Bridget Collins – „Księgi Zapomnianych Żyć”

Opis:

Wyobraź sobie świat, w którym książki są zakazane, a ich czytanie jest uważane za zbrodnię.
Wyobraź sobie świat, w którym każde złe wspomnienie i nawet największa rozpacz mogą zostać całkowicie wymazane z pamięci.
Wyobraź sobie świat, w którym możesz ukryć każdą krzywdę i niegodziwość, jakich kiedykolwiek się dopuściłeś.
Te światy są ze sobą nierozerwalnie połączone. Wszystko przez Oprawców.

Emmet Farmer jest dobrym, pracowitym synem, który każdy dzień spędza na roli, pomagając rodzicom związać koniec z końcem. Wszystko się zmienia, gdy otrzymuje list z wezwaniem do odbycia praktyk w pracowni Seredith, kobiety zajmującej się tajemniczym procesem oprawiania książek. Emmet, który o księgach i Oprawcach wie niewiele, ale pamięta panującą wokół nich atmosferę strachu, tajemnicy i nieskrywanej pogardy, niechętnie rozpoczyna żmudną naukę w warsztacie. Pod czujnym okiem Oprawczyni poznaje sekrety gilotyny, czcionek i starego pergaminu. Być może właśnie wśród pachnących kurzem książek i skórzanych opraw odnajdzie prawdziwego siebie.
„Księgi zapomnianych żyć” to niesamowita historia o zakazanej miłości, lojalności, przyjaźni i wielkiej, magicznej mocy książek.

Moja ocena: Bardzo dobra (****)

Co jakiś czas lubię sięgać po książki o książkach. Dla mnie to kategoria sama w sobie. A jeśli dodatkowo mają cudowne okładki to czytelniczy must-read. Przyznam, to nieładnie oceniać książkę po okładce. Jednak niektóre tak przyciągają oko, że trudno o nich zapomnieć. Tak było w przypadku „Ksiąg Zapomnianych Żyć”.

Nie umiałem ubrać tego w słowa: szybkiej zmiany tematu, kiedy ktoś wspominał o książkach, grymasu niesmaku na dźwięk słowa, wyrazu ich twarzy…

Wkraczamy do świata, w którym czytanie wiąże się z poznawaniem drugiej osoby i to w najdogłębniejszy sposób. Tamtejsze książki są bowiem spisanymi wspomnieniami. Biografiami, o których chce się zapomnieć. Traumatyczne przeżycia lub chęć zarobienia pieniędzy zmuszają ludzi do skorzystania z oferty oprawiaczy. Ci stali się więc lekarzami duszy lub jej sprzedawcami, a niekiedy i jedno i drugie. W końcu wiedza to władza.

Co było gorsze? Nic nie czuć czy rozpaczać po czymś, czego już się nie pamiętało? Kiedy zapominałeś, zapominałeś też o smutku, bo inaczej po co to wszystko? A jednak to odrętwienie odebrałoby ci część ciebie, zupełnie jakby część duszy była zdrętwiała…

Podczas czytania przyszedł mi na myśl „Fahrenheit 451” Raya Bradbury’ego. W obu przypadkach książki to symbol czegoś niebezpiecznego i zakazanego. Budzą lek, przerażenie… ale i nienawiść. Dlatego większość chciałaby, żeby po prostu zniknęły. Towarzysząca tworzeniu książek utrata pamięci zainteresowanych, nadaje oprawianiu niemal mistyczny charakter, przez co na wioskach praca oprawiaczy uznana jest za jakąś magię.

Powieści, tak o nich mówią. Pewnie taniej je wyprodukować. Możesz je kopiować. Używasz wciąż tej samej historii i jeśli jesteś ostrożny, uchodzi ci to na sucho. Zastanawia mnie, kto je pisze. Pewnie ludzie, których bawi wyobrażanie sobie nieszczęść. Ludzie, którzy za nic mają szczerość. Ludzie, którzy całymi dniami mogą pisać jedno długie smutne kłamstwo i nie oszaleją. – Stukał paznokciem w karafkę, punktując swoje słowa. – Mój ojciec to oczywiście koneser. Twierdzi, że od razu by wiedział, że patrzy na powieść. Mówi, że prawdziwa, autentyczna książka niesie ze sobą niepodrabialny powiew… on to nazywa „życiem” albo „prawdą”. Mnie się wydaje, że chodzi mu o rozpacz.

„Księgi zapomnianych żyć” to lektura interesująca. I nie chodzi tylko o wybrany temat. Podczas poznawania historii bohaterów czujemy niepewność. Nie wiadomo, kto i w jakim stopniu stracił swoje wspomnienia, jak ich to zmieniło i czy odczuwają ten brak. Przez to analogicznie możemy zacząć się zastanawiać, kim my sami byśmy byli, gdybyśmy stracili część naszej pamięci. Czy w tych samych sytuacjach postąpilibyśmy podobnie, czy w zupełnie inny sposób? To również lekcja o ulotności i nigdy nie możemy być wszystkiego pewni.

Zdecydowanie polecam!