Jakub Ćwiek – „Chłopcy 3. Zguba”

Opis:

Gdzie są moi Chłopcy?!”

Krótkie wakacje Dzwoneczka nieomal kończą się tragedią. Gdy wróżka budzi się po wielomiesięcznej śpiączce, odkrywa, że całe życie, jakie znała, to tylko twór podświadomości, a prawda jest… zupełnie inna. Jaką rolę w intrydze odgrywa Cień i sam Piotruś Pan? I gdzie podziali się Chłopcy? Za odpowiedzi na te pytania Dzwoneczek będzie musiała zapłacić wysoką cenę. O ile w ogóle zdąży je poznać…

Zguba to książka, przy której Czytelnik będzie miał poczucie, że opuścił stary, poczciwy lunapark i właśnie pędzi Skrótem na złamanie karku. Świat Chłopców 3 jest bezwzględny i brudny (tak jak bezwzględna i brudna bywa dorosłość), a jednocześnie niebywale pociągający. Najlepsza część bestsellerowego cyklu!

Moja ocena: Dobra (***)

Niektóre historie są tak rozpoznawalne, że nie trzeba ich przedstawiać. Piotruś Pan jest marką samą w sobie. Nawet jeśli ktoś nie poznał jego przygód, i tak wie, kim jest ta postać. Synonimem wiecznego dziecka, które nie chce dorosnąć. Jakub Ćwiek snuje przed czytelnikami powieść, w której Piotruś i Zagubieni Chłopcy fizycznie dorastają, choć mentalnie wciąż kryją w sobie coś z dzieci. I coś w tym jest. Każdy z nas ma w sobie taką malutką cząstkę, która nigdy się nie starzeje.

– Ja już to czytałem. Teraz złapałem coś na szybko, bo akurat wychodziliśmy.
– Aha. – Pokiwała głową z prawdziwym uznaniem, jakby czytanie tej samej książki więcej niż raz było zjawiskiem zarezerwowanym dla prawdziwej elity.

W tej części autor stawia przed swoją główną bohaterką – Dzwoneczkiem – nie lada orzech do zgryzienia. Dosłownie wywraca jej świat do góry nogami. Wszystko, w co wierzy była wróżka, jest podawane w wątpliwość. Najcięższą walkę musi stoczyć we własnej głowie, sama ze sobą, pokonując swoje słabości. Jak na postać żywcem wyjętą z bajki, jej życie wcale nie przypomina baśniowej sielanki.

Piotruś jest pewnie niewinny po dziś dzień. Po dziecięcemu niewinny, a to najgorszy rodzaj niewinności. Jesteś taki, bo zwyczajnie nie rozumiesz, że robisz coś złego. Możesz być okrutny, zawistny, egoistyczny, ale dopóki nie wiesz, co to zło, tak szczerze, głęboko w sercu nie wiesz, nadal jesteś niewinny. Taki właśnie jest Piotruś Pan. To najbardziej przerażająco niewinna osoba w tym i wszystkich światach.

Książka jest w porządku. Dobrze się bawiłam, choć poprzednie części podobały mi się bardziej. Coś dla fanów skór, motorów i ciętego humoru. Jestem ciekawa ostatniego tomu, więc za jakiś czas z pewnością po niego sięgnę. Przypominam, że cała seria to fantastyka dla dorosłych czytelników, opierająca się na dewizie „sex, drugs & rock’n’roll” i nie jest odpowiednia poniżej pewnego wieku.

Polecam!

Jakub Ćwiek – „Grimm City. Bestie”

Opis:

Grimm City, #2

Czasami jedynym wyjściem jest opowieść…

Nagła śmierć głowy jednej z rodzin mafijnych oznacza zerwanie paktu. Grimm City grozi wojna totalna. W obliczu tych wydarzeń i bodaj najważniejszego procesu sądowego w historii miasta nawet pojmanie krążącego po ulicach psychopaty zwanego Drwalem wydaje się kwestią drugorzędną. Pech chce, że to właśnie ta sprawa przypada inspektorowi Evansowi… i że przyjdzie mu ją dzielić z samozwańczym stróżem prawa z ubogich dzielnic po drugiej stronie mostu – Emethem Braddockiem, byłym bokserem, Bestią.

