piękna, niebanalna powieść to prawdziwy hymn na cześć życia! Informacje o nagrodach: Powieść została wybrana najlepszym powieściowym debiutem hiszpańskojęzycznym na Festiwalu Pierwszej Powieści we francuskim Chambéry.

https://www.gwfoksal.pl/umami.html

Moja ocena: Dobra (***)

Pierwsza recenzja w Nowym Roku, choć recenzyjna zaległość z 2017 r., która jest w sobie dość „smakowita”. Tym razem na Dyskusyjnym klubie książki sięgnęliśmy po literaturę meksykańską. Już sam tytuł brzmi dość enigmatycznie. Jak znajdziemy na cioci Wikipedii: Umami (lub umame, z jap. 旨味) to jeden z pięciu podstawowych smaków odczuwanych przez człowieka. Istnienie osobnych receptorów kwasu glutaminowego, który jest źródłem smaku umami, skłoniło naukowców do wyodrębnienia w 2000 roku tego smaku od smaku słonego. To coś przyjemnego.

Nie nastawiałam się jakoś konkretnie do tego tytułu, choć liczyłam na wyczuwalną, południowo-amerykańską atmosferę. Ciepły klimat, sombrero i jeśli o jedzeniu już mowa, coś ostrego jak papryczki jalapeno. Niestety akcja powieści opisana jest dość uniwersalnie, więc miejsce akcji moglibyśmy umieścić w dowolnym kraju.

„Umami” skupia się na życiu i relacjach ludzi zamieszkujących jedno osiedle, które podzielone jest jak smaki odczuwalne na języku człowieka. Ich losy i wzajemne relacje są naznaczone różnymi ludzkimi tragediami, dotykającymi poszczególnych bohaterów. Każdy z nich reprezentuje sobą coś innego, co czyni tę historię interesującą.

Dlaczego waży więcej po śmierci niż za życia?
Aha.
Pewnie ma to związek z brakiem napięcia mięśniowego, powiedziałem. Żywa osoba, nieważne jak słaba, sama się utrzymuje, gdy ją niesiesz, a przynajmniej próbuje.
Może tym właśnie jest śmierć.
Czym?
Tą chwilą, kiedy człowiek daje się nieść.

Książkę czyta się przyjemnie, choć na początku bardzo trudno było mi się wciągnąć. Wpływ na to miało przeskakiwanie między czasem i postaciami w sposób nieregularny. Tym samym zanim poznamy, kto jest kim w tej historii, można się po prostu łatwo pogubić. Mimo wszystko to całkiem interesująca historia, której warto dać szansę.

Polecam!