Tagi

, , ,

McCarthy_Droga2_okladka.cdr

Czy ty jesteś bardzo odważny? – Średnio. – A co zrobiłeś najodważniejszego w swoim życiu? – (…) Wstałem dziś rano.

Opis:

Ostatnie chwile naszej planety. Ostatni ludzie – krwiożercze bestie. Ostatnie ślady naszej cywilizacji – puszka coca-coli i strzępy starych gazet. Piekło apokalipsy spełnionej w uhonorowanej Nagrodą Pulitzera powieści Cormaca McCarthy’ego. Tę książkę czyta się ze ściśniętym gardłem i pełnym przerażenia zachwytem…

W przyszłości, która może zdarzyć się jutro lub za tysiąc lat, nastąpił straszliwy kataklizm, który zniszczył naszą cywilizację i większość życia na Ziemi. Wszędzie zgliszcza i ciemność. Kamienie pękają od mrozu. Ani jednego ptaka, ani jednego zwierzęcia, gdzieniegdzie tylko bandy zdziczałych kanibali. Na tle martwego pejzażu dwie ruchome figurki – to ojciec i syn przemierzają zniszczoną planetę. Przed nimi pełna niebezpieczeństw droga w nieznane, wokół nich – świat umarłej nadziei, rozpaczy, strachu, a w nich – wciąż tląca się miłość…

Droga – połączenie powieści drogi, powieści przygodowej oraz horroru – jest uznawana za największe arcydzieło Cormaca McCarthy’ego. Przez wiele tygodni była bestsellerem „New York Timesa”, przyjęto ją także do Klubu Książki Oprah Winfrey. Oprócz wspomnianej Nagrody Pulitzera została również wyróżniona najstarszą angielską nagrodą w dziedzinie fikcji – The Tait Black Memorial Prize.

http://www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka/1830/Droga—Cormac-McCarthy

Moja ocena: Bardzo dobra (****)

+ Atmosfera

+ Kreacja bohaterów

+ Zmuszanie do refleksji

+ Granie na emocjach

– powtarzający się schemat w rozmowach mężczyzny i chłopca

***

Nigdy to bardzo długo. Lecz chłopiec wiedział to, co wiedział mężczyzna. Że nigdy to wcale.

„Droga” to moja pierwsza książka, którą od początku do końca przesłuchałam w formie audiobooka. Nie liczę bowiem rozdziału drugiego bądź trzeciego tomu „Igrzysk Śmierci”, który wpadł mi jednym uchem a wypadł drugim. Niestety podobnie czułam się przy książce Cormaca McCarthy i mimo tego że lektor jest niesamowity, jego głos idealnie współgra z opowieścią, w niektórych momentach łapałam się na tym, że nie wiem co chodzi, ponieważ myślami byłam jeszcze przy jakiejś poprzedniej scenie. Książka mi się spodobała, ale nie czuję się w pełni usatysfakcjonowana, a ma na to wpływ raczej sama forma niż treść. Może gdybym „czytała”, nie miałabym takich problemów z odbiorem książki. Bo pomijając fakt, że ciężko było mi się skupić, poznanie fabuły zajęło o wiele więcej czasu niż przy innej formie, a wyłuskanie fajnego cytatu to niemal mission impossible, najzwyczajniej w świecie się nudziłam. Nie czułam euforii jak po przeczytaniu dobrej książki, tylko raczej uczucie, jakbym poszła na łatwiznę i odbębniła kolejny numerek w książkowym wyzwaniu.

Gdy wszyscy wreszcie umrzemy, zostanie już tylko śmierć, a wtedy jej dni też będą policzone. Stanie na środku drogi, nie mając nic do roboty, nie mając nikogo do zabrania. I powie: Gdzie się wszyscy podziali? Tak to będzie.

Może gdybym „Drogę” wzięła do ręki jako pierwszą, podobałaby mi się bardziej, lecz po lekturze „Gwiazdozbioru Psa” Hellera o którym możecie poczytać >>>>>tutaj<<<<<, wizja stworzona przez autora tak bardzo mnie nie poruszyła. Nie powiem, było kilka momentów, które zwróciły moją uwagę, ale pewnie mogłabym je policzyć na palcach jednej ręki. Tym co zdecydowanie łączy obie powieści jest atmosfera. Każdą na swój sposób można by „kroić” nożem.

W przeciwieństwie do Gwiazdozbioru w którym uderzyła mnie samotność, w przypadku „Drogi” jest to dojmująca pustka. Nie ma przeszłości. Nie ma przyszłości. Jest tylko tu i teraz. Autor zostawia nas w próżni, nie wyjaśnia co doprowadziło do takiego stanu rzeczy, tworzy anonimowych ludzi, czyli równie dobrze na ich miejscu mógłby być każdy z nas. Świat w jakiś sposób pogrążył się w gruzach, lecz to człowiek upadł najniżej. Zdegenerowany do zaspokajania podstawowych instynktów. Odarty z człowieczeństwa. Nie jest to książka, którą można komukolwiek polecić, raczej to dana osoba musi czuć, że chce przeczytać coś takiego. Nie jest to łatwa lektura. Nie poprawia humoru. Nie podnosi wiary w ludzkość, wręcz przeciwnie, dobitnie wyciąga nasze demony na powierzchnię tylko po to by pokazać, że wystarczy wszystko nam zabrać, byśmy się sami pozagryzali. I nie jest to tylko przenośnia. Jednak taka wizja po zamknięciu książki każe cieszyć się i szanować to co mamy… póki to mamy. Bo czasem zbyt łatwo ulegamy przeświadczeniu, że wszystko jest stale i niezmienne.

Być może w chwili zagłady świata będzie możnaże wreszcie zobaczyć, jak został stworzony. Oceany, góry. Nieporadny kontrspektakl rzeczy przestających istnieć. Wszechogarniająca jałowość, nienasycona i przenikliwie doczesna. Cisza.

Reklamy