Lucy Maud Montgomery – „Anne z Zielonych Szczytów”

Pewne książki trzeba czytać w odpowiednim wieku. Jeśli nie trafi się w moment, dany tytuł nie ma już takiej siły oddziaływania, jaką przewiduje jej autorka lub autor. Podobne odczucia mam w przypadku Anne. Kiedy byłam dzieckiem, bardzo popularne były filmy z tą postacią, szybko polubiłam rudą Anię. Jednak w tamtym momencie nie sięgnęłam po książki, co teraz, z perspektyw czasu, uważam za swój błąd.

Zrobiłam to wiele lat później, ale oblicze Ani/Anne wciąż ma twarz Megan Follows. Przyznam się bez bicia: pierwsze pół książki Anne niezmiernie mnie irytowała. Bierze się to z prostej przyczyny, nie patrzę na nią jak na „koleżankę”, jak w dzieciństwie, ale jak osoba dorosła na dziecko. W tym bliżej mi do Marilli. I z takiej perspektywy gadulstwo i pomysły Anne, jeżą włos na głowie niejednego dorosłego.

Przygody Anne przeczytałam w nowym tłumaczeniu, choć często w duchu myślałam sobie imionami spolszczonymi, znanymi z filmów. I szczerze? Nie robiło mi to żadnej różnicy. Polubiłam bohaterów za ich osobowości, nie imiona. A wyobrażenia na temat zielonych wzgórz/zielonych szczytów każdy ma własne. Chyba że ktoś oglądał film, wtedy ten dom i okolica wygląda właśnie tak.

W trakcie czytania coraz bardziej wciągnęłam się w historię Anne Shirley i z pewnością sięgnę po kolejne części.

Polecam, głównie dla dzieci i młodzieży (choć z umiarem, bo w tej części jest za dużo pomysłów na różne wybryki), choć dla części dorosłych może być to pewna nostalgiczna podróż w okres dzieciństwa.

Fannie Flagg – „Smażone zielony pomidory”

Po raz kolejny przekonałam się, że niepotrzebnie omijam klasykę literatury i kultowe powieści. Przyznam, że od razu kojarzą mi się one albo z czymś sztywnym, niemal pompatycznym, albo z czymś niezrozumiałym i nieprzystającym do naszych czasów. Smażone zielone pomidory zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie. W przystępnej i ciekawej historii pojawiają się różne tematy. Ważne tematy przemycone są w tak prosty i oczywisty sposób, że czytelnik nie zostaje nimi przytłoczony. Autorka pisze lekko i przyjemnie, już od pierwszych stron porywa nas do Whistle Stop Café.

Z pewnością mocną stroną tej powieści są różnorodni bohaterowie, których stopniowo poznajemy. I szczerze powiem, bardzo szybko zyskują naszą sympatię. Ich historie często okazują się mieć drugie czy trzecie dno. Z niektórymi nie można się nudzić, wręcz konie kraść, z innymi zaś dobrze by się porozmawiało przy herbacie. Wszyscy sprawiają, że Whistle Stop Café to miejsce wyjątkowe.

Po przeczytaniu książki miałam dziwne wrażenie lekkości i pozytywnej energii. Życzyłabym sobie, żeby więcej tytułów potrafiło wywoływać u mnie takie odczucia. Następnym razem spojrzę na książki Fannie Flagg cieplejszym okiem, a to wszystko dzięki Dyskusyjnemu Klubowi Książki, który jak zwykle mnie zmotywował!

Zdecydowanie polecam!

Beata Szady – „Wieczny początek. Warmia i Mazury”

„Wieczny początek“ to jedna z wielu książek, po które pewnie nigdy bym nie sięgnęła, gdyby nie Dyskusyjny Klub Książki. Bardzo szybko się wciągnęłam. Reportaż Beaty Szady stara się przybliżyć czytelnikom Warmię i Mazury, na podstawie historii mieszkańców tego rejonu. Niektóre opowieści były bardzo interesujące, niektóre rodem z jakiegoś filmu akcji. Całą książkę odbieram pozytywnie, ale mam co do niej również kilka zastrzeżeń.

Przede wszystkim uderza mnie „część historyczna”, która zalewa nas liczbami i faktami, przez co odziera wydarzenia z ładunku emocjonalnego. Bo liczby to nie ludzie. A ten reportaż starał się być historią ludzi, których dziś de facto już nie ma. Kiedy autorka skupia się na swoich bohaterach jest już o niebo lepiej. Historia jednego człowieka jest bowiem w stanie bardziej przybliżyć nam temat niż ogólniki.

Kolejnym elementem, który rozbija mi spójność „Wiecznego początku”, to pokaźne cytowanie z literatury przedmiotu. W niektórych fragmentach tekst przypomina raczej pracę naukową na zaliczenie niż reportaż. Tutaj otrzymujemy subiektywne spojrzenie autorów, na których powołuje się Szady i które wpisują się w jej wizję. Niestety autorka nie pokusiła się o dotarcie do dostępnych źródeł, tylko do już przetworzonego i opracowanego materiału.

Wywiady z osobami, bardzo mnie zaciekawiły, ale dobór bohaterów również wyznaczyły cytowane książki. Bo to były osoby, które chciały coś opowiedzieć. W moim przypadku „Wieczny początek” to pierwsza książka o tej tematyce, dlatego dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy jednak jeśli ktoś bardziej zgłębił temat, może mieć wrażenie, że z lektury nie dowiedział się nic nowego.

Książkę Beaty Szady polecam, ponieważ czyta się ją dobrze. Jednak w tym wypadku lepiej, jeśli o Warmii i Mazurach nie wie się zupełnie nic. No może poza tym, że są tam jeziora, łódki i komary. Wtedy te historie nie tylko zaciekawią, ale i uświadomią.