Hans Fallada – „Każdy umiera w samotności”

Opis:

Dowiedziawszy się o śmierci syna w wojnie prowadzonej przez Hitlera, Anna i Otto Quanglowie pragną wyrazić swój sprzeciw. Piszą antywojenne wiadomości na kartach pocztowych i podkładają je w ruchliwych miejscach Berlina. Cisi, rozsądni małżonkowie marzą, by ich poczynania wywołały wielki odzew, lecz nie wiedzą, że komisarz Escherich z gestapo już jest na ich tropie.

Hans Fallada w imponujący i poruszający sposób przedstawił opór zwykłych ludzi przeciwko nazistowskiemu systemowi. Obecne wydanie to pierwsze bez skrótów redakcyjnych, oparte na oryginalnym, autorskim maszynopisie.

https://soniadraga.pl/produkt/kazdy-umiera-w-samotnosci

Moja ocena: Bardzo dobra (****)

Na kolejne spotkanie DKK mieliśmy do przeczytania książkę Hansa Fallady. Już sam tytuł – Każdy umiera w samotności – jest bardzo wymowny i poniekąd już nastawia nas emocjonalnie na ciężką lekturę. Utwierdza nas w tym przekonaniu również czas i miejsce akcji. Niemiecki autor osadza fabułę swojej powieści w Berlinie podczas II Wojny Światowej. To miasto Hitlera i stolica toczącej się w Europie wojny. Równocześnie to miasto pełne zwykłych ludzi, którzy wierzą w wyjątkowość własnego narodu, podsycaną przez Führera i jego ludzi. Jednak nie wszystkim podoba się polityka panująca w nazistowskich Niemczech tamtych lat.

Nieliczni cywile ginęli pośród tego mrowia, byli pozbawieni znaczenia, bezbarwni na tyle tych wszystkich mundurów. Podobnie jak cywile na zewnątrz, na ulicach i w fabrykach, nigdy nie mieli wobec partii żadnego znaczenia. Partia była wszystkim, a lud niczym.

Wojna przynosi wszystkim strach. Nie jest to tylko strach o los synów idących na front, ale o własne życie w kraju, w którym praktycznie wszystko może zostać uznane za zdradę, jeśli godzi w panującą władzę. Mały błąd może łatwo doprowadzić do upadku, zwłaszcza jeśli maczali w nim palce inni ludzie. Donosicielstwo jest na porządku dziennym, co więcej, jest ono nagradzane. Nie dziwi więc, że część ludności robi to dla profitów, podczas gdy inna chroni siebie za murem bierności. Jednak nie dotyczy to wszystkich i o tym głównie jest powieść Fallady.

Nie pojmowali jeszcze, że w wojennych Niemczech nie ma już prywatnego życia. Żadne wycofanie się nie ratowało przed tym, że każdy Niemiec należał do ogółu Niemców i musiał współcierpieć niemiecki los – podobnie jak coraz częściej spadające bomby, nie wybierając, spadały zarówno na sprawiedliwych, jak i niesprawiedliwych.

Autor przedstawia nam losy Anny i Ottona Quanglów, którzy po śmierci swojego syna na froncie, zaczynają wątpić w słuszność wojny i politykę Rzeszy. Coraz częściej dostrzegają skazy w postępowaniu ludzi z kręgu Hitlera, a także ich negatywny wpływ na społeczeństwo, które wywołuje w ludziach najgorsze cechy. Bohaterowie, chcąc otworzyć innym oczy, zaczynają pisać kartki pocztowe skierowane przeciwko władzy. Na swój sposób kieruje nimi nieco romantyczna wizja, chcą sprzeciwić się systemowi i namówić do tego innych. Nie zdają sobie jednak sprawy, że walcząc o własną przyzwoitość, przysparzają kłopotów innym, a ich cel jest daleki od zamierzonego.

Zamiast tych jedenastu pojawiły się nowe twarze, a stary majster często się zastanawiał, czy ta cała jedenastka to nie są szpiedzy, czy nie jest tak, że połowa załogi podsłuchuje drugą połowę i odwrotnie. W powietrzu czuć było zdradę. Nikt nie mógł już nikomu ufać, a w tej okropnej atmosferze ludzie zdawali się bardziej na wszystko obojętnieć, stawali się niczym części maszyn, które obsługiwali.

„Każdy umiera w samotności” to powieść interesująca, choć w mojej ocenie, dość ciężka. Przede wszystkim przytłacza atmosfera ciągłego strachu, a przedstawiony świat jest głównie czarno-biały. Choć oczywiście zdarzają się wyjątki, malutkie iskierki nadziei w ponurym świecie. Niektóre rozdziały bardzo mnie zmęczyły. Głównie te poświęcone szwarccharakterom. Na uwagę zasługuje fakt, że autor napisał swoją powieść na podstawie akt sądowych i prawdziwej historii małżeństwa walczącego z reżimem.

Polecam!

Aneta Jadowska – „Bogowie muszą być szaleni”

Opis:

Seria o Dorze Wilk – Heksalogia o wiedźmie, #2

Współpracuj albo zginą wszyscy, na których ci zależy…

Gdy upiorna bogini nawiedza ją w snach i wciąga w koszmarną rozgrywkę, Dora Wilk już rozumie, co oznacza gra o wszystko. Próbując pogodzić wilki, wampiry i magicznych, by nie dopuścić do apokalipsy, odkrywa, jak bardzo skopane jest jej drzewo genealogiczne i jej własna przeszłość. Wiedźma nie ma chwili wytchnienia.

