Stanisław Lem – „Pamiętnik znaleziony w wannie”

Opis:

Pamiętnik znaleziony w wannie jest jedną z najbardziej zagadkowych książek Lema. Czyta się jak zabawną satyrę na przeżarty wiarołomstwem świat nowoczesnego wywiadu, ale jak wszystkie teksty w świecie szpiegów – jest tekstem szyfrowanym. Uważny czytelnik odkryje tu krytykę totalitarnego państwa, ale też paraboliczną przypowieść o sytuacji człowieka zagubionego w kosmosie znaków, które produkuje społeczeństwo, kultura, literatura, świat fizyczny i biologia. I tak groteska i drwina przemieniają się niepostrzeżenie – w filozofię.

https://www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka/4276/Pamietnik-znaleziony-w-wannie/

Moja ocena: Ujdzie w tłumie (**)

Rok 2021 został ogłoszony rokiem Stanisława Lema. Z tej okazji zaproponowałam na Dyskusyjnym Klubie Książki, byśmy sięgnęli po tego autora. Traf chciał, że padło na „Pamiętnik znaleziony w wannie” ze względu na dostępność na Legimi. Ten tytuł wydawał się dość bezpiecznym wyborem. Zwłaszcza wśród futurystycznych książek przesiąkniętych nowomową. Nic bardziej mylnego.

– (…) Ale to… to brzmi jak… – nie dokończyłem.
– Szyfr powinien przypominać wszystko z wyjątkiem szyfru – odparł.

Mam mieszane uczucia do tego tytułu. Ponieważ z jednej strony było mi bardzo ciężko się wczuć, ale na swój pokrętny sposób, wciągnęłam się w tę historię. Choć jeśli miałabym opisać ją jednym słowem, pierwsze co przychodzi mi na myśl to: dziwna. Nie był to stracony czas, ale nie poczułam się zrelaksowana. Pamiętnik wymagał ode mnie dużego skupienia. Musiałam robić sobie przerwy, żeby nie pogubić się w tej historii, i nie mogę powiedzieć, że zawsze mi się to udało.

Kiedy wszyscy są wariatami, nikt nie jest wariatem…

Lem bawi się swoim głównym bohaterem i w pewnym sensie także czytelnikiem, wrzucając go w wir absurdu, w trybiki machiny, której daleko do doskonałości. Autor przygląda się jednostce pod kątem indywidualności, wyznawanych wartości i motywacji w zderzeniu z instytucją rządową. W dodatku tajną o dużym poziomie biurokratyzacji. Miałam wrażenie, że to wojskowa korporacja, w której człowiek się po prostu gubi i traci sens. Podobne poczucie zagubienia nie opuszcza ani bohatera, ani czytelnika.

Mimo wszystko uważam, że warto spróbować poznać ten tytuł.

Joe Hill – „Gaz do dechy”

Opis:

Książka, która znalazła się w ścisłej czołówce Goodreads Choice Awards 2019.

Trzynaście historii mistrza grozy młodego pokolenia, który przesuwa granice gatunku na nowe terytoria.

Dwa opowiadania napisane wspólnie ze Stephenem Kingiem m.in. W wysokiej trawie, sfilmowane przez Netflix.

Wyjęci spod prawa motocykliści uciekający przez pustynię przed upiorną cysterną… Wizyta młodych ludzi w wesołym miasteczku, która wcale nie kończy się wesoło… Uchylone drzwi do świata cudów, które okazują się furtką dla namacalnego zła… Podróż pociągiem w niecodziennym towarzystwie… Media społecznościowe, które nikogo nie uratują przed zombi… Bibliotekarz dostarczający najświeższe lektury umarłym… I wreszcie lot, podczas którego ludzie nieakceptujący się nawzajem zaczynają ze sobą rozmawiać – nieco za późno.

Od klasycznych horrorów, przez fantasy, S-F, thriller psychologiczny, po prozę obyczajową z silnym akcentem politycznym – różnorodność opowiadań w tym zbiorze jest niezwykła. Ale wszystkie dotykają najgłębszych ludzkich sekretów i wydobywają na światło dzienne nasze mroczne słabości i lęki.

Moja ocena: Oby więcej takich (*****)

Troszkę się pospieszyłam z kolejną książką na DKK, ale zrobiłam to z dwóch powodów. Po pierwsze nie zawsze mam czas na czytanie, a po drugie „Gaz do dechy” ma sporo stron. W tym rachunku nie policzyłam jednak tego, że bardzo się wciągnę i czytanie pójdzie mi tak szybko. Podczas czytania wydawało mi się, że płynę, a strony w czytniku magicznie znikały.

Wierzę również nadal, że książki działają według tych samych zasad co zaczarowane szafy. Wciskamy się w małą przestrzeń i wychodzimy po drugiej stronie w ogromny tajemny świat, zarazem wspanialszy i bardziej przerażający niż nasz.

Gaz do dechy to zbiór opowiadań, w których każdy znajdzie coś dla siebie. Opowieści są różnorodne i napisane w różnych gatunkach. Autor bawi się nie tylko treścią, ale i formą. Czerpie wzorce od najlepszych, mimo tego znalazł własny sposób na przedstawianie grozy, tym samym odcinając się od dorobku sławnego ojca. I trzeba przyznać, że nieźle mu to wychodzi.

