Dolores Reyes – „Ziemiożerczyni”

Opis:

Magiczny realizm prosto z obrzeży Buenos Aires. Liryczna i brutalna powieść balansująca na granicy przerażającej rzeczywistości i ludowych wierzeń.

„Dlaczego ja, ziemio?”

Kiedy była małą dziewczynką, połknęła ziemię i doznała wizji, jak ojciec bije matkę na śmierć. Wtedy Ziemiożerczyni odkryła w sobie niezwykły dar, który wyznaczył jej życiu nową ścieżkę.

Wieść o lokalnej jasnowidzce roznosi się po okolicy. Kolejni krewni zaginionych osób stają przed nią z garstką ziemi i nadzieją na poznanie prawdy.

Jednak w miejscu, gdzie zaniedbanie i niesprawiedliwość względem kobiet wypływają z każdego zakątka, nie ma przyzwolenia na prawdę.

Moja ocena: Dobra (***)

Przygotowania na grudniowy Dyskusyjny Klub Książki upłynęły pod znakiem „Ziemiożerczyni” autorstwa Dolores Reyes. Co prawda jest to tytuł mało świąteczny, ale dość krótki, więc jeśli chcecie polepszyć swoje czytelnicze statystyki pod koniec roku, z pewnością się do tego nada. Przyznam się, sama właściwie nie wiem, co sądzić o tej książce. Ciężko powiedzieć czy mi się podobała, czy nie, choć z pewnością zaintrygował mnie tytuł. Temat, mimo że osobliwy, na swój sposób jest interesujący. Byłam ciekawa, co wydarzy się dalej.

Zaczęłam zauważać, że ci, którzy szukają bliskiej osoby, mają coś, jakby bliznę blisko oczu, blisko ust, mieszankę bólu, złości, siły, oczekiwania, przybierającą określony kształt. Jakąś skazę, w której żyje ten, kto nie wraca.

Lekturę czytało mi się dość szybko i fabuła od razu mnie wciągnęła, ale… Mimo tego, że ta historia na wielu płaszczyznach jest przejmująca, czegoś mi w niej brakowało. Nie wczułam się tak, jak powinnam, choć to opowieść o desperacji, bólu i nadziei. „Ziemiożerczyni” jest napisana prosto i uniwersalnie. Przez to ciężko zżyć się z bohaterami, o których de facto mało co wiemy. Gdyby zmienić im imiona i wrzucić w inny krąg kulturowy, to ta historia cały czas miałaby sens. Jakby nie patrzeć, można to uznać zarówno za atut, jak i wadę.

Książka mnie nie zachwyciła, ale to nie był źle spędzony czas. Po prostu są lektury, które trafione w dobrej chwili, znacznie zyskują w oczach. Widocznie w moim przypadku to nie była idealna chwila dla „Ziemiożerczyni”. Polecam, może Wam spodoba się bardziej. Czekam na Wasze wrażenia!