Druga wizyta w Grimm City to wciąż smoliście czarny kryminał, tym razem doprawiony elementami sądowego dramatu, gdzie zło osiada na człowieku wbrew jego woli, niczym tłuste krople deszczu. Nade wszystko jednak to opowieść o mieście innym niż wszystkie. A może takim samym?

Moja ocena: Bardzo dobra (****)

Po raz drugi odwiedziłam miasto Grimm, które zwykły człowiek dla własnego dobra powinien omijać szerokim łukiem. Tak jak w przypadku poprzedniego tomu, okładka mnie oczarowała, doskonale podkreślając posępną atmosferę. Klimatyczne rysunki dodały powieści charakteru. Syciły oczy i uzupełniły mroczne noir.

Tak, w mieście, w którym przestępcę w majestacie prawa żegna się jak króla, słowo „powołanie” mogło znaczyć wszystko. Nawet coś dobrego.

Chociaż przedstawiony świat namalowany jest w czerni i bieli, dominującym kolorem jest po prostu szary. Okazuje się bowiem, że w Grimm nic nie jest takie, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka. W mieście opanowanym przez mafijne familie, które dla miasta robią tyle złego, co dobrego, przede wszystkim trochę inaczej postrzega się prawo. Sprawiedliwość zaś zależy od punktu widzenia. Czujemy się trochę jak na Dzikim Zachodzie, gdzie mamy szeryfa – figuranta, a wszelkie konflikty i tak rozwiązywane są za jego plecami podczas pojedynków na opuszczonych ulicach.

Wtedy pomyślała, że gdyby nie sny i przebudzenia, byłoby łatwiej. Bo najgorsze, gdy toniesz, są te krótkie momenty na nabranie oddechu. Małe strzępki nadziei.

Dzielił ich stół. A to, zważywszy na posturę byłego boksera, znaczyło, że w zasadzie nie dzieliło ich nic.

Czytaniu Bestii towarzyszy atmosfera oczekiwania. Wraz z bohaterami wyczuwamy tę kumulującą się ciszę przed burzą. Burzą, która tylko czeka, żeby zmieść to miasto na dobre. Mieszkańcy starają się nie wychylać, nie stawać na drodze szykującej się mafijnej wojnie. I choć z każdą kolejną stroną dowiadujemy się coraz więcej, część wątków się wyjaśnia, inne zostają w zawieszeniu, a zakończenie na niektóre nie daje klarownych odpowiedzi. Czyżby furtka dla kolejnego tomu?

– (…) Czy pani wierzy, że opowieść może coś zmienić?
– Pyta pan o opowieść czy o prawdę?
– O opowieść prawdziwą. (…)
– Nie ma czegoś takiego, panie Braddock – stwierdziła. Gdyby było, ludzie nie potrzebowaliby dziennikarzy, pisarzy, poetów, nade wszystko zaś nie potrzebowaliby religii. Nikt nie mówi prawdy, panie Braddock. Wszyscy snujemy opowieści. Prawda natomiast się dzieje.

Zdecydowanie polecam! Choć „Bestia” podobała mi się trochę mniej niż „Wilk”, i tak jest to całkiem dobry kawałek literatury. Przede wszystkim doceniam atmosferę, która przypomina to, co znamy z Gotham czy Sin City. I to samo w sobie jest dla mnie najlepszą rekomendacją.

Jakub Ćwiek – „Przez stany POPświadomości”

Opis:

Wyrusz z nami w niezwykłą podróż…

Kuba Ćwiek, pisarz, publicysta, scenarzysta teatralny i filmowy, a nade wszystko ogromny miłośnik popkultury, postanowił odbyć nietypową podróż do najsłynniejszych miejsc znanych z ekranu.

Wraz ze swoim tatą i grupą przyjaciół – między innymi dziennikarzem kulturalnym Bartkiem Czartoryskim, reżyserem Patrykiem Jurkiem, blogerem Radkiem Teklakiem i fotografką Agatą „kreską_” Krajewską – przejechał kamperem przez Wschodnie Wybrzeże Stanów Zjednoczonych.

