Tagi

, ,

tucker-jedno-male-klamstwo

Opis:

Dziesięć płytkich oddechów, #2

Livie zawsze chciała być perfekcyjna.

Ale dopiero błędy, które popełniła, pokazały jej kim naprawdę jest.

Livie zawsze była tą bardziej zrównoważoną z sióstr Cleary. Poradziła sobie z tragiczną śmiercią rodziców. Jednak pod zewnętrzną powłoką twardej i silnej młodej kobiety, kryje się mała dziewczynka, uczepiona ostatnich słów ojca: „Spraw, bym był dumny”. Obiecała, że się postara… Przez ostatnie siedem lat każda decyzja, słowo i czyn przybliża ją do wytyczonego celu.

Livie trafia do Princeton z życiową misją: uczęszczać na zajęcia, zdać na medycynę i poznać dobrego, porządnego faceta, za którego pewnego dnia wyjdzie za mąż. Nie planuje jednak: galeretkowych shotów, sympatycznej współlokatorki-imprezowiczki, której nie potrafi odmówić i Ashtona – przystojnego kapitana uczelnianej osady wioślarskiej. Jego zdecydowanie NIE planuje. Ashton jest aroganckim dupkiem, który rozpala zwykle uśpiony temperament Livie, ponadto uosabia wszystkie cechy, których dziewczyna pragnie u faceta uniknąć. Co gorsza, jest przyjacielem i współlokatorem Connora, który, jak się akurat składa, idealnie spełnia wymagania Livie. Dlaczego więc dziewczyna cały czas wraca myślami do Ashtona? Czy obowiązkowa i przykładna dotąd Livie zostanie zmuszona, by zrezygnować z ostatniej obietnicy, jaką złożyła ojcu? A wraz z nią z jedynej drogi życiowej, którą zna?

http://www.wydawnictwofilia.pl/Ksiazka/50

Moja ocena: Bardzo dobra (****)

Po tę serię sięgnęłam właściwie z ciekawości i wciąż zadziwia mnie, że tak dobrze bawię się, czytając young adult. Nie przeczę, że dla hmmm… dorosłego… część dylematów potrafi być czasem trywialna, a podejście bohaterów naiwne. Ale nic w tym dziwnego. Pojawia się tu wszystko, co musi być w chwytliwej literaturze tego typu. Jednak to, jaką tematykę skrywa ta część pod płaszczykiem fabuły, wpłynęło na tak wysoką ocenę.

— W jaki sposób dowiedziałaś się, jak należy żyć?
— Metodą prób i błędów, Livie. To jedyny sposób jaki znam.

„Jedno małe kłamstwo” to właściwie opowieść o podejmowaniu wyborów. Mówi o tym, że jesteśmy szczęśliwi dopiero wtedy, kiedy te wybory są w pełni nasze. Nawet, gdy w pewnym momencie okaże się, że jednak nie wszystko wyszło tak jak powinno. To historia o uczeniu się na własnych błędach, które nas kształtują i hartują. Opowieść o poszukiwaniu samego siebie dla siebie. I czasem trzeba zdecydować się na taki egoizm.

— Biegałam. No wie pan, próbowałam czegoś nowego.Chciałam się dobrze bawić.
— Ach tak? I dobrze się bawiłaś?
— Chodzę o kulach, doktorze Stayner. Zwichnęłam kostkę.
— Hm. Cóż, to nie brzmi jak dobra zabawa. Podobnie jak bieganie.

Zdecydowanie podoba mi się przesunięcie nacisku na inną postać, niż mamy to w przypadku „Dziesięciu płytkich oddechów”. Z jednej strony czujemy kontynuację poprzedniej powieści, z drugiej mamy powiew nowości. Nowa bohaterka, nowe otoczenie, nowe problemy. Nie trzeba niczego wymuszać czy ciągnąć jakiegoś wątku na siłę.

— Wiesz, co zrobiłbym w międzyczasie?
Krzywię się, z ciekawości oczywiście.
— Co?
— Zaplótłbym warkocze.
Mija przynajmniej pięć sekund, nim otrząsam się z szoku i pytam:
— Co?
— Chłopcy, którzy są zakochani w dziewczynie, nie potrafią się kontrolować w obliczu warkoczy.
Super. Właśnie zostałam wyśmiana przez psychiatrę. Mojego psychiatrę.

Tak jak w poprzedniej części mamy tutaj dużą dozę humoru i absurdu, od którego można się po prostu uśmiać. W tej części „imprezę” rozkręca pewien doktor. Co ciekawe jest również bardzo poważnym łącznikiem z „Oddechami”. Naprawia nam bohaterów i daje motywującego kopa. Nie raz i nie dwa zastanawiamy się, czy sam nie potrzebuje pomocy specjalisty  ;).

Polecam! Seria wciąż trzyma poziom i mimo schematów, ma w sobie to „coś”, czego często brakuje innym YA.

Advertisements