Einar Kárason – „Sztormowe ptaki”

Opis:

Rozpaczliwa walka islandzkich rybaków z bezlitosnymi siłami natury.

W samym środku zimy trawler Mewa wyrusza na połowy karmazyna w okolicach Nowej Fundlandii. Na pokładzie przebywa trzydziestu dwóch członków załogi. Błyskawicznie zapełniają ładownie i kiedy przygotowują się do powrotu do domu, następuje gwałtowne załamanie pogody – morze jest lodowate, a na konstrukcji statku zaczyna się odkładać lód. Szaleje wichura, dokucza siarczysty mróz.

Lodowy pancerz podtapia jednostkę, fala za falą przelewa się przez burty. Na pełnym morzu ludzie nie mają zbyt wielu możliwości ratunku. Ze statków przebywających na tych samych łowiskach docierają do nich sygnały s.o.s. Wszyscy walczą o życie.

Dzięki gęstej i pełnej napięcia narracji oraz historii opartej na prawdziwych wydarzeniach Einar Kárason wyznacza nowe ścieżki dla swojej twórczości.

https://wuj.pl/ksiazka/sztormowe-ptaki

Moja ocena: Bardzo dobra (****)

Kolejna książka z Serii z Żurawiem zabrała mnie na mroźne wody Nowej Fundlandii. Einar Kárason stworzył prostą w formie, ale bardzo przejmującą powieść, opartą na prawdziwych wydarzeniach. Wyprawa na połów ryb, dla załogi jedyne źródło utrzymania, zamienia się w niebezpieczną walkę o życie. Obserwujemy ją z perspektywy kapitana i innych członków załogi, którzy zostali zmuszeni do zmierzenia się z samą naturą. W tym miejscu przypomniał mi się „Terror” Dana Simmonsa. Choć tamta historia była bardziej złożona, również przytłaczała atmosferą, a lód mroził do szpiku kości. Obie książki poza czasem, powinny mieć w zestawie koc i gorący, parujący napój, który rozgrzeje czytelnika.

Matka już nic nie mówiła, pocałowała tylko syna, przytuliła do siebie, poprosiła Boga i los, by mu sprzyjali, nie wspomniała o złych przeczuciach, zwłaszcza że nie wypada zapeszać, gdy ludzie ruszają w daleką podróż. A zresztą, co ona tam wie o pracy na morzu czy niebezpieczeństwach czających się na wodach oceanu: matka nigdy nie trudniła się marynarskim fachem, choć przecież straciła ojca, brata i dziadka na morzu. Praca islandzkiego rybaka pełnomorskiego jest jak służba w wojsku podczas wojny.

„Sztormowe ptaki” czytało mi się bardzo dobrze i szybko. To lektura na jeden haps. Książka ma jedynie 123 strony. Tak się złożyło, że w trakcie czytania popsuła mi się pralka, więc dodatkowo miałam w tle odgłosy płynącej wody i zgrzyt metalu. Co prawda daleko tym dźwiękom do morza i pływającego na nim statku, ale i tak zrobił się klimat. Brakowało tylko niepogody za oknem.

Polecam! Książka z pewnością warta uwagi, zwłaszcza jeśli nie mamy za dużo czasu na lekturę.