Jørn Lier Horst – „Poza sezonem”

Opis:

William Wisting, # 7

Komisarz William Wisting widział niejedną groteskową śmierć, ale desperacja, z jaką tej jesieni spotyka się w Stavern, jest dla niego zaskoczeniem. Jakby sprawca nie miał nic do stracenia. Dlatego nie jest zbytnio zachwycony, kiedy jego córka Line wprowadza się do drewnianego domku u ujścia fiordu. Jego niepokój wzrasta, kiedy policja odkrywa wśród szkierów kolejne zmasakrowane ciała, a z nieba spadają martwe wróble.

https://sklep.smakslowa.pl/poza-sezonem.html

Moja ocena: Bardzo dobra (****)

Przez brak śniegu w moich okolicach, wybrałam się w literacką podróż do miejsca, gdzie zazwyczaj jest go pod dostatkiem. Zimna Norwegia wydawała się do tego idealna. Za sprawą „Poza sezonem” Jørn Lier Horsta poczułam nie tylko ten chłodny klimat, ale również dreszczyk emocji. Nie ma tutaj mowy o senności i odpoczynku. Od pierwszych stron powieści zostajemy wrzuceni w wartką akcję, fabuła z każdym kolejnym wątkiem robi się bardziej zawiła i pojawia się coraz więcej znaków zapytania. Na szczęście wszystko zostaje nam logicznie wyjaśnione. Zakończenie zaś, choć częściowo przewidywalne, dobrze spina ze sobą całość historii.

Wiesz, jaki świat byłby nudny, gdybyśmy wiedzieli, co jest nam pisane? Życie stałoby się nieznośnie przewidywalne. Wiara, nadzieja i marzenia nie byłyby nic warte.

Serię Horsta czytam w kratkę. Z jednej strony miała na to wpływ kolejność wydawania poszczególnych części, z drugiej mój dostęp do wydań elektronicznych, które często kupuję na ebookowych wyprzedażach. Mimo wszystko nie przeszkadza mi to w odbiorze. Być może przez fakt, że między kolejnymi częściami potrafię robić naprawdę spore przerwy. Za każdym razem podchodzę do historii i głównych bohaterów ze świeżym spojrzeniem, zapominając grzeszki popełnione przez nich w innych książkach.

– Co to znaczy udane życie? – spytał.
– Nie istnieje jedna odpowiedź na to pytanie – odparła. – Ludzie są różni, mają inne marzenia i inną wizję szczęścia. Dla większości udane życie oznacza pieniądze i dobrobyt, a dla mnie realizację marzeń.
– Co cię powstrzymuje?
– To trudna decyzja. Nie wiem, czy odważę się pójść tą drogą.

„Poza sezonem” zapewniło mi przyjemną rozrywkę.  Dynamiczna akcja sprawia, że książkę czyta się szybko. I choć zdarzały się fragmenty, których z różnych powodów nie mogłam przetrawić, cała lektura pozostawiła po sobie pozytywne wrażenie. Uzupełniła bateryjki w dziale kryminał… Przynajmniej do kolejnego razu.

Polecam!

Melissa Darwood – „Luonto”

Opis:

Podczas trzęsienia ziemi siedemnastoletnia Chloris zostaje uratowana przez monstrualne ptaszysko. Orzeł jest Homanilem – dwudziestoletnim chłopakiem o imieniu Gratus. Zabiera dziewczynę do Luonto – osady, będącej odpowiednikiem biblijnej arki. Homanile żyją pod ludzką postacią, lecz gdy do głosu dochodzą silne emocje, ulegają przemianie w zwierzęta.

Między Chloris a Gratusem rodzi się zakazane uczucie. Jaką misję mają do spełnienia Homanile? Czy związek człowieczej dziewczyny z Homanilem ma szansę na przetrwanie?

Koniec świata nadchodzi. Żywioły pragną zemsty.

A może nic nie jest takie, jakim się wydaje…

Wolisz poznać gorzką prawdę czy upajać się słodkim kłamstwem?

http://www.wydawnictwofilia.pl/Ksiazka/198

Moja ocena: Dobra (***)

Druga przeczytana przeze mnie książka w tym roku to prezent bożonarodzeniowy. Sięgnęłam po nią bardzo szybko, choć niestety często zdarza mi się odkładać zdobyczne pozycje na później. A wręcz bywa, że o nich zupełnie zapominam. W tym przypadku rzuciłam się na głęboką wodę – ciekawiła mnie zarówno okładka, jak i sama autorka, której jeszcze nie miałam szansy poznać.

Niestety od pierwszych stron czułam, jak książka zaczyna mnie drażnić. Nie wiem, czy bardziej za sprawą samej głównej bohaterki, czy przez szybkość, z jaką zostajemy wrzuceni w tę opowieść. Okładka to sugerowała, ale pierwsze fragmenty utwierdziły mnie w przekonaniu, że Luonto jest głównie skierowane do młodzieży. A ja jako ta „starsza” młodzież po prostu męczyłam pewne fragmenty.

– Mówiłem, że ta książka ci się nie spodoba.
– Zakończenie mi się nie podobało! Sama książka była cudowna. To niesprawiedliwe.

