Tagi

, ,

Opis:

Krwawa i baśniowa love story
Minęły dwa lata od śmierci Scotta, męża Lisey Debusher Landon. Spędzili razem 25 lat we wspaniałym związku, który spajało głębokie, chwilami wręcz przerażająco intymne uczucie. Scott był sławnym, nagradzanym pisarzem, autorem bestsellerów, ale i bardzo skomplikowanym człowiekiem. Zanim się pobrali, Lisey dowiedziała się od ukochanego o krwawych źródłach jego twórczości. Później zrozumiała, że było takie miejsce, do którego Scott zawsze wracał – miejsce przerażające i zarazem kojące, które mogło pochłonąć go żywcem lub obdarować pomysłami i myślami, po to, by miał siłę dalej żyć. Teraz nadszedł czas, by Lisey stawiła czoło demonom Scotta, czas by udała się do Boo`ya Moon. To, co wydaje się początkowo tylko porządkowaniem dokumentów po zmarłym mężu przez wdowę, staje się podróżą w głąb mroku, w którym przebywał za życia Scott Landon.
„Historia Lisey” jest bez wątpienia najbardziej osobistą i szczerą powieścią Stephena Kinga. Sam autor mówi o książce: „jest o miłości, małżeństwie, więzach krwi i szaleństwie”.

https://www.proszynski.pl/Historia_Lisey-p-30891-.html

Moja ocena: Ujdzie w tłumie (**)

Nie jest tajemnicą, że bardzo lubię książki Stephena Kinga. To niezaprzeczalny fakt. Niestety przy „Historii Lisey” bardzo się męczyłam. Doceniam tę historię, jako opowieść o silnych uczuciach między bliskimi sobie ludźmi i o poświęceniu, które pojawia się w życiu. Bohaterowie dobrze wpisują się w wybraną narrację i rzeczywiście od pewnego momentu zaczynam kibicować tytułowej Lisey.

(…) świat jest tak pusty i pozbawiony miłości, kiedy nie ma na nim nikogo, kto by wrzasnął twoje imię i przywrzeszczał cię do domu.

Jednak z jakiegoś powodu nie mogłam się odpowiednio skupić na tej historii. Kolejne strony szły mi raczej topornie i gdybym się nie zawzięła, byłaby to jedna z nielicznych książek, których nie skończyłam. Gdy dotarłam do końca, ucieszyłam się, że to już za mną. Ale nie towarzyszyło mi uczucie satysfakcji, które odczuwa każdy czytelnik po przeczytaniu dobrej książki.

Wspomnienia zniekształcają perspektywę, a te najbardziej żywe potrafią całkowicie unicestwić czas.

Książki nie skreślam, ale widocznie to nie był na nią odpowiedni czas i miejsce. A jak Wam się podobała?