Zainspirowani dokumentalnym serialem HBO Sonic Highways ruszyli za ocean, by szukać inspiracji i opowieści między innymi w niedostępnym dla fanów biurze Stephena Kinga, na bagnach Luizjany, gdzie powstawały seriale Detektyw i Czysta krew, w kultowym studiu filmowym Troma, na schodach Rocky’ego w Filadelfii czy w Senoi pod Atlantą, gdzie od kilku lat kręcony jest serial The Walking Dead.

Przez Stany POPświadomości to z jednej strony pełen zabawnych anegdot, udokumentowany fotograficznie zapis trzytygodniowej podróży opowiedziany na cztery głosy, a z drugiej – pełna wspomnień i ciekawostek opowieść o popkulturze i o tym, jaki ma na nas wpływ, czy tego chcemy, czy nie. To wreszcie historia o opowieściach kryjących się za kulisami. O ludziach przypadkiem żyjących w cieniu filmowych dekoracji i celuloidowych duchów. To opowieść o Ameryce, którą… wydaje wam się, że znacie.

https://www.wsqn.pl/ksiazki/przez-stany-popswiadomosci/

Moja ocena: Bardzo dobra (****)

Po trudnych i emocjonalnych książkach w końcu wybrałam sobie coś, co nie tylko mnie zaciekawiło, ale również zdecydowanie poprawiło humor. I nie tylko mi, bo czytałam mężowi wybrane fragmenty po tym, jak wybuchałam śmiechem – a zdarzało się to całkiem często. „Przez stany POPświadomości” okazały się w tym przypadku książką idealną na izolację i siedzenie w domu. Zabrały nas w ciekawą podróż, rozluźniły atmosferę i rozładowały napięcie, ale przede wszystkim pozwoliły uzmysłowić sobie, jak dalece przesiąknięci jesteśmy popkulturą zza wielkiej wody.

Wiem, o co jej chodzi. Rozumiem bowiem, że czasem pytajnik to wcale nie pytajnik, a zwyczajny pogardnik albo zwariowalnik, czyli znak, który stawiasz, gdy chcesz kogoś grzecznie zapytać, czy mu już do reszty odbiło.

To nie była moja pierwsza książka Jakuba Ćwieka. A po spotkaniu autorskim dawno temu, wiedziałam, czego oczekiwać od tej lektury. Że w pewnych momentach jest bardzo bezpośrednia i mogą pojawić się w niej wulgaryzmy. To oczywiste. W końcu mówimy tutaj o autorze „Chłopców”. Jeśli ktoś jest zainteresowany, odsyłam do wpisu, którym być może zachęcę Was do rozpoczęcia tej serii >>>tutaj<<<.

Od dwóch godzin snujemy się po mieście Providence. Fanom popkultury na świecie kojarzy się ono tylko z jednym, jedynym nazwiskiem. Właśnie tym, które tu nie obchodzi zupełnie nikogo. Howard Phillips Lovecraft – autor wielu tekstów z pogranicza horroru i tak zwanego weird fiction.

W tym przypadku nie tylko Ćwiek odpowiada za jakość tej historii. Jego drużyna pierścienia po części wymieniona na okładce, po części przywołana tylko w tekście, sama jest warta uwagi. To tygiel osobowości, których łączy miłość do popkultury i … kupowania pamiątek. Po części widać to nawet w formie wydania. „Przez Stany POPświadomości” to zbiór tekstów i zdjęć, które razem tworzą harmonijną całość. Czasem mamy wręcz okazję poznać to samo wydarzenie z dwóch różnych perspektyw.

Dopiero wtedy Radek przypomniał sobie, że przecież w Atlancie jest C.D.C., czyli Centrum Badań nad Chorobami Zakaźnymi. I jakoś tak nagle wszyscy uznaliśmy, że zatrzymać się tam i stanąć sobie na ulicy, pod którą ciągną się tunele laboratoriów ze szczepami najbardziej śmiertelnych wirusów znanych człowiekowi… Tak, to jest coś, co marzy się każdemu z nas.

Zdecydowanie polecam! A powyżej cytat, który paradoksalnie wzbudził moje rozbawienie, bo autor przecież nie mógł przewidzieć w książce wydanej w 2016 r., co wydarzy się kilka lat później. W dobie koronawirusa raczej omijaliby to miejsce szerokim łukiem.