Inne zaś bardzo mnie pochłonęły, zaciekawiły i były lepiej napisane. Ciekawym elementem jest zabranie czytelników do Prypeci i Linfen (najbardziej zanieczyszczonego miasta w Chinach). Tam autorka większą uwagę poświęca szczegółom i od razu czytało się to troszeczkę lepiej. Bo mocną stroną książki, zwłaszcza w kontekście dzisiejszych czasów, jest poruszony w niej temat ekologii, a najczęściej jej braku.

Luonto to fantasy łączące w sobie wiele motywów. Przy tak szybkim tempie rozgrywającej się akcji, czasem jest ich nawet za dużo. Niektóre zwroty akcji wypadają przez to średnio. Nie zżyłam się z postaciami. Na plus uznaję za to zakończenie, które jest w opozycji do wielu innych książek z tego gatunku.

Mimo wszystko uznałam Luonto za dobre. Dlaczego? Wbrew pozorom dobrze się przy czytaniu bawiłam. I tak, przeczytałam za dużo powieści fantasy, by było łatwo mnie zaskoczyć. Prawda to, że w książkach (nawet takich) szukam już czegoś poważnego. Zgadza się, że daleko mi od bycia dzieckiem, które wyczekiwało nowego tomu Harrego Pottera, czy nastolatką zafascynowaną Darami Anioła. Jestem pewna, że gdybym przeczytała Luonto właśnie w tamtym okresie, podobałoby mi się znacznie bardziej.

Polecam młodzieży i młodym duchem!

Elżbieta Cherezińska – „Harda”

Opis:

Harda, #1

Mężczyzna, którego kocha. Ogień, który rozpala. Królestwa, którymi włada.

Świętosława od dziecka była harda. Od najmłodszych lat, wraz z bratem Bolesławem Chrobrym, uczyła się niuansów politycznej gry. Miała stać się pionkiem w układzie sojuszy swego ojca, księcia Mieszka. Jej ambicje sięgały znacznie dalej. Chciała zostać królową.

Los okazał się nieprzewidywalny. W drodze na dwór męża spotkała kogoś, kto zawładnął jej sercem. Czy jest w stanie spełnić swe ambicje i kochać? Stawka jest wysoka – przyjaciele zmieniają się we wrogów, miłość w nienawiść. Sakrament w klątwę.

Harda to opowieść o kobiecie niezwykłej, której losy nierozerwalnie wplatają się w dzieje Polski, Szwecji, Danii, Norwegii i Anglii. Namiętności, walka o tron, krwawe bitwy oraz zniewalające historie to królestwo, po którym Elżbieta Cherezińska porusza się z lekkością i drapieżnością sokoła.

https://sklep.zysk.com.pl/harda.html

Moja ocena: Oby więcej takich (*****)

Koniec starego roku i początek nowego przywitałam z przytupem, czyli z „Hardą” Elżbiety Cherezińskiej! Opowieść o córce Mieszka, księżniczce Świętosławie, która wpisała się w historię północnej Europy, jest dla mnie interesująca z kilku powodów. Po pierwsze to powieść z perspektywy silnej kobiety, która musiała wykazać się inteligencją, siłą woli i sprytem w patriarchalnym społeczeństwie. Często musiała przez to naginać ramy tego, co wypada księżniczce, później królowej, kobiecie, matce, a także chrześcijance.

Lęk odbiera człowiekowi wolność, paraliżuje mocniej niż kalectwo.

Po drugie historia Skandynawii i wikingów była przez pewien czas w moim kręgu zainteresowań, zwłaszcza podczas pisania pracy magisterskiej, więc to dla mnie trochę podróż sentymentalna. Przez to bardzo łatwo zagłębiłam się w tę historię i chłodny klimat. Byłam jednak daleka od oceniania, ile ta historia ma w sobie ziaren prawdy. Wystarczyła mi atmosfera, intrygujące postaci i stojące za nimi motywacje. Każdy bohater, niezależnie od tego, czy go polubiliśmy, czy nie, wniósł swoją cegiełkę do całej opowieści.

– Władca, który myśli tylko o sobie, żyje wygodnie aż do dnia, w którym nie widząc, jak to się stało, traci wszystko. Zaś ten, który odmawia sobie, by żyć życiem swego rodu i kraju, cieszy się miłością. (…)
– Miłość poddanych wystarczy, by się przeciwstawić, gdy ktoś będzie chciał nas pokonać? – zapytał.
– Nie – odpowiedział spokojnie Wilkomir. – Ale bez niej nie będziesz miał żadnych szans.

Zdecydowanie polecam! Choć od razu przyznam, że w przypadku twórczości Elżbiety Cherezińskiej jestem bardzo subiektywna. Podoba mi się nie tylko jej styl i łatwość pisania, ale także płynne przechodzenie prawdziwych historii i wiarygodnych opowieści z fantastyką. Nie oszukujmy się, to nie jest książka stricte historyczna i nie musi odpowiadać prawdzie, za to ma nam zapewnić przyjemnie spędzony czas. I ja czas spędzony z Hardą tak właśnie odbieram.