Melissa Darwood – „Luonto”

Opis:

Podczas trzęsienia ziemi siedemnastoletnia Chloris zostaje uratowana przez monstrualne ptaszysko. Orzeł jest Homanilem – dwudziestoletnim chłopakiem o imieniu Gratus. Zabiera dziewczynę do Luonto – osady, będącej odpowiednikiem biblijnej arki. Homanile żyją pod ludzką postacią, lecz gdy do głosu dochodzą silne emocje, ulegają przemianie w zwierzęta.

Między Chloris a Gratusem rodzi się zakazane uczucie. Jaką misję mają do spełnienia Homanile? Czy związek człowieczej dziewczyny z Homanilem ma szansę na przetrwanie?

Koniec świata nadchodzi. Żywioły pragną zemsty.

A może nic nie jest takie, jakim się wydaje…

Wolisz poznać gorzką prawdę czy upajać się słodkim kłamstwem?

http://www.wydawnictwofilia.pl/Ksiazka/198

Moja ocena: Dobra (***)

Druga przeczytana przeze mnie książka w tym roku to prezent bożonarodzeniowy. Sięgnęłam po nią bardzo szybko, choć niestety często zdarza mi się odkładać zdobyczne pozycje na później. A wręcz bywa, że o nich zupełnie zapominam. W tym przypadku rzuciłam się na głęboką wodę – ciekawiła mnie zarówno okładka, jak i sama autorka, której jeszcze nie miałam szansy poznać.

Niestety od pierwszych stron czułam, jak książka zaczyna mnie drażnić. Nie wiem, czy bardziej za sprawą samej głównej bohaterki, czy przez szybkość, z jaką zostajemy wrzuceni w tę opowieść. Okładka to sugerowała, ale pierwsze fragmenty utwierdziły mnie w przekonaniu, że Luonto jest głównie skierowane do młodzieży. A ja jako ta „starsza” młodzież po prostu męczyłam pewne fragmenty.

– Mówiłem, że ta książka ci się nie spodoba.
– Zakończenie mi się nie podobało! Sama książka była cudowna. To niesprawiedliwe.

Inne zaś bardzo mnie pochłonęły, zaciekawiły i były lepiej napisane. Ciekawym elementem jest zabranie czytelników do Prypeci i Linfen (najbardziej zanieczyszczonego miasta w Chinach). Tam autorka większą uwagę poświęca szczegółom i od razu czytało się to troszeczkę lepiej. Bo mocną stroną książki, zwłaszcza w kontekście dzisiejszych czasów, jest poruszony w niej temat ekologii, a najczęściej jej braku.

Luonto to fantasy łączące w sobie wiele motywów. Przy tak szybkim tempie rozgrywającej się akcji, czasem jest ich nawet za dużo. Niektóre zwroty akcji wypadają przez to średnio. Nie zżyłam się z postaciami. Na plus uznaję za to zakończenie, które jest w opozycji do wielu innych książek z tego gatunku.

Mimo wszystko uznałam Luonto za dobre. Dlaczego? Wbrew pozorom dobrze się przy czytaniu bawiłam. I tak, przeczytałam za dużo powieści fantasy, by było łatwo mnie zaskoczyć. Prawda to, że w książkach (nawet takich) szukam już czegoś poważnego. Zgadza się, że daleko mi od bycia dzieckiem, które wyczekiwało nowego tomu Harrego Pottera, czy nastolatką zafascynowaną Darami Anioła. Jestem pewna, że gdybym przeczytała Luonto właśnie w tamtym okresie, podobałoby mi się znacznie bardziej.

Polecam młodzieży i młodym duchem!