A to zaledwie wierzchołek góry lodowej.

Czy tym razem Dora, Miron i Joshua pójdą na dno?

Bogowie muszą być szaleni

Moja ocena: Dobra (***)

Heksalogia o wiedźmie to kolejna seria, do której wracam po latach. Rozpoczęłam ją za sprawą lokalnej biblioteki i przygotowanego przez nią Fantastycznego Tygodnia Bibliotek. Jednym z punktów tego tygodnia było spotkanie autorskie z Anetą Jadowską. Wyznaję zasadę, że na takie spotkania chodzę, gdy przeczytam choć jedną książkę danego autora i tak zaczęła się moja przygoda z Dorą Wilk.

Hoka hej, jak powiedzieliby przodkowie Witkacego, dziś jest dobry dzień na umieranie. Ale ja nie zamierzałam umierać. Zamierzałam przetrwać, walczyć, zwyciężyć.

Mam pewną słabość do tej serii. Nie wiem, czy bardziej chodzi o Toruń (Thorn) jako miejsce akcji, czy o kąśliwy humor, czy może o grafiki zamieszczone w książce. Od razu uwagę przykuwają bohaterowie i nie tylko chodzi tutaj o Dorę. Pomijam aspekty romantyczne, sceny łóżkowe i bijący po oczach trójkąt. To taka książka, która udowadnia, że fantastyka nie jest tylko dla dzieci.

Jest w tobie dość miłości by ogrzać cały świat, i dość gniewu, by cały świat zniszczyć (…).

Fabuła drugiej części ma dwa główne wątki i szczerze Wam powiem, że o jeden za dużo. Czułam przesyt. Jeśli dodamy do tego fakt, że Dora jest bohaterką idealną – awanturnicą, której wszystko uchodzi na sucho, w dodatku nabuzowaną hormonami i mocą, po pewnym czasie możemy mieć jej już serdecznie dość. I choć historia jest pełna akcji i czarnego humoru, ma się wrażenie, że głównym bohaterom idzie za łatwo.

Intuicja podpowiada mi, że jakoś z tego wybrnę. Dotąd jakoś spadałam na cztery łapy. W najgorszym wypadku – na cztery litery.

Polecam jako lekką lekturę, jeśli choć trochę lubicie fantasy i/lub historie, które wywołują rumieńce u tych bardziej pruderyjnych.

Elżbieta Cherezińska – „Wojenna Korona”

Opis:

„Wojenna korona” – czwarty tom bestsellerowego cyklu „Odrodzone Królestwo”

Dokonało się. Na skroniach Władysława Łokietka spoczęła królewska korona. Ale wrogowie króla rosną w siłę. Jan Luksemburski wygrywa straszliwą bitwę pod Mühldorf i wyrasta na ważnego europejskiego gracza. Krzyżackie intrygi sprawiają, że wyrok papieski jest nie do wykonania. Władysław zaczyna pojmować, iż żadna dyplomacja nie pozwoli mu odzyskać Pomorza. Wchodzi w sojusz, który nikomu w Europie nie przyszedłby do głowy. Zaskakuje wrogów i wkracza na wojenną ścieżkę, by dokonać zemsty za królobójstwo sprzed trzydziestu lat. Nie ma jednak pojęcia, że na życie jego jedynego syna czyha nieznany wróg. Następca tronu jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie, a na królestwo polskie rusza potężna armia Jana Luksemburskiego.

https://sklep.zysk.com.pl/wojenna-korona-opr-miekka.html

Moja ocena: Oby więcej takich (*****)

Tajemnicą dla mnie pozostanie, jak autorce udało się przekonać mnie do okresu w historii, który na lekcjach był najnudniejszy. Jak możecie się domyślić, w szkole temat rozbicia dzielnicowego nie był moim ulubionym. Jednak muszę przyznać, że seria Elżbiety Cherezińskiej wykorzystała potencjał tego specyficznego okresu historycznego. Tym samym udowodniła, że Polak potrafi i na swoim podwórku potrafi mieć własną grę o tron.

Nigdy nie żywię urazy do dawnych wrogów. Gniew zostawiam dla tych, którzy nadejdą.

Czwarta część kontynuuje wszystkie ważne wątki tej historii. Nasi ulubieni bohaterowie (ci historyczni i ci wymyśleni) powracają w kolejnej odsłonie. I choć każdy dobry pomysł można zepsuć, nie dotyczy to Wojennej Korony i poprzednich części. Autorka bawiąc się historią, zapewnia nam literacką rozrywkę na wysokim poziomie.

– Dyplomacja to najciekawsza ze sztuk, królu Janie. W poezji trzeba ściśle trzymać się rymów i miar, w malarstwie ukazywać sceny zgodnie z utartym wyobrażeniem, aby każdy, kto obejrzy malowidło, wiedział, kto jest Lancelotem, kto Arturem, a kto Panią z Jeziora. W fechtunku zemści się każdy nieuważny ruch. A w dyplomacji? Tyle możliwości, ilu graczy.

Polecam!