Pyun Hye-Young – „Dół”

Tagi

, ,

Opis:

Dół to historia Ogiego, który pewnego dnia budzi się w szpitalu i dowiaduje się, że miał wypadek samochodowy, w którym nie tylko stracił żonę, ale także uszkodził kręgosłup. Jego jedyną opiekunką jest opłakująca śmierć córki teściowa. Samotne dni w łóżku stają się okazją do rozpamiętywania przeszłości. Ogi wspomina żonę i jej obsesyjną pielęgnację ogrodu, który stanowił dla niej ucieczkę od problemów. Teraz ogrodem zajmuje się teściowa, ale zamiast o niego dbać, wyrywa wszystkie rośliny i kopie dół.  Co kryje się za tym działaniem?

Dół to opowieść o relacjach międzyludzkich w najtrudniejszych momentach życiowych. O brutalnej samotności i izolacji od świata zewnętrznego. Odsłania psychikę postaci, ujawniając realia i fakty z przeszłości. Najbardziej imponująca jest złożoność i moralna równość każdego z bohaterów: czytelnik nigdy nie jest pewien, komu ufać i kogo się bać.

http://kwiatyorientu.com/ksiazki/dol/

Moja ocena: Bardzo dobra (****)

Z każdą kolejną przeczytaną książką dochodzę do wniosku, że życie pisze najlepsze scenariusze i samo w sobie potrafi być jednocześnie słodko-gorzkie. A czasem nawet dość przerażające. Powieść koreańskiej autorki doskonale wpisuje się w ten ton, ponieważ „Dół” pokazuje, jak w jednej chwili człowiek może stracić wszystko. Nie jest to nowy motyw, z pewnością znalazłoby się wiele innych powieści na ten temat, bo jest dość uniwersalny i sam w sobie trochę oklepany. Jednak nawet kotleta trzeba umieć odgrzać.

Zdaniem Oghiego nie było lepszego określenia niż stwierdzenie „w sam raz do popełniania wszelkich błędów”. Czterdziestka była wiekiem dojrzałości do grzechu z dwóch podstawowych powodów: albo miało się zbyt dużo, albo niewystarczająco. Innymi słowy czterdziestka oznaczała, że łatwo robić złe rzeczy, bo ma się władzę, z gniewu czy z poczucia zapomnienia.

Jeśli szukacie literatury z dynamiczną akcją, to „Dół” nie jest dla Was. Powieść rozgrywa się powoli, mocno skupiając się na przeżyciach Oghiego – głównego bohatera. Książka jest napisana bardzo przystępnie, ale potrzebowałam czasu, żeby się nią delektować, pomyśleć nad opisanymi wydarzeniami i szerzej: o życiu.

Ten thriller psychologiczny dopada czytelnika powoli, atakując z ukrycia, kiedy coraz bardziej zaczynamy odczuwać niepokój podczas z pozoru zwykłych momentów. Opisane wydarzenia są racjonalne i wiarygodne, ale przez cały czas nie opuszczało mnie uczucie, że coś jest jednak bardzo nie tak. I chociaż nie mogłam tego uczucia wytłumaczyć, narastało do ostatnich stron. Zakończenie nie jest jednoznaczne. W tym miejscu sami możemy sobie dopowiedzieć dalszą część tej historii.

Dokładnie zobaczył wyraz jej twarzy, gdy usłyszała lekarza mówiącego, że prognoza jest pomyślna. Nigdy wcześniej jej takiej nie widział. Była przerażona i zaniepokojona. Jakby pytała samą siebie, czy to naprawdę ona pomogła Oghiemu wyzdrowieć, czy zięć, który przeżył, podczas gdy jej córka zmarła, naprawdę powinien dalej żyć, czy rzeczywiście dzięki niej jego stan nadal będzie się poprawiał. Miał wrażenie, że ten wyraz jej twarzy będzie widział częściej. Obawę, że Oghi może wyzdrowieć. Nadzieję, że się tak nie stanie.

W mojej ocenie „Dół” podkreśla tajemniczość i niejednoznaczność, którą często spotykałam w literaturze azjatyckiej. I nieważne, czy przedstawiane wydarzenia są bliższe realiom czy przypominają świat rodem ze snu, dynamizm akcji i fajerwerki ustępują powolnemu budowaniu napięcia. Nacisk położony jest raczej na wewnętrzne przeżycia bohaterów niż efekty specjalne czy opisy otoczenia.

Zdecydowanie polecam!

Reklamy

Ken Kesey – „Lot nad kukułczym gniazdem”

Tagi

, , ,

Opis:

Lot nad kukułczym gniazdem, genialny debiut Kena Keseya, rozszedł się w samych tylko Stanach Zjednoczonych w nakładzie 10 milionów egzemplarzy.

Nakręcony na jego podstawie film Miloša Formana – z niezapomnianą kreacją aktorską Jacka Nicholsona – zdobył 5 Oscarów.