Dla mnie, zaprzysięgłego mola książkowego, nic nie było gorsze od myśli, że mogę umrzeć pięćdziesiąt stron przed końcem dobrej książki.

Dawno nie spotkałam takiego zbioru opowiadań, który uznałabym za równy. W tym przypadku każdy utwór miał w sobie coś, co wyróżniało go na tle pozostałych. Jednakże wszystkie na swój własny sposób do siebie pasowały. Jak już wspomniałam, płynęłam podczas czytania, co jest zasługą przystępnego stylu Joe Hilla. Taka mnogość historii przekłada się na ilość bohaterów i tutaj również nie możemy narzekać.

– I nie jest pan wysłannikiem Boga? Nie jest pan aniołem?
– Nie. Tylko bibliotekarzem.
– Ach, no cóż… Dla mnie to prawie to samo.

Cytat z pozdrowieniami dla Bibliotekarzy z Biblioteki Publicznej w Solcu Kujawskim! :*

Zdecydowanie polecam! Fani Joe Hilla, Stephena Kinga i wszelkich opowieści grozy nie powinni być rozczarowani.

Mira Grant – „Blackout”

Opis:

Przegląd Końca Świata, #3

Tylko jedna rzecz jest pewna: zawsze może być jeszcze gorzej.

Kiedy w 2014 roku opracowywano lek na raka i skuteczną szczepionkę przeciwko grypie, nikt się nie spodziewał, że świat stanie na skraju zagłady. Po ćwierćwieczu walki o dawny świat, bez strachu o jutro, ludzkość wyszła na prostą. Wtedy też okazało się, że to nie zombie, a sam człowiek jest największym zagrożeniem.

Niespodziewany wybuch epidemii na Florydzie staje się kolejnym kamieniem milowym w spisku stulecia, a ekipa Przeglądu Końca Świata zostaje oskarżona o bioterroryzm. Sytuacja wymaga podziału grupy. Shaun wyrusza zbadać źródło zarazy, natomiast reszta udaje się do legendarnego hakera Małpy po nowe tożsamości. A do tego wszystkiego dochodzi tajemnica Obiektu 7c przetrzymywanego w tajnych laboratoriach CZKC…

Pozostało jeszcze tak wiele do zrobienia, a zegary nieubłaganie odmierzają czas do wielkiego finału. Czy młodym dziennikarzom wystarczy odwagi, żeby stawić czoła szalonym naukowcom, wytworom ich eksperymentów oraz pozbawionym sumienia agencjom rządowym?

BLACKOUT to wstrząsający finał epickiej trylogii o dziennikarzach przyszłości, poszukujących prawdy w warunkach wybitnie niesprzyjających… podczas zombie-apokalipsy.

Przegląd Końca Świata: Blackout

Moja ocena: Bardzo dobra (****)

I udało mi się dokończyć kolejną serię! Brawo ja! Co ciekawe, wcześniej nie zastanawiałam się, jak bardzo ostatnia część Przeglądu Końca Świata będzie przypominała mi obecną sytuację z koronawirusem. W obu przypadkach mamy do czynienia z wirusem, którego trudno zatrzymać. Szczęście w nieszczęściu, że ten drugi nie zamienia nas w zombie. Choć niektórzy po kwarantannie wyszli nieco powolni i oszołomieni.

Czasami najtrudniejsze jest pozbycie się wszystkich mylnych założeń i niewinnych kłamstw, które stoją na drodze do prawdy. Czasami to ostatnia rzecz, na którą potrafimy się zdobyć.

Nie sądziłam, że po takiej przerwie uda mi się od razu wejść w tę historię. Jednak o dziwo nie miałam z tym żadnego problemu. Być może pomogło, że pamiętałam zakończenie poprzedniego tomu, co w moim przypadku nie zawsze jest takie oczywiste. Lubię robić przerwy między częściami z serii, ale często się to mści, bo zapominam, co się w nich działo.

– (…) Mahir, powiedz Alaricowi i Maggie, że wyjeżdżamy nad ranem. Walne zebranie o piątej.
– O piątej rano?
– Oczywiście.
– Cofam to, co powiedziałem. Nie jesteś dobrym człowiekiem.
– Za późno. W prawdziwym życiu czasu nie cofniesz.

„Blackout” kończy Przegląd Końca Świata z przytupem. Lektura jest bardzo dynamiczna, pełna zwrotów akcji. Nasi ulubieni bohaterowie powrócili i robią to, w czym są najlepsi – zabijają zombie, starają się przetrwać w nieprzyjaznym świecie i pokrzyżować plany złych naukowców. Wszystko okraszone jest specyficznym humorem, dozą szaleństwa i ekscentryzmu.

– To beznadziejny pomysł.
– Tak samo jak zostanie tutaj! Albo doktor Abbey gromadziła niezależne kolekcje, albo miejscowo zawołali znajomych. W każdym razie – wycelowałem, strzeliłem i pozbyłem się kolejnego zombie – amunicja skończy się szybciej niż umarlaki. Albo biegniemy, albo giniemy. Co wolisz?
– Lubię sobie pobiegać.

Polecam!