Tagi

, ,

Kristoff - Tancerze-burzy

Opis:

Wojna lotosowa, #1

Wzruszająca i tragiczna opowieść o przyjaźni, miłości, wierności i zdradzie.

Pierwsza część trylogii „Wojna lotosowa” wprowadza czytelników w świat wysp Shima, które, rządzone przez okrutnego szoguna, są na granicy przetrwania: toksyczny przemysł wyniszcza państwo, a władca dba wyłącznie o własne interesy. Tajemnicza, wszechmocna Gildia surowo karze każdego, kogo podejrzewa o Nieczystość. W tym świecie zaawansowana technologia przeplata się z japońską mitologią. W tych niespokojnych czasach szogun wydaje polecenie: wysyła Yukiko i jej ojca po gryfa – gatunek istniejący już tylko w legendach – co od początku jawi się jako zadanie niemożliwe do wykonania. Życie ojca i córki wisi na włosku, bo jak wszyscy doskonale wiedzą, szogunowi się nie odmawia. Jednak misja okazuje się daleko bardziej niebezpieczna niż niemożliwa.

Moja ocena: Dobra (***)

Pierwsze na co zwróciłam uwagę w przypadku książki Jaya Kristoffa to okładka wznowionego cyklu. Pojawiała się od czasu co czasu na Facebooku, aż w końcu dodałam ją do zapisanych. Kiedy tylko w jednej z księgarni internetowych była promocja na ebooki, kupiłam w ciemno całą serię. Ale po pierwszych stronach zaczęłam się zastanawiać czy dobrze zrobiłam.

Kiedy los człowieka nie zależy od niego samego, gdy może zginąć z powodu kaprysu kogoś, kto urodził się szczęśliwszy bądź bogatszy, gdy całe życie haruje na odpadki z cudzego stołu, grozi mu niebezpieczeństwo. (…) Ale kiedy godzi się z tym we własnym sercu, gdy przestaje walczyć z tą krzywdzącą niesprawiedliwością, wówczas staje się niewolnikiem.

Przede wszystkim uderzyła mnie wielość motywów wplecionych w fabułę. “Tancerze burzy” to egzotyczny steampunk ukazujący szogunat w dawnej Japonii w bliżej nieokreślonym czasie. Co ciekawe w tym mechanicznym świecie nie mogło zabraknąć tradycyjnych wierzeń, stworzeń czy demonów.

– Ofiar nie da się uniknąć (…). Mieszkańcy Shimy są uzależnieni od chi. System nie umrze sam z siebie, trzeba go zabić. Zniewoleni przystosują się bądź zginą, jak narkoman, któremu odmówiono działki. Ale lepiej umrzeć na nogach niż żyć na kolanach.

Przedstawiona historia w bardzo brutalny sposób pokazuje jak wiele znaczy słowo i dobrze skonstruowana propaganda. Zwłaszcza jeśli opiera się ona na strachu i niewiedzy. W takim świecie zmienia się pojęcie honoru, który ulokowany w złych pobudkach, prowadzi do niewłaściwych decyzji. I prędzej czy później za takie decyzje się płaci.

Oni zwyciężą, choćby potrwało to sto lat, obalą twojego szoguna. Spalą jego pola i miasta. Rozpłyną się wśród cieni. W miejscach, gdzie nie dotrą jego armie. Są czymś więcej niż ciałem. Są ideą.

Nie wiem dlaczego, ale Tancerzy burzy czytało mi się jakoś… ciężko. Niby historia jest ciekawa, ma elementy, które lubię, no i książka potrafi wciągnąć. Jednak pozostawia także bliżej nieokreślony niedosyt. Przy czytaniu, gdzieś z tyłu głowy, odzywał się nieznośny głosik, że czegoś tutaj jednak brakuje.

Śmierć jest łatwa. Każdy potrafi rzucić się na stos i zostać szczęśliwym męczennikiem. Prawdziwa próba to znieść cierpienie, które towarzyszy poświęceniu.

Ostatnia część książki wszystko mi wynagrodziła. Czytałam ją z zapartym tchem. Była dynamiczna, pełna zwrotów akcji i zaskoczenia. Uznać Tancerzy za ciszę przed burzą to małe niepowodzenie. Z pewnością sięgnę po kolejną część, bo już teraz jestem ciekawa, co się wydarzy.

Polecam!

Ps. Wiele jestem w stanie sobie wyobrazić, ale mechaniczne katany w moich myślach przybrały kształt mieczy z ruchomymi ząbkami jak w pile mechanicznej. To jest jakiś hardcore. 😉

Reklamy