John Steinbeck – „Na wschód od Edenu”

Opis:

Powieść uznawana za najwybitniejsze dzieło Steinbecka opowiada o tragicznym losie rodziny Trasków, która na przełomie XIX i XX wieku osiedliła się w dolinie Salinas. Adam Trask, farmer, samotnie wychowuje dwóch synów – Arona i Kaleba. Chłopcy różnią się od siebie jak woda i ogień, a jedyne co ich łączy, to nieustanna rywalizacja o miłość surowego ojca. Aron jest spokojny i posłuszny, Kal to urodzony buntownik, który żywi wyraźną niechęć do brata i za wszelką cenę chce odnaleźć matkę. Napiętą sytuację między braćmi pogłębia jeszcze miłość do tej samej dziewczyny – Abry. W końcu Kaleb odnajduje matkę, demoniczną Kathy, w domu publicznym i odkrywa, że jest ona zupełnym przeciwieństwem tego, co uosabia ukochany ojciec. Rozdarcie wewnętrzne, konieczność dokonania wyboru i nadmiar napięć doprowadzają do tragedii…

„Na wschód od Edenu” to jedna z najwybitniejszych i zarazem najpopularniejszych powieści XX wieku. Podczas gdy w warstwie fabularnej jest realistyczną sagą rodziny kalifornijskich ranczerów, jej drugie, głębsze dno można odczytywać jako reinterpretację biblijnej historii o Kainie i Ablu i przypowieść o walce dobra ze złem w człowieku.

https://www.proszynski.pl/Na_wschod_od_Edenu-p-30879-.html

Moja ocena: Oby więcej takich (*****)

Wypełniając książkowe bingo i tym samym realizując postanowienie, by sięgać po gatunku inne niż zwykle, natrafiłam na książkę Johna Steinbecka „Na wschód od Edenu”. To pierwsza książka, która pojawia się na liście Lubimy Czytać pod hasłem saga rodzinna. I moje pierwsze wrażenie? Wow. Ta książka to jest coś. Widziałam, że ma dobre oceny, więc jakoś naturalnie wyszło, że miałam wobec niej duże oczekiwania i nie zawiodłam się.

Myślę, iż różnica między kłamstwem a opowieścią polega na tym, że opowieść posługuje się akcesoriami i pozorami prawdy w interesie zarówno słuchacza, jak opowiadającego. Opowieść nie ma w sobie ani zysku, ani straty. Natomiast kłamstwo jest środkiem zapewniającym korzyść albo ucieczkę. Przypuszczam, że jeżeli trzymać się ściśle tej definicji, powieściopisarz jest kłamcą – o ile ma finansowe powodzenie.

„Na wschód od Edenu” jak na sagę rodzinną przystało, przedstawia nam kilka pokoleń. Z jednej strony czujemy upływ czasu, z drugiej obserwujemy rozwój poszczególnych bohaterów na tle konkretnych wydarzeń. Narodziny i śmierć zataczają koło. Losy postaci rozgrywają się w pewnych ramach czasowych, dlatego dodatkowo stajemy się świadkami znacznego skoku dziejowego między XIX a XX wiekiem w Stanach Zjednoczonych.

Tutaj stawiam regułę: wielka i trwała opowieść musi mówić o każdym, bo inaczej nie przetrwa, To, co dalekie i obce, nie jest interesujące – tylko rzeczy głęboko osobiste i blisko znane.

Książka jest napisana niesamowicie. Plastyczna, obrazowa, interesująca. W moim odczuciu akcja i opisy są wyważone. W dodatku powieść Steinbecka przedstawia wartościową historię. Znajdziemy w niej wiele rozważań na różne tematy, ale w żaden sposób nie jest nachalna czy moralizatorska, poza tym, że zmusza do własnych przemyśleń. Miałam wrażenie, że wręcz płynę ze strony na stronę. To jedna z tych książek, w których chcesz wiedzieć, co wydarzy się dalej, ale jednocześnie nie chcesz kończyć jej czytać. Ot, taki paradoks.

Zdecydowanie polecam! Spędziłam przyjemnie czas na intrygującej i wartościowej historii. Mogę sobie tylko życzyć, by trafiać na tak dobre pozycje książkowe jak ta Steinbecka.

