Małgorzata Czyńska – „Kobiety z obrazów”

Nowy rok to szansa na kolejne wyzwania, postanowienia i próby nadrabiania czytelniczych stosików wstydu. W moim przypadku jedną z takich lektur jest książka „Kobiety z obrazów”. Jak to zwykle bywa, wpadła mi w oczy już jakiś czas temu, lecz dopiero wydanie kolejnej części, nowych historii, zmobilizowało mnie do przeczytania. W skrócie: książka Małgorzaty Czyńskiej to zbiór historii poświęconych modelkom, których wizerunki możemy spotkać na ścianach muzeów, galerii czy prywatnych kolekcji. Te kobiety były muzami artystów, ich kochankami, żonami lub po prostu klientkami, lecz łączy je fakt, że ich twarze znamy od dłuższego czasu. Choć przyznajmy szczerze, czasem zupełnie nie przypominają samych siebie.

To książka idealna dla wszystkich, choć z pewnością wielbiciele sztuki i malarstwa znajdą w niej szczególne upodobanie. Autorka w bardzo przystępny sposób oddaje historię kobiet i powstania obrazu z ich udziałem. Dużym atutem jest z pewnością dodanie do książki reprodukcji, więc czytelnik nie musi wyszukiwać przedstawień, których nie zna. Te obrazy, które zna, nabierają za to zupełnie nowego znaczenia. Dla wszystkich zainteresowanych głębszym poznaniem tematu na końcu książki zebrano bibliografię.

Bez obaw, „Kobiety z obrazów” nie próbują w żaden sposób być książką naukową. Są napisane lekko i przystępnie, a przedstawione historie intrygują i ciekawią. Czyńska wręcz w powieściowy sposób łączy fakty i prawdopodobne zdarzenia. W tym przypadku jest to dla mnie atut, ponieważ możemy swobodnie płynąć wraz z opowieścią.

Na uwagę zasługuje także dobór postaci. Każda jest inna, na swój własny sposób szczególna. Przedstawione bohaterki potrafią różnić się od siebie dosłownie wszystkim: pozycją społeczną majątkiem czy urodą. Stateczne matrony, konkubiny, kokoty czy kobiety wyzwolone. W zależności od czasów uwielbiane lub krytykowane. Ta barwność sprawia, że każdy czytelnik może znaleźć swoją ulubioną modelkę i jej historię.

Zdecydowanie polecam! Z pewnością sięgnę po kolejną książkę z tej serii. Jeśli „Kobiety z obrazów. Nowe historie” są tak różnorodne, jak w przypadku pierwszej części, to biorę je w ciemno.