Leigh Bardugo – „Trylogia Grisha”

Opis:

Żołnierka. Przywoływaczka. Święta.
Osierocona i nikomu niepotrzebna Alina Starkov jest żołnierką, która wie, że może nie przeżyć swojej pierwszej wyprawy do Fałdy Cienia – połaci nienaturalnego mroku, na której wprost roi się od potworów. Kiedy jednak jej pułk zostaje zaatakowany, Alina wyzwala w sobie uśpioną dotąd magiczną moc, o której istnieniu nie miała pojęcia.

Następnie wkracza do ociekającego przepychem świata monarchów i dworskich intryg, rozpoczyna szkolenie wśród griszów, wojskowej elity swojego kraju, i daje się zauroczyć ich niesławnemu dowódcy, zwanemu Zmroczem. Zmrocz uważa, że Alina potrafi przywołać moc zdolną zniszczyć Fałdę Cienia i zjednoczyć rozdarty wojną kraj – w tym celu musi jednak zrozumieć i opanować swój nieokiełznany dar.

Królestwo znajduje się w coraz większym niebezpieczeństwie, a Alina poznaje tajemnice swojej przeszłości i dokonuje niebezpiecznego odkrycia, które może zagrozić nie tylko wszystkiemu, co kocha, lecz także przyszłości całego kraju.

http://mag.com.pl/cien-i-kosc/

http://mag.com.pl/oblezenie-i-nawalnica/

http://mag.com.pl/1400-2/

Moja ocena: Oby więcej takich (*****)

Pod wpływem trailera serialu na podstawie książek Bardugo, postanowiłam sięgnąć po jej cykl, w myśl zasady, najpierw książka potem serial. I nie oszukujmy się, pewnie by mnie cykl o Griszy nie zainteresował, gdyby nie Ben Barnes pojawiający się w zwiastunie. No i przepadłam. Lektura wprost mnie wciągnęła i po chwili czytania, miałam już za sobą znaczną jej część. W warstwie tekstowej jest lekka i przyjemna (choć losy bohaterów wcale sielskie nie są). Nie wiem, co przyciągnęło mnie bardziej: kreacja bohaterów, fabuła czy inspiracja rosyjskim folklorem i Wschodem. Ostatnio rzadko udaje mi się przeczytać książkę w dwa dni, ale Cień i kość mnie oczarował. Z tego samego powodu postanowiłam przeczytać całą trylogię na raz, choć dawno nie czytałam serii książek w taki sposób. Tydzień wyjęty z życia, ale jestem o trzy książki do przodu.

(…) Cóż jest nieskończone? Wszechświat i ludzka chciwość”.

Trylogia o Grishy ma wszystko, co lubię w fantastyce. Autorka ma bardzo lekkie pióro, więc przez fabułę się płynie. Barwni bohaterowie zaskakują nas na każdym kroku. Posiada dużo zwrotów akcji. Cięty humor i wymiany słów między postaciami, nie raz przywołały na mojej twarzy uśmiech. Przede wszystkim widać i czuć, że Leigh Bardugo miała pomysł na tę historię, przez co tchnęła życie w nowy świat. Skądinąd wzięłoby się określenie Grishaverse?

Polecam!

P.S. Po przeczytaniu w końcu mogłam obejrzeć serial i bardzo mi się podobał. Różnice między książką a serialem są widoczne, ale o dziwo nie przeszkadzało mi to. Mogę sobie tylko życzyć, by było więcej tak fajnych serii!

Pyun Hye-Young – „Popiół i czerwień”

Opis:

„Ostrzeżenia przed niebezpieczeństwem słyszymy częściej niż relacje z groźnych zdarzeń, ale kiedy w końcu niebezpieczeństwo nadchodzi – robi to bez zapowiedzi.”

Głównym bohaterem powieści Popiół i czerwień Pyun Hye-young jest badacz w firmie farmaceutycznej, którego normalne życie zostaje przewrócone do góry nogami, gdy pewnego dnia firma wysyła go do kraju C. Na lotnisku dowiaduje się o panującej w obcym kraju epidemii i zostaje poddany kwarantannie. Bez możliwości kontaktu z nikim znajomym od tej pory musi radzić sobie sam, a gdy dowiaduje się, że na dzień przed jego wyjazdem została brutalnie zamordowana jego była żona, a on jest głównym podejrzanym, jego pierwszym odruchem jest ucieczka. Ale to dopiero początek jego przygód, bo tak jak zdanie otwierające utwór ostrzeżenia przed niebezpieczeństwem słyszymy częściej niż relacje z groźnych zdarzeń, ale kiedy w końcu niebezpieczeństwo nadchodzi – robi to bez zapowiedzi…

http://kwiatyorientu.com/ksiazki/czerwone-i-popiol-pyun-hye-yun/

Moja ocena: Dobra (***)

Czy zdarza Wam się czytać książki, których atmosfera przytłacza i odrzuca, ale paradoksalnie przez to wciąga jeszcze bardziej? Tak czułam się, czytając „Popiół i czerwień”. Mając w pamięci inną książkę tej koreańskiej autorki pt. „Dół”, o której możecie poczytać »tutaj«, postanowiłam sięgnąć po kolejny tytuł. Choć książki diametralnie się od siebie różnią, za ich cechę wspólną można uznać skupienie się na człowieku.

Nie ma wirusa, który może zabić całą populację. Nawet jeśli 99,99 procent umrze, ci, którzy przeżyli, ci, którzy mają naturalną odporność, przetrwają. Tak jak bardzo toksyczna trutka sprawia, że słabe gryzonie stają się silniejsze, tak epidemie wzmacniają ludzki gatunek. I tak jak szczury, gatunku ludzkiego nie da się łatwo wytępić.

Powieść to historia mężczyzny, którego imienia nie poznajemy. Obserwujemy różne zawirowania losu, które go dotykają i jak, koniec końców, sam musi sobie z nimi poradzić. To obraz samotności i alienacji, w dodatku spotęgowany przez autorkę, poprzez umiejscowienie głównego bohatera w obcym kraju z minimalną znajomością języka i w obliczu epidemii. To wszystko składa się na smutną historię o wyobcowaniu, którego sami nie chcielibyśmy doświadczyć.

Strach przed zarażeniem wyparł współczucie. Żyli jak śmieci, ale śmiertelna choroba zakaźna odbierała im możliwość wyboru między życiem a śmiercią, Nie to, żeby dążyli do lepszego życia – po prostu bali się śmierci.

Niestety z jakiegoś powodu nie byłam w stanie współczuć mężczyźnie. W wielu kwestiach problemy, które się generowały były wyłącznie jego winą, a niektóre ważne sytuacje spływały po nim jak po kaczce. To nie jest typ bohatera, który mi odpowiada. Jednak książkę czytało mi się zaskakująco dobrze.

Polecam!