Katarzyna Bonda – „Florystka”

Opis:

Hubert Meyer, #3

Hubert Meyer popełnił błąd w profilu i porzucił pracę w policji. Stary przyjaciel prosi go o pomoc w przesłuchaniu młodej kobiety, w związku z zaginięciem jej 9-letniej córki. Policjanci próbują łączyć tę sprawę z bestialskim zabójstwem 11-letniego Amadeusza, którego matka jest szanowaną w mieście florystką. Okazuje się, że była ona ostatnią osobą, która widziała Zosię żywą.

Florystka początkowo pomaga w poszukiwaniach, ale gdy ciało dziecka odnajduje się na tym samym cmentarzu, gdzie pochowano Amadeusza, staje się główną podejrzaną.

Moja ocena: Bardzo dobra (****)

„Florystka” Katarzyny Bondy to trzecia i ostatnia część serii o profilerze Hubercie Meyerze. W tym przypadku podchodziłam do niej z pewną rezerwą, ponieważ pierwsza część mi się podobała, ale druga pozostawiła po sobie niedosyt. Florystka lokuje się gdzieś pośrodku. Zaintrygowała mnie i pozwoliła przyjemnie spędzić czas, choć były elementy tej historii, które z mojej perspektywy wydawały się zbędne. Niemniej główny wątek oceniam na plus.

Hubert przeżył w swojej pracy niemało śmierci. Wiele osób musiał informować o tym, że ich bliscy nie żyją, ale odejście jego własnych rodziców wstrząsnęło nim. Nie był w stanie na niczym się skupić, nie mógł pracować. Nie widział sensu w niczym. Zobaczył swoje życie jak w stłuczonym zwierciadle, porównał je z idealnym – jak je postrzegał – małżeństwem rodziców i doszedł do wniosku, że on wszystkie swoje szanse zmarnował. Pierwszy raz też poczuł się nieskończenie samotny. Miał wrażenie, że do tej pory tylko się bawił: w policjanta, ojca, męża. Był jak wyrośnięty, rozbrykany chłopiec igrający z życiem, które nieuchronnie mijało. Momentalnie dojrzał.

Od czasu, kiedy czytałam poprzednią część, minęły ponad trzy lata. Przez ten okres główny bohater – Hubert Meyer – stał się dla mnie czystą kartą. Z tego powodu wszelkie winy z poprzednich tomów, jeśli takie były, zostały mu automatycznie wybaczone. We Florystce Meyer pokazuje nam swoje dwa oblicza. Z jednej strony człowieka staczającego się na swoje własne życzenie, z drugiej profesjonalistę, który zna się na swoim fachu.

– Nadal chcesz być profilerką? – spytał. – Straszniejsze niż widok zwłok jest to, co zbrodnia robi z żywymi. Umarli mają już spokój – odparła na jednym oddechu.

Sprawy komplikują się, kiedy Meyer przy rozwiązywaniu zagadki zaginięcia dziewięcioletniej Zosi, zostaje zmuszony do pracy z drugim, aspirującym profilerem, w dodatku kobietą, z którą kiedyś łączyły go bardziej zażyłe relacje. Główny bohater jest przyzwyczajony, że pracuje sam. Jak się jednak okazuje, wiele prawdy jest w powiedzeniu, że co dwie głowy to nie jedna. Sytuacja udowadnia, że do niektórych faktów łatwiej dojść kobiecie niż mężczyźnie. Zwłaszcza jeśli sprawa dotyczy tak delikatnego tematu, jak zaginięcie dziecka.

– Ile pani ma lat? – zapytała Lenę, ale widać nie oczekiwała odpowiedzi, bo mówiła dalej: – Trzydzieści? Pewnie nawet nie. – Dwadzieścia dziewięć. – A ja czterdzieści osiem – odparowała. – To nie matematyka. To życie. Widziałam wiele nieszczęśliwych kobiet na granicy załamania nerwowego, które odzyskują blask na twarzach pod wpływem zwykłego zakochania. Pięknieją, chudną, osiągają sukcesy, rzucają nałogi, po prostu zmieniają się. Gwałtownie. I nie ma w tym nic złego. Chwała im za to. Miłość to lekarstwo na wszystko. Na raka, depresję, otyłość.