McMurphy, szuler, dziwkarz i zabijaka, udaje wariata, żeby wykpić się od odsiadywania wyroku. Pobyt w szpitalu psychiatrycznym wydaje mu się dobrym żartem. Do chwili, gdy dowiaduje się, że nie odzyska wolności, dopóki nie uznają go za wyleczonego. Decyzja należy do Wielkiej Oddziałowej, z pozoru uosobienia słodyczy i dobroci, w rzeczywistości sadystki znęcającej się nad pacjentami.

McMurphy, który buntuje przeciwko niej chorych, nagle zdaje sobie sprawę, że jeśli się przed nią nie ukorzy, nie opuści szpitala. Czy da się pokonać bezdusznemu Kombinatowi?

https://www.wydawnictwoalbatros.com/ksiazki/lot-nad-kukulczym-gniazdem-2/

Moja ocena: Oby więcej takich (*****)

W marcu powracam z książką przeczytaną na Dyskusyjny Klub Książki. Tytuł oczywiście był mi znajomy, ale tak jak w wielu innych przypadkach, po ten klasyk nie miałam okazji wcześniej sięgnąć. Lot zaczęłam czytać znacznie wcześniej niż zaplanowane spotkanie DKK z obawy, że tematyka będzie przytłaczać. Nic bardziej mylnego. Kiedy przyzwyczaiłam się do specyficznego sposobu opisu i prowadzenia narracji, z każdą kolejną stroną czytało mi się coraz lepiej.

Nie daje zresztą personelowi poznać, że mu to cokolwiek przeszkadza – nic bowiem tak nie irytuje ludzi, którzy chcą ci obrzydzić życie, jak to, że zachowujesz się, jak gdybyś tego nie zauważał.

Nawet nie przeszkadzały mi te fragmenty, które suche i techniczne, niczym opis maszynerii, przybliżały czytelnikom proces leczenia według tzw. „Kombinatu”. W moim odczuciu tę budzącą strach instytucję możemy pojmować bardzo szeroko jako państwo i jego prawa, której elementem jest służba zdrowia. A także jako społeczeństwo, od którego mieszkańcy oddziału psychiatrycznego się izolują. I ten dobór słów nie jest tutaj przypadkowy, ponieważ większość pacjentów jest w zakładzie z własnej woli.

– Chcesz mi powiedzieć – mówi i nasłuchuje przez moment – że biorą tam faceta i puszczają mu prąd przez czaszkę?
– Trafnie ujęte.
– Po jakie licho?
– Dla jego dobra, oczywiście. To wszystko robi się dla dobra pacjentów. Przebywając wyłącznie na naszym oddziale, można odnieść wrażenie, że szpital to ogromny, precyzyjny mechanizm, który funkcjonowałby bez zarzutu, gdyby usunięto z niego pacjentów; prawda jednak wygląda inaczej. Elektrowstrząsy też nie są zamierzone jako środek represyjny – choć tak właśnie posługuje się nimi nasza oddziałowa – i zwykle personel nie stosuje ich z pobudek wyłącznie sadystycznych. Pewna liczba pacjentów uznanych za nieuleczalnie chorych odzyskała zmysły właśnie dzięki elektrowstrząsom; lobotomia też pomogła niejednemu. Kuracja wstrząsowa ma swoje zalety: jest tania, szybka i zupełnie bezbolesna. Wywołuje po prostu napad padaczkowy.

Bohaterów „Lotu nad kukułczym gniazdem” możemy podzielić na biernych, którzy dają się prowadzić silnemu przywództwu, i aktywnych – w tym przypadku na czoło wysuwają się Wielka Oddziałowa i McMurphy. Dwie silne osobowości, dwa przeciwieństwa, które nie mogą wzajemnie ze sobą koegzystować. Walka między nimi staje się bodźcem dla reszty pacjentów, udowadniając, że czasem warto wyjść ze swojej skorupy i strefy komfortu.

Zdecydowanie polecam!

Joanna Bator – „Japoński wachlarz. Powroty”

Tagi

, , ,

Opis:

„Dziesięć lat temu trafiłam do kraju, o którym nigdy nie marzyłam i o którym nie wiedziałam wiele. Tamta podróż wydawała się być jednorazową przygodą, piękną, ale nieznaczącą, którą los ofiarował mi na życiowym rozdrożu w jednym z niewiarygodnych zbiegów szczęśliwych okoliczności. Wiem, że z różnych powodów podobna wyprawa już mi się nie przydarzy, dlatego wspominam ją z czułością i nostalgią. Jej zapisem jest „Japoński wachlarz”, którego nową wersję oddaję czytelnikom do rąk. „Japoński wachlarz. Powroty”, przewodnik osobisty i subiektywny, pozostaje tym, czym był od początku: kolekcją obrazków z podróży kreślonych wzorem zuihitsu, czyli „tak, jak pędzel prowadzi”.” Joanna Bator (ze wstępu)

Joanna Bator uzupełniła książkę o nowe doświadczenia, w tym także o trzęsienie ziemi, jakie przeżyła w Tokio 11 marca tego roku, najpotężniejsze od czasu, gdy zaczęto je dokumentować.

https://www.empik.com/japonski-wachlarz-bator-joanna,p1081028873,ksiazka-p

Moja ocena: Bardzo dobra (****)

Na lutowy Dyskusyjny Klub Książki wybraliśmy bardziej egzotyczny kierunek naszej literackiej podróży, która zawiodła nas do Kraju Kwitnącej Wiśni, widzianego oczami Joanny Bator. Jak się okazało, była to podróż bardzo subiektywna, sentymentalna i naładowana dużym ładunkiem emocjonalnym, która dostarcza nam ciekawych informacji o Japonii.

