Szczepan Twardoch – „Pokora”

Po Królu i Królestwie przyszedł czas na Pokorę. Intrygująca okładka zdaje się skrywać równie wyjątkową historię. Tak w istocie jest, chociaż po przeczytaniu całości, mam mieszane uczucia, które trudno jednoznacznie opisać. Z jednej strony książkę dobrze mi się czytało, przedstawiona historia mnie wciągnęła, porusza wiele trudnych tematów. Z drugiej strony postać głównego bohatera traciła w moich oczach z każdą kolejną stroną. I to rzutowało na całość.

„Pokora“ to rozważania o wojnie, własnej tożsamości i zagubieniu zwykłego człowieka. To smutny obraz bohatera, który jest marionetką w rękach innych. Cel swojego życia upatrujący w kobiecie, która wykorzystuje go i poniża, tak samo jak jego prześladowcy. Przez to można odnieść wrażenie, że Alois Pokora jest z góry skazany na porażkę. Tym bardziej uderza w czytelnika, jak się z takim losem godzi i akceptuje, płynąc na fali wydarzeń.

Polecam, chociaż to lektura wymagająca. Nie poprawi Wam humoru. Prędzej postawi w obliczu bezradności i rozczarowania.

Małgorzata Czyńska – „Kobiety z obrazów”

Nowy rok to szansa na kolejne wyzwania, postanowienia i próby nadrabiania czytelniczych stosików wstydu. W moim przypadku jedną z takich lektur jest książka „Kobiety z obrazów”. Jak to zwykle bywa, wpadła mi w oczy już jakiś czas temu, lecz dopiero wydanie kolejnej części, nowych historii, zmobilizowało mnie do przeczytania. W skrócie: książka Małgorzaty Czyńskiej to zbiór historii poświęconych modelkom, których wizerunki możemy spotkać na ścianach muzeów, galerii czy prywatnych kolekcji. Te kobiety były muzami artystów, ich kochankami, żonami lub po prostu klientkami, lecz łączy je fakt, że ich twarze znamy od dłuższego czasu. Choć przyznajmy szczerze, czasem zupełnie nie przypominają samych siebie.

To książka idealna dla wszystkich, choć z pewnością wielbiciele sztuki i malarstwa znajdą w niej szczególne upodobanie. Autorka w bardzo przystępny sposób oddaje historię kobiet i powstania obrazu z ich udziałem. Dużym atutem jest z pewnością dodanie do książki reprodukcji, więc czytelnik nie musi wyszukiwać przedstawień, których nie zna. Te obrazy, które zna, nabierają za to zupełnie nowego znaczenia. Dla wszystkich zainteresowanych głębszym poznaniem tematu na końcu książki zebrano bibliografię.

Bez obaw, „Kobiety z obrazów” nie próbują w żaden sposób być książką naukową. Są napisane lekko i przystępnie, a przedstawione historie intrygują i ciekawią. Czyńska wręcz w powieściowy sposób łączy fakty i prawdopodobne zdarzenia. W tym przypadku jest to dla mnie atut, ponieważ możemy swobodnie płynąć wraz z opowieścią.

Na uwagę zasługuje także dobór postaci. Każda jest inna, na swój własny sposób szczególna. Przedstawione bohaterki potrafią różnić się od siebie dosłownie wszystkim: pozycją społeczną majątkiem czy urodą. Stateczne matrony, konkubiny, kokoty czy kobiety wyzwolone. W zależności od czasów uwielbiane lub krytykowane. Ta barwność sprawia, że każdy czytelnik może znaleźć swoją ulubioną modelkę i jej historię.

Zdecydowanie polecam! Z pewnością sięgnę po kolejną książkę z tej serii. Jeśli „Kobiety z obrazów. Nowe historie” są tak różnorodne, jak w przypadku pierwszej części, to biorę je w ciemno.

Ali Smith – „Zima”

Ostatni wpis w 2021 roku. Szok! Jak ten rok szybko minął. Choć w tym roku co i rusz dopada mnie zastój czytelniczy i czasami ciężko mi czytać przy małym dziecku, ale w liczbach nie wypada to aż tak źle.

Kiedy na Dyskusyjnym Klubie Książki padło pytanie o propozycje książkowe na grudzień, to „Zima” była moją pierwszą myślą. Nie czytałam książek Ali Smith, ale seria czterech pór roku już od jakiegoś czasu krążyła w mojej głowie. Wydawała mi się idealnym wyborem, tym bardziej że ostatni miesiąc w roku chcielibyśmy widzieć zimny, w białej szacie. W dodatku jest klimatyczny, dla niektórych świąteczny, dla innych zaś kiczowaty i przereklamowany. Niemniej sam tytuł do czegoś obliguje, prawda?

To jedna z tych powieści, w której się płynie. Jest tak napisana, że nie tylko łatwo się ją czyta, ale styl sam w sobie sprawia czytelnikowi przyjemność. Choć ta historia rozwija się niespiesznie i przeskakuje między wątkami, w żadnym wypadku mnie to nie raziło. Co więcej, wydawało się adekwatne do tematu.

Warto wspomnieć o kreacji bardzo różnorodnych bohaterów. Z własną osobowością i swoimi problemami. Choć wydaje się, że takie połączenie to mieszanka wybuchowa, to wigilijny stół jest w stanie wiele unieść. Świąteczny czas staje się dla bohaterów szansą na spotkanie i daje możliwość zastanowienia się nad swoim życiem. W dodatku książka nie jest pozbawiona pewnej dozy specyficznego humoru, który tworzy wręcz irracjonalne i groteskowe sytuacje.

Z pewnych względów „Zima” okazała się dla mnie lekturą bardzo melancholijną i smutną. Postacie przedstawiają sobą różne typy samotności. Sophia samotność osoby starszej, która nie potrafi się już odnaleźć w otaczającym ją świecie. Żyje przeszłością. Jej syn Arthur samotność nowoczesną, przeniesioną do internetu, ale cały czas bardzo rzeczywistą. Wyobcowanie, które sprawia, że z różnych względów mężczyzna nie wpasowuje się w „tu i teraz”. Lux samotność imigranta w obcym kraju, oddzielonego od rodziny. Znająca Shakespeare lepiej od Brytyjczyków. A Iris samotność osoby poświęconej „misji”, jakakolwiek by ona nie była, która oddziela ją od reszty rodziny.

„Zima” zmusza do przemyśleń i zwraca uwagę czytelnika na ważne tematy Z pewnością sięgnę po inne książki z tego cyklu.

Zdecydowanie polecam!