Tagi

, ,

Natura świata jest taka, że tworząc coś, często niszczymy coś innego.

Opis:

Ostatnie imperium, #3

Czy zabicie Ostatniego Imperatora, by obalić Ostatnie Imperium, było właściwym krokiem? Wraz z powrotem zabójczej formy wszechobecnych mgieł, wzmagającymi się opadami popiołów i coraz potężniejszymi trzęsieniami ziemi, Vin i Elend zaczynają mieć wątpliwości. Przed wieloma laty Zniszczeniu – jednej z pierwotnych istot, które stworzyły świat – obiecano prawo do unicestwienia wszystkiego, co istnieje. Teraz, gdy Vin została podstępem nakłoniona do uwolnienia go ze Studni Wstąpienia, Zniszczenie pragnie wyegzekwować swoje prawo.

Moja ocena: Oby więcej takich (*****)

„Bohater wieków” to książka-cegiełka, która zajęła mi sporo czasu. Patrząc na rozmiar wszystkich trzech części, można powiedzieć, że Sanderson popłynął. Tym sposobem zapewnił swoim czytelnikom wiele stron przyjemnej lektury. A że należę do osób, które wyznają zasadę, im więcej stron, tym lepiej, to ilość w przypadku tej serii była naprawdę satysfakcjonująca. No i kolejne książki jeszcze przede mną!

– Musi być równowaga, Vin – powiedział. – Jakimś sposobem ją odnajdziemy. Równowaga między tym, kim pragniemy być i kim musimy być. (…) Ale na na razie (…) musimy zadowolić się tym, kim jesteśmy.

W przypadku Brandona Sandersona naprawdę jestem bardzo stronnicza. Podoba mi się sposób, w jaki kreuje swój świat w danej powieści. Jest to bardzo przemyślane i rozwiązane na wielu płaszczyznach. Takie dopracowanie i kreacja świata przypomina mi Tolkiena, który dużą uwagę przykładał w swoich książkach do stworzonych miejsc, tak samo, jak do bohaterów i ich wierzeń. Przez to wydaje się, że te miejsca naprawdę żyją, charakteryzując odmienną kulturą, religią i zwyczajami, systemem władzy itp., a bohaterowie mają się z czym identyfikować.

Tu nie chodzi o dobro i zło. Moralność w ogóle się w tym nie liczy.Dobrzy ludzie tak samo łatwo zabijają w imię tego, czego pragną,jak źli ludzie… tyle tylko, że pragną innych rzeczy.

Autor „Bohatera wieków” dodatkowo nadaje fabule duży zastrzyk energii, co w przypadku Tolkiena nie było już takie oczywiste. Przynajmniej jeśli mówimy o długości i jakości podróży głównych bohaterów. 😉 Poza rozdziałami, które pozwalają czytelnikowi odpocząć, reszta książki przypomina rozpędzony rollercoaster. Co wraz z licznymi zwrotami akcji, tworzy naprawdę spory ładunek energetyczny.

Polecam tę serię zarówno fanom fantasy, jak i tym, którzy dopiero chcieliby poznać ten gatunek lub twórczość samego autora. Co ciekawe Sanderson czerpie wiele z gatunku, jednak potrafi nam podać to w taki sposób, że chcemy tylko więcej.