Jason Aaron, R.M. Guera – „Skalp”

Dla kogo?

– Dla fanów komiksów? TAK

– Dla dzieci? NIE

Hmm… W końcu się przełamałam do napisania kilku słów o przeczytanym komiksie, a właściwie serii, choć wcześniej wolałam tego nie robić. Dlaczego? Powody są całkiem proste. Po pierwsze nie jestem ani znawcą ani zagorzałą fanką historii przekazywanych w ten sposób. Mój kontakt z komiksami na przestrzeni lat był raczej sporadyczny i głównie wiązał się z mangą. Po drugie nie oceniam komiksów (o czym można się przekonać np. na moim koncie na Goodreads), poza stwierdzeniem, że w jednych obszarach mi się podobały, a w innych nie. Gwiazdki nie oddają tego do końca, więc ich nie stosuję.

Myślę, że komiksu nie da się oceniać w mniej lub bardziej jednoznaczny sposób jak książkę. I choć jako czytelnicy zwracamy wiele uwagi na różne obszary naszej lektury np. styl, atmosferę, kreację świata i bohaterów itp., nie musimy jednocześnie dzielić uwagi na to, co widzi oko. Bo w tym przypadku różnie bywa. Powieść obrazkowa podaje nam wszystko na tacy. Jednak nie raz zdarzyło mi się, że choć z komiksem było fabularnie wszystko w porządku, nie podobała mi się tzw. „kreska”. I często to ona właśnie decydowała, czy coś oceniłam pozytywnie lub negatywnie, a historia sama w sobie spadała na drugi plan. Jakby wcale nie o nią tutaj chodziło.

Kreska w przypadku „Skalpu” jest bardzo toporna. Nie cieszy oka, raczej ma nam przypominać, że obracamy się w nurcie noir. Jest mrocznie, dosadnie, krwawo i jak dla mnie zbyt pstrokato, przez co wzrok męczył mi się bardziej niż w przypadku innych komiksów. Zwłaszcza gdy chciałam skupić się na jakichś szczegółach.

Zastanawiałam się, czy w ogóle poruszać ten temat, ale seria wydała mi się na tyle interesująca, że warto poświęcić jej chwilę uwagi. Przede wszystkim to ten rodzaj komiksu, który podważa stwierdzenie, że powieści obrazkowe są tylko dla dzieci. Skalp zdecydowanie nie jest dla dzieci! Wydaje mi się, że jest w nim wszystko, czego młody czytelnik nie powinien oglądać czyli: zabijanie, przemoc i seks. A to i tak kropla w morzu.

Więc dlaczego warto przeczytać Skalp? Fabuła opowiada o losach Indian zamkniętych w rezerwatach w dzisiejszej Ameryce, odzieranych z dumy i własnej tożsamości za pomocą pieniędzy białego człowieka, upchniętych na skrawku ziemi, żeby jak najszybciej umarli. Dla większości z nich codziennością jest nędza i stanie za dnia w kolejkach po jedzenie w punktach wydawania żywności, a wieczorem i w nocy zapominanie o swoim losie za pomocą alkoholu i narkotyków. Niektórzy stają się „biznesmenami”, próbującymi grać o wielkie pieniądze – w sposób mniej lub bardziej niezgodny z prawem. Jedni oddani tradycji, inni „nowocześni”, ale wszyscy walczą o jedno… o przeżycie.

Mocną stroną tej historii są bohaterowie, którym towarzyszymy podczas codzienności w rezie. Stajemy się obserwatorami ich decyzji, a także konsekwencji, do których one prowadzą. Przypominam, że Skalp nie jest miłą historią, więc często są one bardzo złe, a co za tym idzie potrafią mieć tragiczny finał.

Gdybym nie musiała przeczytać serii na Dyskusyjny Klub Książki pewnie w ogóle nie wpadłaby w moje ręce, a szkoda. W tej z pozoru prostej historii o życiu w rezerwacie zawarto szereg różnych motywów, które tylko czekają na odkrycie i zmuszają do chwili zastanowienia. Polecam, ponieważ w Skalpie nic nie jest czarne albo białe, raczej czerwone… jak krew.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.