Okładka komiksu Dom Pokuty

„Dom pokuty”

„Dom pokuty” to jeden z dwóch komiksów, które przeczytałam ostatnio na Dyskusyjny Klub Książki. Horror na papierze, bo przełom października i listopada jakoś naturalnie wpływa na dobór tematów do przeczytania. Nie ważne, czy mowa o książce, czy o komiksie. Zazwyczaj na blogu nie pojawiają się wpisy o historiach obrazkowych. Jednak po skończeniu Domu Pokuty, naszła mnie myśl, jak często szufladkujemy ten typ historii. Ciężko zliczyć, ile razy spotkałam się ze stwierdzeniem, że komiks jest tylko dla dzieci.

Chociaż wiele historii może otrzymać przyjemną dla oka formę i podobać się najmłodszym, to komiksy potrafią poruszać bardzo wiele poważnych tematów. Przez to mogą okazać się za trudne dla niektórych odbiorców. Część zaś w mniej lub bardziej dosadny sposób ukazuje nagość, przemoc itp. Tym samym je dyskwalifikuje. Niestety wciąż w społeczeństwie pokutuje przeświadczenie, że komiks to Kaczor Donald czy Tytus, Romek i A’Tomek, radosne historie z morałem i pozytywnym zakończeniem. Ot, głupiutkie historyjki do pośmiania się. Nic bardziej mylnego.

Dom pokuty to wbrew pozorom trudna i dojmująca historia o życiu z poczuciem winy. Bohaterowie za wszelką cenę pragną spokoju, ale muszą zmagać się z własnymi demonami. Styl rysunku dodatkowo podkreśla mroczny i niepokojący charakter całej opowieści. Wciąga i zarazem intryguje. To niebezpieczne połączenie zatrzymuje czytelnika do ostatniej strony. Doceniam sposób budowania napięcia, które musi być równo rozłożone między dane części zeszytu: początek, rozwinięcie i zakończenie. I tak kilka razy. Niczym sinusoida. Zazwyczaj w moje ręce trafia gotowy zbiór – całość, nie muszę więc czekać, aż autorzy wypuszczą kolejny zeszyt. Wiem jednak, jak czeka się na kolejną część, gdy zakończenie poprzedniej daje zbyt duże pole do domysłów. Czeka się z niecierpliwością.

Zaczęłam chodzić na DKK, bo chciałam poszerzyć mój czytelniczy horyzont. Z pewnością się to udało, bo z komiksami nie było mi jakoś po drodze. Preferuję książkę, bo sama mogę sobie wyobrazić daną scenę. Wysilić się. Komiks, animacja czy film podają wszystko na talerzu. Choć jak to z daną kuchnią bywa. Jednym smakuje, innym nie.

Co sądzicie o komiksach? Strata czasu czy ciekawa alternatywa?

Okładka książki P.Briggs - Zew Księżyca

Patricia Briggs – „Zew księżyca”

Opis:

Mercedes Thompson, #1

Ta opowieść „pracuje” jak dobrze wyregulowany silnik.

Seksowny sąsiad Mercedes Thompson jest… wilkołakiem. Mercedes, w swoim warsztacie, próbuje naprawić furgonetkę, która przypadkiem należy do… wampira. Z drugiej strony, sama Mercy też nie jest całkiem zwyczajna, a jej związek ze światem istot ożywających nocą nieuchronnie pakuje ją w kłopoty.

Mroczne urban fantasy. Bohaterowie – zachwycająco nieludzcy.

Wilkołaki mogą być niebezpieczne, gdy wejdziesz im w drogę. Wystarczy jednak zachować ostrożność, a – raczej – nie zrobią ci krzywdy. Bez trudu ukrywają swoją naturę przed ludźmi. Tylko że ja nie jestem człowiekiem. Potrafię je rozpoznać, a one rozpoznają mnie…

https://fabrykaslow.com.pl/autorzy/patricia-briggs/zew-ksiezyca-1-patricia-briggs/

Moja ocena: Bardzo dobra (*****)

Na serię Patricii Briggs już od pewnego czasu ostrzyłam sobie zęby. W duchu zadawałam sobie pytanie, po co mam zaczynać kolejną serię fantasy, zwłaszcza jeśli liczy tyle tomów. Jednak każda kolejna okładka z tej serii przyciągała mój wzrok jak magnes i cieszyła oko. Choć nie powinno oceniać się książki po okładce, to ładna okładka zdecydowanie wpływa u mnie na wybór kolejnej lektury.

