Peter Curtis –„Czarownice z Walwyk”

 Opis:

„Czarownice z Walwyk Petera Curtisa (w rzeczywistości Norah Lofts, wybitnej, nieżyjącej już brytyjskiej powieściopisarki historycznej) to klasyczna literatura grozy.

Bohaterka, panna Mayfield – stara panna, uboga, mało atrakcyjna nauczycielka, mająca za sobą długoletni pobyt w Afryce zakończony tajemniczym załamaniem nerwowym, osoba sprawiająca wrażenie bezradnej i potulnej – zostaje zatrudniona na stanowisku nauczycielki i dyrektorki w prywatnej szkole wiejskiej w Walwyk we wschodniej Anglii.

Szczęście panny Mayfield zakłócają drobne, dziwne wydarzenia. Atmosfera staje się coraz bardziej tajemnicza i niepokojąca. Pojawiają się sygnały zbrodniczych działań tajemniczych sił zła. Panna Mayfield znajduje w sobie zaskakująco dużo siły i uporu, by szukać rozwiązania zagadki. Z jakim skutkiem? Czy samotna, zdawać by się mogło niezaradna, hołdująca dobrym manierom kobieta nie okaże się przypadkiem wytrawnym detektywem? I kogo uda się jej pokonać?”

https://www.empik.com/czarownice-z-walwyk-curtis-peter,p1045554167,ksiazka-p

Moja ocena: Ujdzie w tłumie (**)

Bardzo spodobał mi się klimat powieści. Oddanie atmosfery panującej w małej wiosce, tego specyficznego dla niej rodzaju duchowości, która łączy ze sobą religię i wiarę w zabobony. To właśnie w takich małych społecznościach można odczuć „tradycyjną” magię i wiarę w uroki. Umiejscowienie historii pod koniec lat 60. tych XX w. w Anglii nadaje dodatkowego smaku. Niby już nowoczesność, ale jeszcze zachowane miejsce na tajemnicę.

W Walwyk jest bardzo ładnie. Być może urok tego miejsca częściowo wiąże się z tym, że znajduje się ono przy drodze wiodącej donikąd.

Niestety bohaterowie nieco mnie rozczarowali. Na dłuższą metę wydają się papierowi, bez wyrazu. Przez to wiele traci także fabuła, która zostaje sprowadzona do prostej historii, nie wykorzystując pełni swojego potencjału. Od pewnego momentu losy głównej bohaterki – Deborah Mayfield – zaczęły mnie męczyć. Zamiast tej odrobiny ludowej magii, której oczekiwałam, czułam jedynie rosnącą wokół niej sieć kłamstw i wpędzanie w obłęd. Wydaje mi się, że był to efekt zamierzony. W końcu to odpowiednia reakcja racjonalnego umysłu na wszelkie nieprawdopodobne rzeczy. Jednak z każdą chwilą coraz bardziej czułam, że te zabiegi są robione tak trochę na siłę.

Wtedy przypomniała sobie słowa Rose, było to jedno z jej powiedzonek: „Bóg nie ma innych rąk niż ludzkie”. Ta sama prawda tyczyła się diabła. Wszystko inne – czarna magia, biała magia, cuda, wysłuchane modlitwy – to jedynie pozostałości, resztki, śladowe szczątki po człowieku pierwotnym, który z lękiem patrzył na zjawiska naturalne i próbował je kontrolować.

Mimo wszystko dałam szansę powieści. Im bliżej było zakończenia, tym zaczynałam bawić się coraz lepiej. I choć ostatnie sceny uratowały tę historię w moich oczach, jest ona po prostu przeciętna. Wydaje mi się, że oczekiwałam czegoś innego. Jako literatura grozy w żadnym momencie mnie nie przeraziła. Nie żałuję czasu, który na niej spędziłam, ale jeśli ktoś w trakcie czytania zacznie mieć takie odczucia jak ja, może do zakończenia po prostu nie wytrwać.

Dlatego „Czarownice z Walwyk” ujdą w tłumie! Całkowicie bym ich jednak nie skreślała.