Polecam! Katarzyna Bonda za sprawą „Florystki” sprawiła, że serię o Hubercie Meyerze będę wspominać naprawdę dobrze. Fabuła mnie zainteresowała, a różnorodni bohaterowie posiadali swoje własne historie, które zebrane ze sobą tworzyły spójną całość.

Jakub Ćwiek – „Grimm City. Bestie”

Opis:

Grimm City, #2

Czasami jedynym wyjściem jest opowieść…

Nagła śmierć głowy jednej z rodzin mafijnych oznacza zerwanie paktu. Grimm City grozi wojna totalna. W obliczu tych wydarzeń i bodaj najważniejszego procesu sądowego w historii miasta nawet pojmanie krążącego po ulicach psychopaty zwanego Drwalem wydaje się kwestią drugorzędną. Pech chce, że to właśnie ta sprawa przypada inspektorowi Evansowi… i że przyjdzie mu ją dzielić z samozwańczym stróżem prawa z ubogich dzielnic po drugiej stronie mostu – Emethem Braddockiem, byłym bokserem, Bestią.

Druga wizyta w Grimm City to wciąż smoliście czarny kryminał, tym razem doprawiony elementami sądowego dramatu, gdzie zło osiada na człowieku wbrew jego woli, niczym tłuste krople deszczu. Nade wszystko jednak to opowieść o mieście innym niż wszystkie. A może takim samym?

Moja ocena: Bardzo dobra (****)

Po raz drugi odwiedziłam miasto Grimm, które zwykły człowiek dla własnego dobra powinien omijać szerokim łukiem. Tak jak w przypadku poprzedniego tomu, okładka mnie oczarowała, doskonale podkreślając posępną atmosferę. Klimatyczne rysunki dodały powieści charakteru. Syciły oczy i uzupełniły mroczne noir.

Tak, w mieście, w którym przestępcę w majestacie prawa żegna się jak króla, słowo „powołanie” mogło znaczyć wszystko. Nawet coś dobrego.

Chociaż przedstawiony świat namalowany jest w czerni i bieli, dominującym kolorem jest po prostu szary. Okazuje się bowiem, że w Grimm nic nie jest takie, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka. W mieście opanowanym przez mafijne familie, które dla miasta robią tyle złego, co dobrego, przede wszystkim trochę inaczej postrzega się prawo. Sprawiedliwość zaś zależy od punktu widzenia. Czujemy się trochę jak na Dzikim Zachodzie, gdzie mamy szeryfa – figuranta, a wszelkie konflikty i tak rozwiązywane są za jego plecami podczas pojedynków na opuszczonych ulicach.

Wtedy pomyślała, że gdyby nie sny i przebudzenia, byłoby łatwiej. Bo najgorsze, gdy toniesz, są te krótkie momenty na nabranie oddechu. Małe strzępki nadziei.

Dzielił ich stół. A to, zważywszy na posturę byłego boksera, znaczyło, że w zasadzie nie dzieliło ich nic.

Czytaniu Bestii towarzyszy atmosfera oczekiwania. Wraz z bohaterami wyczuwamy tę kumulującą się ciszę przed burzą. Burzą, która tylko czeka, żeby zmieść to miasto na dobre. Mieszkańcy starają się nie wychylać, nie stawać na drodze szykującej się mafijnej wojnie. I choć z każdą kolejną stroną dowiadujemy się coraz więcej, część wątków się wyjaśnia, inne zostają w zawieszeniu, a zakończenie na niektóre nie daje klarownych odpowiedzi. Czyżby furtka dla kolejnego tomu?