Taylor Jenkins Reid – „Daisy Jones & The Six”

Opis:

12 lipca 1979 roku. Daisy Jones & The Six, najsławniejszy zespół rock’n’rollowy na świecie, daje koncert, na którym szaleje tysiące osób. Nikt jeszcze nie wie, że to ich ostatni wspólny występ. Jak doszło do tego, że kultowy zespół, którego piosenki królowały na wszystkich potańcówkach, przestał istnieć tak nagle?

To, co stało się między członkami zespołu, było wielką tajemnicą. Aż do teraz.

Autorka bestselleru „Siedmiu mężów Evelyn Hugo” wreszcie w Polsce ze swoją najgłośniejszą powieścią w rytmie Rock’n’Rolla i ze słonecznym Los Angeles w tle. Porywająca historia w klimacie różowych lat 70, kiedy rządziły płyty winylowe, a kolorowe neony oświetlały ulice największych miast Stanów Zjednoczonych. Gdyby zespół Daisy Jones & The Six istniał naprawdę, mielibyście go na swojej playliście!

Moja ocena: Bardzo dobra (****)

„Daisy Jones & The Six” to moja kolejna książka z muzyką w tle. Spora dawka amerykańskiego rocka z lat 70. XX w., który najlepiej opisuje slogan: sex, drugs & rock’n’roll. Czuć ten klimat swobody, wolnej miłości i wspomagaczy w formie narkotyków. To poczucie młodości i nieśmiertelności. Wszechobecna odwaga na nowe doświadczenia i gotowość do popełniania błędów.

Jednak w pewnym momencie musisz zrozumieć, że nie masz kontroli nad nikim, musisz się wycofać i przygotować, bo być może przyjdzie ci łapać tego, kto upadnie. To jedyne, co możesz zrobić. (…) czujesz, że wrzuciłeś do morza kogoś, kogo kochasz, i modlisz się, żeby wypłynął o własnych siłach, bo ty możesz tylko patrzeć.

Powieść zaskakuje formą. Narracja jest poprowadzona w formie wywiadów do biografii. Nadaje to sporą dawkę realizmu. W taki sposób mogłaby zostać napisana historia niejednego zespołu. Ten sposób narracji wpływa na szybkość i lekkość czytania, jeśli ktoś jest jednak przyzwyczajony do jednolitego tekstu, taki sposób pisania może nie przemówić. Tutaj wciąż przeskakujemy między postaciami, między wypowiedziami na dany temat, czasem skrajnymi opiniami.

Właśnie to zawsze uwielbiałam w muzyce. Nie dźwięki, tłumy, dobre chwile czy słowa, lecz emocje, historie, prawdę, które wypływają prosto z twoich ust.

To moje pierwsze spotkanie z tą autorką, które uznaję za bardzo udane, mimo to nie mam ciśnienia, by poznać jej inne książki. Daisy przyciągnęła mnie okładką, nie opisem. Jeśli chcecie przyjemnie spędzić czas i nie razi Was alkoholowe-narkotyczne życie artystów — to książka dla Was. Nie oczekujcie pozycji z morałem, jeśli w grę wchodzą używki, seks i muzyka, ale to, co będziecie w stanie dostrzec między wierszami, jest warte przeczytania. Choć „Daisy Jones & The Six” to głównie pozycja o rozrywce dla rozrywki.

Kristin Hannah – „Wielka Samotność”

Opis:

Alaska, 1974.

Nieobliczalna. Bezlitosna. Dzika.

Dla rodziny w kryzysie jest to ostateczny test na przetrwanie.

Ernt Allbright, były jeniec wojenny, wraca do domu po wojnie w Wietnamie całkowicie. Kiedy traci kolejną pracę, podejmuje impulsywną decyzję: przeniosą się całą rodziną na północ, na Alaskę, gdzie będą żyli bez prądu i wody – w ostatniej dzikiej części Ameryki.

Dorastająca trzynastoletnia Leni, dziewczynka w trudnym wieku, uwikłana w burzliwy związek rodziców, ma nadzieję, że w nowej krainie czeka lepsza przyszłość dla rodziny. Jej matka, Cora, zrobi wszystko i pójdzie wszędzie dla mężczyzny, którego kocha, nawet jeśli oznacza to pójście w nieznane.

Na początku Alaska wydaje się być odpowiedzią na ich modlitwy. W dzikim, odległym zakątku kraju odnajdują się wśród niezależnej społeczności silnych mężczyzn i kobiet.

