Beata Szady – „Wieczny początek. Warmia i Mazury”

„Wieczny początek“ to jedna z wielu książek, po które pewnie nigdy bym nie sięgnęła, gdyby nie Dyskusyjny Klub Książki. Bardzo szybko się wciągnęłam. Reportaż Beaty Szady stara się przybliżyć czytelnikom Warmię i Mazury, na podstawie historii mieszkańców tego rejonu. Niektóre opowieści były bardzo interesujące, niektóre rodem z jakiegoś filmu akcji. Całą książkę odbieram pozytywnie, ale mam co do niej również kilka zastrzeżeń.

Przede wszystkim uderza mnie „część historyczna”, która zalewa nas liczbami i faktami, przez co odziera wydarzenia z ładunku emocjonalnego. Bo liczby to nie ludzie. A ten reportaż starał się być historią ludzi, których dziś de facto już nie ma. Kiedy autorka skupia się na swoich bohaterach jest już o niebo lepiej. Historia jednego człowieka jest bowiem w stanie bardziej przybliżyć nam temat niż ogólniki.

Kolejnym elementem, który rozbija mi spójność „Wiecznego początku”, to pokaźne cytowanie z literatury przedmiotu. W niektórych fragmentach tekst przypomina raczej pracę naukową na zaliczenie niż reportaż. Tutaj otrzymujemy subiektywne spojrzenie autorów, na których powołuje się Szady i które wpisują się w jej wizję. Niestety autorka nie pokusiła się o dotarcie do dostępnych źródeł, tylko do już przetworzonego i opracowanego materiału.

Wywiady z osobami, bardzo mnie zaciekawiły, ale dobór bohaterów również wyznaczyły cytowane książki. Bo to były osoby, które chciały coś opowiedzieć. W moim przypadku „Wieczny początek” to pierwsza książka o tej tematyce, dlatego dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy jednak jeśli ktoś bardziej zgłębił temat, może mieć wrażenie, że z lektury nie dowiedział się nic nowego.

Książkę Beaty Szady polecam, ponieważ czyta się ją dobrze. Jednak w tym wypadku lepiej, jeśli o Warmii i Mazurach nie wie się zupełnie nic. No może poza tym, że są tam jeziora, łódki i komary. Wtedy te historie nie tylko zaciekawią, ale i uświadomią.