– (…) Czy pani wierzy, że opowieść może coś zmienić?
– Pyta pan o opowieść czy o prawdę?
– O opowieść prawdziwą. (…)
– Nie ma czegoś takiego, panie Braddock – stwierdziła. Gdyby było, ludzie nie potrzebowaliby dziennikarzy, pisarzy, poetów, nade wszystko zaś nie potrzebowaliby religii. Nikt nie mówi prawdy, panie Braddock. Wszyscy snujemy opowieści. Prawda natomiast się dzieje.

Zdecydowanie polecam! Choć „Bestia” podobała mi się trochę mniej niż „Wilk”, i tak jest to całkiem dobry kawałek literatury. Przede wszystkim doceniam atmosferę, która przypomina to, co znamy z Gotham czy Sin City. I to samo w sobie jest dla mnie najlepszą rekomendacją.

Jørn Lier Horst – „Poza sezonem”

Opis:

William Wisting, # 7

Komisarz William Wisting widział niejedną groteskową śmierć, ale desperacja, z jaką tej jesieni spotyka się w Stavern, jest dla niego zaskoczeniem. Jakby sprawca nie miał nic do stracenia. Dlatego nie jest zbytnio zachwycony, kiedy jego córka Line wprowadza się do drewnianego domku u ujścia fiordu. Jego niepokój wzrasta, kiedy policja odkrywa wśród szkierów kolejne zmasakrowane ciała, a z nieba spadają martwe wróble.

https://sklep.smakslowa.pl/poza-sezonem.html

Moja ocena: Bardzo dobra (****)

Przez brak śniegu w moich okolicach, wybrałam się w literacką podróż do miejsca, gdzie zazwyczaj jest go pod dostatkiem. Zimna Norwegia wydawała się do tego idealna. Za sprawą „Poza sezonem” Jørn Lier Horsta poczułam nie tylko ten chłodny klimat, ale również dreszczyk emocji. Nie ma tutaj mowy o senności i odpoczynku. Od pierwszych stron powieści zostajemy wrzuceni w wartką akcję, fabuła z każdym kolejnym wątkiem robi się bardziej zawiła i pojawia się coraz więcej znaków zapytania. Na szczęście wszystko zostaje nam logicznie wyjaśnione. Zakończenie zaś, choć częściowo przewidywalne, dobrze spina ze sobą całość historii.

Wiesz, jaki świat byłby nudny, gdybyśmy wiedzieli, co jest nam pisane? Życie stałoby się nieznośnie przewidywalne. Wiara, nadzieja i marzenia nie byłyby nic warte.

Serię Horsta czytam w kratkę. Z jednej strony miała na to wpływ kolejność wydawania poszczególnych części, z drugiej mój dostęp do wydań elektronicznych, które często kupuję na ebookowych wyprzedażach. Mimo wszystko nie przeszkadza mi to w odbiorze. Być może przez fakt, że między kolejnymi częściami potrafię robić naprawdę spore przerwy. Za każdym razem podchodzę do historii i głównych bohaterów ze świeżym spojrzeniem, zapominając grzeszki popełnione przez nich w innych książkach.

– Co to znaczy udane życie? – spytał.
– Nie istnieje jedna odpowiedź na to pytanie – odparła. – Ludzie są różni, mają inne marzenia i inną wizję szczęścia. Dla większości udane życie oznacza pieniądze i dobrobyt, a dla mnie realizację marzeń.
– Co cię powstrzymuje?
– To trudna decyzja. Nie wiem, czy odważę się pójść tą drogą.

„Poza sezonem” zapewniło mi przyjemną rozrywkę.  Dynamiczna akcja sprawia, że książkę czyta się szybko. I choć zdarzały się fragmenty, których z różnych powodów nie mogłam przetrawić, cała lektura pozostawiła po sobie pozytywne wrażenie. Uzupełniła bateryjki w dziale kryminał… Przynajmniej do kolejnego razu.

Polecam!