Tagi

, ,

Glukhovsky - Metro 2035

Opis:

Uniwersum Metro 2033, #3

Miejsce człowieka nie jest pod ziemią. Żyjecie w tunelach jak robaki! Tu nie ma dla nas jutra. Metro to cmentarz. Nie będziemy tu ludźmi. Nie stworzymy niczego nowego. Nie rozwiniemy się. Chorujemy tu. Wyradzamy się. Nie ma powietrza. Nie ma miejsca. Jest ciasno.

Trzecia wojna światowa starła ludzkość z powierzchni Ziemi. Planeta opustoszała. Całe miasta obróciły się w proch i pył. Przestał istnieć transport, zamarła komunikacja. Radio milczy na wszystkich częstotliwościach. W Moskwie przeżyli tylko ci, którzy przy wtórze syren alarmowych zdążyli dobiec do bram metra. Tam, na głębokości dziesiątek metrów, na stacjach i w tunelach, ludzie próbują przeczekać koniec cywilizacji. W miejsce utraconego ogromnego świata stworzyli swój własny ułomny światek. Czepiają się życia i ani myślą się poddać. Pewnie marzą o powrocie na powierzchnię – kiedyś, kiedy obniży się poziom radiacji. I nie tracą nadziei na odnalezienie innych ocalałych…

Metro 2035 kontynuuje historię Artema z pierwszego tomu kultowej serii. Na tę książkę miliony czekały przez całe dziesięć lat, a prawa do tłumaczenia wydawnictwa wykupiły na długo przed jej ukończeniem. Metro 2035 jest przy tym książką niezależną i również od niej można zacząć przygodę z cyklem Glukhovsky’ego, który podbił serca czytelników w Rosji i na całym świecie.

http://www.insignis.pl/ksiazki/metro-2035/

Moja ocena: Oby więcej takich (*****)

W ramach nadrabiania kwietniowych recenzji podrzucam Wam do poczytania coś o zakończeniu trylogii Metro. Już jakiś czas temu na Dyskusyjnym Klubie Książki omawialiśmy pierwszą część z serii Metro 2033. Wtedy zanurzyliśmy się w dystopijnym świecie Glukhovsky’ego jako czymś zupełnie odmiennym od tego, co wcześniej czytaliśmy. Dla niektórych była to odmiana, dla innych gatunek z którym musieli się dopiero zmierzyć. Mimo pewnych niedoskonałości dałam książce 5 za zbudowaną atmosferę. Jakiś czas później już sama z siebie sięgnęłam po kolejny tom, który był dla mnie sporym rozczarowaniem. I chyba muszę mieć w sobie coś z bibliofila-masochisty ponieważ postanowiłam zaryzykować i sięgnąć po ostatnią część Metra. Nie żałuję.

Wszyscy kłamią o mękach wyrzutów sumienia: człowiek jest silny, może sobie poradzić ze wszystkim. Wielkie sprawy wszystko usprawiedliwiają.

Pierwszym plusem jest dla mnie powrót do postaci Artema, czyli bohatera pierwszego tomu z tej serii. Już tyle z nim po podziemiach podróżowaliśmy i byliśmy świadkami jego drogi „od zera do bohatera”, że wiemy, czego możemy się po nim spodziewać. Artem starał się żyć „zwykłym” życiem na WOGN-ie i nie wychodziło mu to, ponieważ Metro w żaden sposób mu nie wystarczało. Chwycił się nadziei, że na świecie przeżył ktoś jeszcze i życie na powierzchni jest możliwe. I w tym momencie poznajemy go po raz kolejny. Ryzykując wszystko znów wyrusza w podróż przez metro, robiąc sobie wrogów, skazując się na alienację i oskarżenia o szaleństwo.

– Jak to mówiłeś, dziadku? Każdy ma własną stację końcową?

„Metro 2035” w końcu nabrało tempa, w porównaniu do poprzedniej części cały czas coś się dzieje. Przede wszystkim staliśmy się jednak świadkami kondycji ludzkości, skazanej na życie w podziemiach i karmionej różnymi doktrynami i światopoglądami. W końcu wszystko jest lepsze od śmierci. Czy przeżylibyśmy w takim świecie? I po jakiej stronie byśmy się opowiedzieli?

Polecam!

Reklamy