Tagi

, , ,

Szczygielski - Sanato

Opis:

Jesień 1931 roku. Do luksusowego sanatorium w Zakopanem przyjeżdża młody niemiecki lekarz Matys Dresler ze swoją narzeczoną, a zarazem pacjentką Irą, która ma być dowodem na skuteczność jego rewolucyjnej metody leczenia gruźlicy zastrzykami z płynnego złota. Ośmioro pensjonariuszy wyraża zgodę na udział w eksperymentalnej kuracji – wśród nich jest także młoda mężatka Nina. Ryzykowna chryzoterapia przynosi dobre wyniki… Przynajmniej do chwili, gdy w umysłach pacjentów nie zaczynają się ujawniać przerażające efekty uboczne, które wywołuje.

Autentyczne zapiski Niny Ostromęckiej, które prowadziła podczas tragicznego w skutkach medycznego eksperymentu, stały się podstawą powieści Marcina Szczygielskiego odsłaniającej mroczną tajemnicę krwawych wydarzeń nazwanych przez polskie gazety w 1932 roku “złotą gorączką Sanato”.

Marcin Szczygielski stworzył horror, którego lektura wywołuje lodowaty dreszcz i przerażenie, niczym nie ustępujące tym, których możemy doświadczać, czytając książki mistrzów tego gatunku.

http://latarnik.com.pl/pl/p/Sanato/333

Moja ocena: Oby więcej takich (*****)

Kolejną książką, którą czytałam w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki, była powieść Marcina Szczygielskiego. Było to moje pierwsze spotkanie z tym autorem, dlatego cieszę się, że na klubie mogę poznać książki, po które w normalnym przypadku raczej bym nie sięgnęła. Tym bardziej cieszę się, że odpowiadał mi klimat i tematyka “Sanato”, idealnie wpisujące się w jesienny nastrój października. W końcu im ciemniej tym robi się mroczniej i tajemniczo. A z pozoru błahe rzeczy zaczynają mrozić krew w żyłach.

– Może i jestem lekkomyślna, ale nie głupia (…). Z drugiej jednak strony jakże trudno oprzeć się nadziei, gdy nie ma się niczego oprócz niej?
– Wiesz, czasami myślę, że jesteś zatrważająco cyniczna i zgorzkniała jak na osobę w twoim wieku.

Autor zabiera nas w literacką podróż w okolice Zakopanego w 1931 roku. Tam mieściło się bowiem tytułowe “Sanato”, czyli sanatorium dla chorych na gruźlicę. Chorzy odpoczywali i starali się wrócić do zdrowia. Choć dla większości pensjonariuszy to malownicze miejsce okazywało się ostatnim przystankiem w walce z chorobą. Pikanterii dodaje fakt, że to miejsce istnieje do dziś. W dość opłakanym stanie.

– Ma pani rację, oczywiście. Kapitalne! Pani jest myśląca kobietą, cenię takie przypadki i zawsze miałem pewien rodzaj słabości do tego typu przedstawicielek płci pięknej. Proszę jednak rozważanie z tej cechy korzystać, bo nadmiar wysiłku umysłowego w przypadku kobiet nieuchronnie prowadzi do zgorzknienia.

Sanato było miejscem wyjątkowym i na swój sposób ekskluzywnym. W budynku zastosowano nowoczesne rozwiązania jak na 1912 r. Większość chorych pochodziła z zamożnych rodzin, które było stać na wysłanie kogoś na leczenie. Z jednej strony chorzy mogli odpocząć w komfortowych warunkach, z drugiej rodziny mogły pozbyć się potencjalnego zagrożenia. Powieść Szczygielskiego rozpoczyna się w chwili, gdy Nina – główna bohaterka – i jej mąż mieszkali w Sanato już kilka miesięcy. Dzięki nim możemy poznać życie codzienne pensjonariuszy ośrodka, zabiegi, jakim byli poddawani czy rozrywkom, jakim można było się oddawać w latach trzydziestych. Zwłaszcza zamknięte imprezy, na które wkupywano się butelką dobrego wina. Nie były to jedyne rozrywki w życiu mieszkańców Sanato. W końcu mieli dużo czasu na czytanie.

– (…) Prawie wcale dziś nie spałam – wyznaje z dumą Dorcia.
– Dlaczego?
– Trafiłam na tak zajmującą książkę, że po prostu nie mogłam, no najzwyczajniej w świecie nie mogłam jej odłożyć. A próbowałam. Zgasiłam światło, oparłam głowę na poduszce, ale ta książka po prostu wołała do mnie, choć przezornie umieściłam ją na komodzie, a nie na stoliku nocnym, aby trudniej było mi po nią sięgnąć. Jednak nie mogłam się oprzeć. Włączyłam lampę i czytałam do bladego świtu. Czy i tobie zdarzyło się kiedyś trafić na podobnie zajmującą książkę?

Powieść nabierała tempa z każdą kolejną stroną i podobnie jak kula śniegowa, akcja toczyła się coraz szybciej i intensywniej. Pojawiało się w niej coraz więcej sekretów, a jedno niedopowiedzenie rodziło kolejne. Mamy cały wachlarz bohaterów, którym albo kibicujemy, albo nienawidzimy. Każdy z nich ma swoje własne historie i poglądy, które mogliśmy poznać wraz z Niną. W tym miejscu należy wspomnieć o stylu powieści, który bardzo mi odpowiadał. Na pozór lekki, ale umiejący zbudować niepokojącą atmosferę i klimat horroru.

Zdążyłam się już przekonać, że nienawiść daje więcej siły niż miłość, a na złości można dalej zajechać niż na dobroci. Tyle tylko, że ja, niestety, rozumiem, dlaczego Adam jest taki, jaki jest. A co gorsze, nadal go kocham, choć może w moim uczuciu więcej jest dziś popiołu niż ognia.

Autor stworzył swoją fabułę na kanwie prawdziwych postaciach i historii zawartej w pamiętniku Niny Ostromęckiej, która wyleczyła się w Sanato z gruźlicy, ale nabawiła choroby psychicznej. Spędziła kilka lat w łódzkiej Kochanówce w szpitalu psychiatrycznym im. Józefa Babińskiego. Zakończyła życie jako jedna z ofiar niemieckiej Akcji T4, podczas której naziści masowo zabijali osoby upośledzone, co związane było z propagowaniem przez nich eugeniki (poglądu o selektywnym rozmnażaniu zwierząt oraz ludzi, aby ulepszać gatunki z pokolenia na pokolenie, szczególnie jeśli chodzi o cechy dziedziczone). Temat pojawia się w książce Szczygielskiego.

Polecam! Sanato to dobra lektura, jeśli lubimy poczuć dreszczyk emocji i strachu, a medyczne eksperymenty potrafią budzić nasz niepokój. Przyznam szczerze, początkowo traktowałam ją jako typowy horror z elementami fantastycznymi. Kiedy jednak dowiedziałam się, że być może część z przedstawionych scen mogła naprawdę narodzić się w głowie Niny i pojawić w jej pamiętniku, ta historia nabrała dla mnie zupełnie nowego znaczenia.