W ręce ściskałam zupełnie nieprzydatny na początku atlas Tokio. Na moje oko każda strona wyglądała tak, jakby mapę europejskiego miasta ktoś pociął w niszczarce do dokumentów i posklejał na chybił trafił.”

„Takie właśnie jest Tokio: jak Barbie i jak gejsza. Nie można jednak ufać swoim oczom, bo może się okazać, że piękność kusząca nasz wzrok to tak naprawdę mężczyzna w przebraniu kobiety. Albo kobieta udająca mężczyznę w przebraniu kobiety. Albo zupełnie na odwrót.”

„Japończycy wolą naturę w jej przetworzonej i podporządkowanej człowiekowi formie i wtedy dopiero mogą ją ewentualnie „kochać”, co i tak znaczy coś innego w monsunowym kraju tak narażonym na naturalne katastrofy jak Japonia.

„Japoński wachlarz. Powroty” to ładnie zebrany i spleciony ze sobą zbiór wspomnień. Czuć w nim, że autorka z przyjemnością wraca myślami do swoich wyjazdów. W tym przypadku emocje nadają całej historii baśniowej otoczki. Autorka próbuje nie oceniać negatywnie żadnych doświadczeń, traktując je jako przygodę. I jednocześnie można wziąć to jako zaletę książki i jej wadę. Z jednej strony ta „bajkowość” zapewnia nam przyjemne doznania, kolejne części czyta się szybko, jest to idealna lektura na deszczowe popołudnie. Z drugiej można odczuć, że wszystko za ładnie się układa, że widzimy głównie pozytywne aspekty. Choć zdarzają się drobne i nieco kąśliwe szpileczki wbijane w mentalność i zachowanie Japończyków, autorka jest daleka od ich oceny.

W Japonii dorosłość utożsamiana jest ze społeczeństwem, społeczeństwo zaś przede wszystkim z opresją, koniecznością kompromisów i rezygnacją, a nie z emancypacją, sukcesem i władzą, charakterystycznymi dla modelu zachodniego.”

„Na zawsze pozostać dzieckiem, schronić się w bezpiecznym zakątku matczynych ramion, nie ponosić odpowiedzialności, dać się kochać i za nic, za nic w świecie nie dorastać – to pragnienie, które jak twierdzą niektórzy badacze, nadaje kierunek współczesnej Japonii.

W moim odczuciu książka z pewnością ma walory dla kanapowego turysty tak egzotycznych krajów. Jest zbiorem licznych ciekawych informacji. Bator czasami nawet stara się może nie tyle walczyć, ile podważać romantyczne wyobrażenia mieszkańców „Zachodu” na temat Japonii. Jednak tak jak i w innych przypadkach, nic nie zastąpi bezpośredniego poznania. Bator kupiła mnie swoją bajkowością: przeżyciami i opowieściami swoimi i japońskich znajomych, tak jak wcześniej Karolina Bednarz swoją bezpośredniością i wyciąganiem „brudów” przy okazji „Kwiatów w pudełku”. Te dwa tak różne spojrzenia mimo wszystko udowadniają, że nic nie jest czarne albo białe. Lub różowe i słodkie – kawaii.

Reżyser filmu o gejszy Sayuri mówi, że jego ambicją było pokazanie „piękna, radości i smutku” świata gejsz, bo ludzie Zachodu nie wiedzą, „kim naprawdę są” te kobiety. Tymczasem również większość Japończyków nie potrafi powiedzieć, na ile obraz rzeczywistości pokazany w Wyznaniach gejszy jest wiarygodny. W postaci szarookiej gejszy Sayuri dostajemy bajkę opowiedzianą tak, jak robi to Hollywood, nigdy niestroniący od klisz, uproszczeń, egzotyzacji i erotyzacji w przedstawianiu innych kultur. Rzeczywiste dramaty kobiet, zamkniętych w fałszywym romantycznym wizerunku, pozostaną nieopowiedziane.”

„Amerykańska antropolożka Lisa Dalby porównywała gejszę do drzewka bonsai, ale metaforę tę można odnieść do japońskiej idei kobiecości w ogóle; tak jak gejsza „przycinana” i „naginana” była do ideału „kobiety rozrywkowej”, tak każdą inną osobę płci żeńskiej wychowywano na „kobietę domową”. Obie – choć w inny sposób – miały służyć mężczyźnie: pierwsza w domu, druga poza nim.

Zdecydowanie polecam!