Ale wraz z nadejściem zimy i ciemnościami obejmującymi Alaskę, kruchy stan psychiczny Ernta pogarsza się. Wkrótce niebezpieczeństwa na zewnątrz bledną w porównaniu z zagrożeniami wewnątrz. W ich małej chacie, pokrytej śniegiem, przez osiemnaście godzin nocy, Leni i jej matka poznają straszliwą prawdę: są sami. Na zewnątrz nie ma nikogo, kto by mógł ich uratować.

W tym niezapomnianym portrecie ludzkiej słabości i odporności Kristin Hannah ujawnia niezłomny charakter współczesnego amerykańskiego pioniera i ducha ginącej Alaski – miejsca o niezrównanym pięknie i niebezpieczeństwie. „Wielka samotność” to odważna, piękna, pełna życia opowieść o miłości, stracie i walce o przetrwanie…

https://www.empik.com/wielka-samotnosc-hannah-kristin,p1193261797,ksiazka-p

Moja ocena: Dobra (***)

Przyznam się, że „Wielka samotność” to moje pierwsze spotkanie z Kristin Hannah. Nie czytałam „Słowika”, choć okładka do niego nie raz rzuciła mi się w oczy. W dodatku starałam się nie nastawiać do książki. Podejść do niej na świeżo. Bez stereotypów. Chociaż tytuł sam w sobie wiele czytelnikowi sugeruje. Nie napawa optymizmem.

– Coro, Alaska przyciąga dwa typu ludzi. Takich, którzy za czymś gonią, i takich, co przed czymś uciekają. Na tych drugich lepiej mieć oko. I nie tylko przed ludźmi trzeba się tu pilnować. Alaska potrafi w jednej chwili być uroczą Śpiącą Królewną, a w drugiej wredną suką z obrzynem. Mamy takie powiedzenie: tutaj można raz popełnić błąd, drugi ciebie zabije.

Przy upale lejącym się z nieba, literacka podróż w miejsce zimne i odludne, wydaje się dobrą opcją. W tym przypadku trafiamy na Alaskę. I wizyta ta wcale nie przypomina przyjemnej atmosfery, wyłaniającego się z mglistych wspomnień baru w „Przystanku Alaska”. To opowieść o toksycznych relacjach, zmaganiu się z własnymi słabościami i o szukaniu samego siebie.

– Jak naprawdę wygląda? – spytała Matthew po lekcjach następnego dnia. Dzieci wokół nich zbierały rzeczy i szykowały się do wyjścia. – Co jak wygląda? – Zima.
Zastanawiał się chwilę.
– Jest piękna i straszna. Wtedy się dowiadujesz, czy Alaska jest dla ciebie. Większość przybyszów ucieka stąd jeszcze przed końcem zimy.
– Wielka samotność – wyszeptała. – Tak Robert Service nazywał Alaskę.
– Żebyś wiedziała – przytaknął z powagą.

Jestem w pewnej rozterce, bo sama nie wiem, co właściwie myśleć o Wielkiej Samotności i do kogo jest skierowana ta książka. Po spotkaniu Dyskusyjnego Klubu Książki nawet odjęłam jej dwie gwiazdki na Goodreads. To nie tak, że mi się nie podobała, zwróciłam uwagę na rzeczy, których wcześniej nie zauważyłam. Poruszony temat był interesujący i ciekawie przedstawiony. Jednak z każdą kolejną stroną autorka coraz bardziej odchodziła od obranej drogi, dodając elementy pasujące do innych gatunków literackich. W tym przypadku niestety psuje to wykreowane wcześniej postacie, widać wyraźny dysonans między kolejnymi częściami. I w zależności od oczekiwań i preferencji czytelnika, książka może kogoś rozczarować. W dodatku porusza temat zespołu stresu pourazowego, co ma wpływ na odbiór książki. Nie jest to lekka i łatwa lektura.

Polecam, choć tylko od Was zależy, czy wybierzecie się w tę niebezpieczną podróż. Alaska u Kristin Hannah obiecuje wiele nadziei i rozczarowań. Ja zostałam zauroczona przez jej atmosferę i kryjącą się w niej dzikość. Sama wiem, że przez to przymykałam oczy na wiele innych rzeczy.