– Nie lubię kłamstw – cią­gnął Bran. Zo­rien­to­wa­łam się, że nie zdo­ła­łam cał­ko­wi­cie ukryć wy­wo­ła­ne­go przez jego wy­zna­nie bólu. – Nawet kłamstw po­wsta­łych w wy­ni­ku nie­do­po­wie­dze­nia. Z trud­ną praw­dą można sobie po­ra­dzić, za­trium­fo­wać nad nią, ale kłam­stwa po­tra­fią znisz­czyć duszę.

P. Briggs – „Zew krwi”

Czytałam wiele książek fantastycznych, dlatego fabuła wielu z nich wydaje mi się podobna. Niemniej Briggs udało się stworzyć bohaterkę z pazurem. Dosłownie. Choć nie jest jakoś specjalnie nadzwyczajna, a jej zachowanie wpisywałoby się w gatunek innych książek z silnymi bohaterkami, to ja ją polubiłam. Nie wiem, co tak mnie w niej intryguje? Jej zadziorność, chęć stawiania na swoim czy wewnętrzna siła, której potrzebuje w zmaskulinizowanym świecie? Nic nowego w takich książkach, ale Mercedes ma w sobie to „coś”.

Czasem potrzebuję prostej książki, którą czyta się dla szybkiej i czystej rozrywki. I w mojej ocenie taki właśnie jest „Zew krwi”. Dobrze się bawiłam i przyjemnie spędziłam czas. Tylko kiedy znaleźć chwilę na kolejne części?

Polecam!

Philippe Claudel – „Wnuczka Pana Linha”

Opis:

„Stary człowiek stoi na rufie statku. Przyciska do piersi lekką walizkę i niemowlę, jeszcze lżejsze niż walizka. Ten stary człowiek to Pan Linh. Tylko on wie, że się tak nazywa, gdyż wszyscy z jego otoczenia, którzy to wiedzieli, nie żyją”.

Tak rozpoczyna się podróż Pana Linha, który przybywa do jednego z krajów Zachodu jako uchodźca (zapewne z Wietnamu), mając za cały dobytek wyblakłą fotografię, woreczek z ziemią oraz osieroconą wnuczkę. Sam w wielkim mieście, którego reguł nie rozumie, próbuje pokonać wyobcowanie i samotność. Siłę czerpie z nieoczekiwanie zawartej przyjaźni z „wielkim mężczyzną”, Panem Barkiem, również doświadczonym przez los, z którym rozumie się bez słów. Czy ta przyjaźń spełni nadzieje Pana Linha i pozwoli mu zbudować nowe życie dla siebie i wnuczki?

„Wnuczka Pana Linha”, krótka powieść Philippe’ a Claudela, po publikacji we wrześniu 2005 r. odniosła sukces czytelniczy we Francji i przełożono ją na jedenaście języków. To istotnie książka dostarczająca wielu wrażeń: ujmuje prostotą, wzrusza humanitaryzmem, zaskakuje puentą, przemawia filmowymi obrazami. Sam autor określił ją jako „powiastkę ludzką”, co w pełni oddaje jej ducha.

https://www.empik.com/wnuczka-pana-linha-claudel-philippe,369280,ksiazka-p

Moja ocena: Bardzo dobra (****)

Przygotowując się na Dyskusyjny Klub Książki, sięgnęłam po książkę Philippe’a Claudela. To moje pierwsze spotkanie z tym autorem, dlatego nie wiedziałam, czego oczekiwać od lektury. Jeśli miałabym opisać moje pierwsze wrażenie związane z książką, to chyba najbardziej adekwatnym byłby smutek. I to uczucie mnie nie opuszczało. Zaskoczyło mnie, jak ta krótka książka upakowana w emocje, zmusza czytelnika do zastanowienia się nad tym, czym jest samotność.

„Wnuczka Pana Linha” to z pozoru prosta historia starego człowieka, który zostaje zmuszony przez okoliczności do opuszczenia swojej ojczyzny. Jego jedyną towarzyszką jest wnuczka – niemowlę, którym starszy pan się opiekuje. Pan Linh każdego dnia stara się mierzyć z otaczającą go rzeczywistością, z powodu miłości do dziecka. Gdzieś między tymi wszystkimi emocjami i wydarzeniami, dostrzegłam jednak jakąś lukę. Coś, co podczas czytania nie dawało mi spokoju. Przyznam, warto było czekać na zakończenie, które odpowiedziało na niezadane pytania.

Zdecydowanie polecam!