Szczepan Twardoch – „Pokora”

Po Królu i Królestwie przyszedł czas na Pokorę. Intrygująca okładka zdaje się skrywać równie wyjątkową historię. Tak w istocie jest, chociaż po przeczytaniu całości, mam mieszane uczucia, które trudno jednoznacznie opisać. Z jednej strony książkę dobrze mi się czytało, przedstawiona historia mnie wciągnęła, porusza wiele trudnych tematów. Z drugiej strony postać głównego bohatera traciła w moich oczach z każdą kolejną stroną. I to rzutowało na całość.

„Pokora“ to rozważania o wojnie, własnej tożsamości i zagubieniu zwykłego człowieka. To smutny obraz bohatera, który jest marionetką w rękach innych. Cel swojego życia upatrujący w kobiecie, która wykorzystuje go i poniża, tak samo jak jego prześladowcy. Przez to można odnieść wrażenie, że Alois Pokora jest z góry skazany na porażkę. Tym bardziej uderza w czytelnika, jak się z takim losem godzi i akceptuje, płynąc na fali wydarzeń.

Polecam, chociaż to lektura wymagająca. Nie poprawi Wam humoru. Prędzej postawi w obliczu bezradności i rozczarowania.

Ali Smith – „Zima”

Ostatni wpis w 2021 roku. Szok! Jak ten rok szybko minął. Choć w tym roku co i rusz dopada mnie zastój czytelniczy i czasami ciężko mi czytać przy małym dziecku, ale w liczbach nie wypada to aż tak źle.

Kiedy na Dyskusyjnym Klubie Książki padło pytanie o propozycje książkowe na grudzień, to „Zima” była moją pierwszą myślą. Nie czytałam książek Ali Smith, ale seria czterech pór roku już od jakiegoś czasu krążyła w mojej głowie. Wydawała mi się idealnym wyborem, tym bardziej że ostatni miesiąc w roku chcielibyśmy widzieć zimny, w białej szacie. W dodatku jest klimatyczny, dla niektórych świąteczny, dla innych zaś kiczowaty i przereklamowany. Niemniej sam tytuł do czegoś obliguje, prawda?

To jedna z tych powieści, w której się płynie. Jest tak napisana, że nie tylko łatwo się ją czyta, ale styl sam w sobie sprawia czytelnikowi przyjemność. Choć ta historia rozwija się niespiesznie i przeskakuje między wątkami, w żadnym wypadku mnie to nie raziło. Co więcej, wydawało się adekwatne do tematu.

Warto wspomnieć o kreacji bardzo różnorodnych bohaterów. Z własną osobowością i swoimi problemami. Choć wydaje się, że takie połączenie to mieszanka wybuchowa, to wigilijny stół jest w stanie wiele unieść. Świąteczny czas staje się dla bohaterów szansą na spotkanie i daje możliwość zastanowienia się nad swoim życiem. W dodatku książka nie jest pozbawiona pewnej dozy specyficznego humoru, który tworzy wręcz irracjonalne i groteskowe sytuacje.

Z pewnych względów „Zima” okazała się dla mnie lekturą bardzo melancholijną i smutną. Postacie przedstawiają sobą różne typy samotności. Sophia samotność osoby starszej, która nie potrafi się już odnaleźć w otaczającym ją świecie. Żyje przeszłością. Jej syn Arthur samotność nowoczesną, przeniesioną do internetu, ale cały czas bardzo rzeczywistą. Wyobcowanie, które sprawia, że z różnych względów mężczyzna nie wpasowuje się w „tu i teraz”. Lux samotność imigranta w obcym kraju, oddzielonego od rodziny. Znająca Shakespeare lepiej od Brytyjczyków. A Iris samotność osoby poświęconej „misji”, jakakolwiek by ona nie była, która oddziela ją od reszty rodziny.

„Zima” zmusza do przemyśleń i zwraca uwagę czytelnika na ważne tematy Z pewnością sięgnę po inne książki z tego cyklu.

Zdecydowanie polecam!

Petr Šabach – „Babcie”

Opis:

Matěj urodził się w sierpniu 1951 roku. A raczej brutalnie wypchnięto go na świat pełen nieobliczalnych stryjków, bojowniczych ciotek, sąsiadek mieszających w wannie sałatkę ziemniaczaną, bezkompromisowych trenerów boksu, wyjących przenikliwym falsetem germanistek i innych udręk, od których z pewnością by oszalał, gdyby nie one. Babcie.

Subtelna babcia Irena, której dzieciństwo upłynęło w klasztorze, płynnie mówi po francusku, czyta wnukowi Szekspira, zachwyca się baletem rosyjskim i grecką filozofią.

Babcia Maria, zagorzała komunistka, chleb smaruje palcem, z nikim się nie certoli i każdą chorobę leczy winem domowej roboty, bez względu na to, czy niedomaga dorosły, czy dziecko.

Matěj zabiera nas w swoje lata szkolne, zbuntowaną długowłosą młodość (która zahacza o Londyn ´69 i Grecję lat 70.) i dorosłość, aż do aksamitnej rewolucji w 1989 roku. Jak zwykle u Šabacha, w tej podróży towarzyszą nam ciepły uśmiech i nostalgiczna łezka.

Petr Šabach urodził się w sierpniu 1951 roku. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób i zdarzeń jest przypadkowe…

https://www.wydawnictwoafera.pl/babcie,id41.html

Moja ocena: Bardzo dobra (****)

Od czasu do czasu lubię sięgnąć po literaturę czeską. Zazwyczaj wtedy, kiedy chcę odpocząć, czytając coś lekkiego. To duże uproszczenie, ale z tym właśnie kojarzą mi się książki naszych południowych sąsiadów. Ze specyficznym poczuciem humoru i dobrą rozrywką, która potrafi rozbawić do łez. „Babcie” wpisują się w ten trend, ale oferują coś więcej.

Ciocia kibicowała wszystkiemu, co miało związek z długimi włosami i gitarą elektryczną, bo te właśnie atrybuty zajadle tępili komuniści. Więc jeśli komuniści uważali rock and roll za muzykę ideologicznie wrogą, ciocia w sposób naturalny wspierała ten nurt, uważała to za swój obowiązek obywatelski.

To nie tylko bardzo fajna historia z humorem, którą czyta się w mgnieniu oka. Na uwagę zasługują barwne postacie, w tym tytułowe Babcie, mające ważny wpływ na życie głównego bohatera. Ta zabawna książka o dorastaniu, pokazuje w przystępnej formie, jak młodego człowieka kształtuje jego otoczenie. Wraz z wiekiem głównego bohatera, zmienia się też styl powieści, na dojrzalszy, poważniejszy. Łączy się to bezpośrednio z wydarzeniami, które miały miejsce w tamtym czasie w Czechosłowacji. I choć ta zmiana jest bardzo wyczuwalna, wpisuje się w fabułę powieści. Widzimy, jak różnie podchodzimy do życia jako dzieci, a jak wtedy, kiedy stajemy się dorośli. Wychodzi to całkiem naturalnie.

Polecam! Fani czeskiego humoru powinni być zadowoleni.