Tagi

, ,

„Czas utracił już dla niego swoją wielowymiarowość. Istniała tylko teraźniejszość, która opierała się na codziennym wysiłku, aby przetrwać. Teraźniejszość pozbawiona radości i rozpaczy.”

Walka pojedynczego człowieka o przetrwanie, w świecie pełnym istot żywcem wyjętych z legend i opowieści. Brzmi prosto. Niby też nie jest to nic nadzwyczajnego. Ile to razy pojedynczy bohater musiał zmagać się z całym światem i radził sobie tam, gdzie nie mogła cała armia? W jakiś sposób jest to jednak lektura całkiem wciągająca i przyjemna.

Opis:

 “Jestem legendą”, jedna z najważniejszych dwudziestowiecznych powieści o wampirach, regularnie pojawia się w pierwszych dziesiątkach przygotowywanych przez krytyków list najlepszych dzieł grozy. Tę trzecią książkę w dorobku Richarda Mathesona początkowo reklamowano jako fantastykę naukową, ponieważ, mimo iż powstała w 1954, jej akcja rozgrywa się w roku 1976, czyli w przyszłości. Matheson, piszący w surowym, niemal dokumentalnym stylu, był jednym z pierwszych autorów, którzy potrafili przekonać czytelnika, że nieumarli mogą się czaić nie tylko w odległym gotyckim zamku, ale i w chłodni miejscowego supermarketu. Wypływ, jaki wywarł na całe pokolenie autorów bestsellerów, w tym Stephena Kinga i Deana Koontza, którzy czytali go we wczesnej młodości, można określić mianem, cóż… legendarnego.

„Myślę, że autorem, który wywarł na mnie największy wpływ jako na pisarza, jest Richard Matheson. Książki takie, jak „Jestem legendą”, stały się dla mnie inspiracją.” – Stephen King

Robert Neville to genialny naukowiec, jednak nawet jemu nie udało się opanować straszliwego wirusa, którego nie można powstrzymać ani wyleczyć i który… został stworzony ludzką ręką.

Neville, z niewiadomego powodu odporny na działanie wirusa, jest ostatnim żyjącym człowiekiem w mieście – kiedyś zwanym Nowym Jorkiem… – a być może nawet na świecie. Jednak nie jest sam.

Otaczają go „Zarażeni” – ludzie, którzy na skutek epidemii zmienili się w mięsożernych mutantów zdolnych do funkcjonowania jedynie w ciemnościach, pożerających i zarażających wszystko i wszystkich na swojej drodze.

Ostatnie trzy lata Neville buszował po okolicy w poszukiwaniu pożywienia i zapasów, systematycznie wysyłał w eter wiadomości, wierząc, że dotrą one do innych ocalałych. Jednak Zarażeni cały czas czają się w mroku, obserwują każdy jego ruch i czekają, aż zrobi jeden śmiertelny błąd.

Będąc jedyną nadzieją ludzkości, Neville ma już tylko jeden cel: znaleźć sposób na odwrócenie działania wirusa. Chce do tego wykorzystać własną, odporną na chorobę krew, na którą jednak wciąż polują Zarażeni.

Neville wie, że potwory mają nad nim przewagę, a jego czas nieubłaganie dobiega końca.

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/52887/jestem-legenda (niestety bezpośrednio na stronie MAG-u opis został usunięty)

Moja ocena: Oby więcej takich (*****)

Moje czytanie „Jestem legendą” przypadło na bardzo szczególny moment. W tym czasie zaatakowało mnie to ostatnio szalejące choróbsko. Jest to całkiem fajny zbieg okoliczności naczytać się dodatkowo o ważnym dla fabuły, wszędobylskim „zarazku” ^^ Moje samopoczucie niezbyt sprzyjało napisaniu recenzji i wyrobieniu się w ramach września, ale mam nadzieje, że wybaczycie mi tę zwłokę. Można by się zapytać, co mają zarazki do wcześniej wspominanych przeze mnie istot z legend? A mają i to nie mało, ale w tym miejscu nie jest czas i miejsce, by o tym pisać -> trzeba przeczytać książkę, o! Prawdę mówiąc, wszystkie „stereotypy” o wampiryzmie zostają poddane próbie logicznego i racjonalnego wyjaśnienia. I to się nawet udaje.

Główny bohater, Robert Neville, w porównaniu do innych postaci z czytanych przeze mnie ostatnio książek post-apokaliptycznych ma chyba najgorzej. Zostaje zupełnie sam jak palec, co więcej, wiara w to, że jest jedynym człowiekiem na ziemi, staje się jego piętnem. Kiedy widzi żyjącego psa, niemal histerycznie rzuca się za nim w pogoń. Tak długa izolacja i samotność mają wpływ na psychikę, ale co ciekawe równocześnie bohater pozostaje przez większość czasu racjonalny, uczy się nowych rzeczy i jest fanem muzyki klasycznej.

Natknąć się na żyjącą istotę, która mogła być towarzyszem po tym wszystkim, co przeżył, a potem stracić ją z oczu. Nawet jeśli był to tylko pies. Tylko pies? Ale dla Roberta Neville’a ten pies był najwyższą istotą w ewolucyjnej hierarchii na całej planecie.

W tym miejscu pomyślałam sobie, czemu w takich historiach to zawsze musi być pies? Ale widocznie tym samym tokiem myślenia poszła pani Mira Grant, kiedy pisała  „Feed”, skoro dała tam kota 😉

Wraz z rozwojem fabuły robi się coraz ciekawiej. I nic tylko czytać. Atmosfera i język w książce są dość przystępne, nie przytłaczają, ale też nie dają groteskowego efektu. Krótka historia Micka Garrisa – „Ja również jestem legendą”, która miała być swego rodzaju wstępem do wydarzeń rozgrywających się u Mathesona, w moim odczuciu tylko w niektórych wymiarach się wpasowała, w innych zaś trafia jak kula w płot.

Jak już zwróciłam uwagę nasz bohater jest fanem (co tu dużo mówić WIELKIM fanem) muzyki klasycznej, więc co i rusz zasypani jesteśmy różnymi utworami. Myślę, że ciekawy efekt mogłoby dać czytanie z włączonymi po kolei utworami, które się tam przewijają. O starej płycie cd z muzyką Beethovena przypomniało mi się w trakcie pisania tej recenzji ;). Mam nadzieję, że nic nie przeoczyłam. Mamy więc Trzecią”, „Siódmą” i „Dziewiątą Symfonię” Beethovena, „Verklärte Nacht” Schönberga, „Drugi koncert fortepianowy” Brahmsa, „Rok niepokoju” Bernsteina, „Symfonię Jowiszową” Mozarta, suitę z baletu Ravela „Dafnis i Chloe”, „Czwartą Symfonię” Szuberta, „Drugi koncert fortepianowy” Rachmaninowa. Ufff… Koniec.

Szkoda, że nie ma tyle pozycji książkowych. Wspominana jest Encyklopedia Britannica i „Dracula” Brama Stokera.

Polecam!

Reklamy