Tagi

, ,

Marsjanin_okladka

Tak więc sytuacja wyglądała następująco. Utknąłem na Marsie. Nie mam jak uzyskać połączenie z Hermesem ani Ziemią. Wszyscy myślą, że umarłem. Jestem w Habie zaprojektowanym na przetrwanie trzydziestu jeden dni.

Jeśli oksygenator się zepsuje, uduszę się. Jeśli system odzyskiwania wody się zepsuje, umrę z pragnienia. Jeśli zostanie naruszona hermetyczność Habu, mniej więcej eksploduję. Jeśli żadna z tych rzeczy się nie wydarzy, w końcu skończy mi się jedzenie i umrę z głodu.

Mam przesrane.

Houston, we have a problem… czyli premierowo!

Opis:

Kilka dni temu był jednym z pierwszych ludzi, którzy stanęli na Marsie.
Teraz jest pewien, że będzie pierwszym, który tam umrze.

Straszliwa burza piaskowa sprawia, że marsjańska ekspedycja, w której skład wchodzi Mark Watney, musi ratować się ucieczką z Czerwonej Planety. Kiedy ciężko ranny Mark odzyskuje przytomność, zapasami powietrza i żywności, bez łączności z Ziemią. Co gorsza, zarówno pozostali członkowie ekspedycji, jak i sztab w Houston uważają go za martwego, nikt więc nie zorganizuje wyprawy ratunkowej; zresztą, nawet gdyby wyruszyli po niego niemal natychmiast, dotarliby na Marsa długo po tym, jak zabraknie mu powietrza, wody i żywności. Czyżby to był koniec? Nic z tego. Mark rozpoczyna heroiczną walkę o przetrwanie, w której równie ważną rolę co naukowa wiedza, zdolności techniczne i pomysłowość odgrywają niezłomna determinacja i umiejętność zachowania dystansu wobec siebie i świata, który nie zawsze gra fair…

Realizowany na podstawie tej książki film reżyseruje Ridley Scott a główną rolę gra Matt Damon.

http://www.wydawnictwoakurat.pl/ksiazki/fantasy/90-marsjanin

Moja ocena: Oby więcej takich (*****)

+ humor, ironia

***

To dziwne uczucie. Gdziekolwiek pójdę, jestem pierwszy. Wyjść z łazika? Pierwszy człowiek, który tu był! Wejść na wzgórze? Pierwszy gość, który na nie wszedł! Kopnąć kamień? Ten kamień był w tym miejscu od milionów lat!

Podróże w kosmos zawsze były czymś fascynującym. Niemal namacalnym dowodem na osiągnięcie przez człowieka kolejnego etapu, w którym walczy ze swoimi ograniczeniami i batalia ta kończy się jego sukcesem. Tylko nie ma zwycięstw bez ofiar. I nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem. Historia lotów kosmicznych nie jest wyjątkiem.

Reszta załogi na pewno widziała ciśnienie w moim skafandrze spadające prawie do zera. Dodajcie do tego, ze stoczyłem się ze zbocza z bokiem przebitym włócznią w samym środku burzy piaskowej… tak. Pomyśleli, że nie żyję. Jakżeby mogli inaczej.

Księżyc i misje Apollo odchodzą w zapomnienie, człowiek postawił swoje pierwsze kroki na czerwonej planecie. To przełom. Misja na którą wielu geeków patrzy z zainteresowaniem. Niestety jest zmuszona zakończyć się szybciej niż zaplanowano przez warunki pogodowe na Marsie. W czasie ewakuacji jeden z członków załogi zostaje ranny i odłączony od grupy. W tym miejscu moglibyśmy postawić na nim krzyżyk, tak jak wszyscy inni zresztą, ale tu dopiero rozpoczyna się nasza przygoda z książką, a walka o przetrwanie dla Marka.

Utknął tam, myśli, że jest zupełnie sam i że go opuściliśmy. Jaki to może ma wpływ na ludzką psychikę? (…) Zastanawiam się, co teraz myśli. (…)

Jak Aquaman może kontrolować wieloryby? To ssaki! Bez sensu.

„Marsjanin” to książka, która może przypaść do gustu każdemu. Autor zasypuje nas fachową wiedzą, czym z całą pewnością zadowoli fanów s-f. Jednakże zwykły śmiertelnik nieobyty z zaawansowanymi technologiami nie musi się martwić. Wszystko jest przystępnie i na bieżąco wyjaśniane. Do technicznej strony nie mam zarzutu, jak na tak specyficzną treść, czyta się ją bardzo lekko. W żadnym momencie nie miałam uczucia przytłoczenia. Kilka błędów, które dostrzegłam w trakcie czytania są jedynie wynikiem specyfiki egzemplarza – jest to tekst przed korektą (i zostało to napisane z tyłu „czarno na białym”). Duży plus za okładkę, jako wzrokowiec zareagowałam na nią pozytywnie.

Odłączyłem akumulator i wróciłem do środka. Sprawdziłem za pomocą swoich narzędzi i jest martwy, martwy, martwy. Mógłbym zaszurać nogami na dywanie i uzyskać większy ładunek.

Nie mam wyrzutów sumienia, że daję tak wysoka ocenę. No bo to egzemplarz recenzencki et cetera, et cetera. Nie wypada dać niskiej. Za wysoka podpada pod lizusostwo. Moja ocena jest bardzo SUBIEKTYWNA. I daje ją przede wszystkim za humor. Książka najzwyczajniej w świecie nie tylko mnie zabawiła (zajęła czas) ale i rozbawiła, aż przyjemnie było wracać do lektury. Tyle cytatów się z tego zrobiło 😀

Sprawdziłem wsporniki, uderzając w nie kamieniami. To bardzo wyrafinowana metoda, z której wykorzystywania my, międzyplanetarni naukowcy, jesteśmy znani.

Kto śledzi fanpejdż mojego bloga na Facebooku to widział/nie widział … (niepotrzebne skreślić), co jeszcze mnie w tej książce urzekło… TAŚMA KLEJĄCA!!! Od teraz zaczęłam ją zupełnie inaczej postrzegać ^^ No i tych cytatów nie mogło zabraknąć, no bo nie wszyscy widzieli:

Mam także taśmę klejącą. Zwykłą taśmę klejącą, którą możesz kupić w sklepie. Wychodzi na to, że nawet NASA nie potrafi ulepszyć taśmy klejącej.”

„Rozplątałem łóżko Martineza, zabrałem na zewnątrz sznurek i przymocowałem taśmą do kadłuba, wzdłuż linii cięcia. Tak, oczywiście, taśma klejąca działa w niemalże próżni. Taśma klejąca działa wszędzie. Taśma klejąca jest magiczna i powinna być czczona.

Zrobiło się strasznie długaśnie. Mam nadzieję, że jeśli nie dotrwaliście do końca, to chociaż na jakiś jeden cytat zwróciliście uwagę. Może właśnie on przekona(ł) was do przeczytania.

Polecam!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję

Wydawnictwu AKURAT 

akurat

i Pani Annie Małysiak z

Business & Culture

Advertisements