Tagi

, ,

King - Misery

Miał ochotę zapytać, co będzie jadł, ale nie zrobił tego. Nie chciał, aby ponownie zwróciła na niego uwagę – ani trochę. Chciał, aby odeszła. Przebywanie w jej towarzystwie przypominało przebywanie z Aniołem Śmierci.

Opis:

Paul Sheldon jest autorem poczytnych tandetnych romansideł. Jego cykl o Misery Chastain zdobył ogromną popularność. Autor miał jednak już dość swojej bohaterki i w ostatniej powieści ją uśmiercił. Teraz postanowił zająć się pisaniem poważniejszych książek. Pewnego razu podczas zamieci śnieżnej jadąc po pijanemu samochodem uległ poważnemu wypadkowi. Odzyskał przytomność dopiero w stojącym na odludziu domu Annie Wilkes, byłej pielęgniarki uwielbiającej jego książki o Misery. Pobyt w domu Annie zamienia się w prawdziwy koszmar, gdy kobieta wraca z miasta z ostatnią książką Paula…

Powieść została zekranizowana w 1990 roku, zaś Kathy Bates za rolę przerażającej Annie otrzymała nagrodę Oscara.

http://www.proszynski.pl/Misery-p-29773-1-30-.html

Moja ocena: Oby więcej takich (*****)

Nastąpiła dziwna chwila ciszy, a Paul przeraził się wyrazem twarzy swojej opiekunki – było to czarne nic, czeluść otwierająca się w poprzek górskiej łąki, czerń, w której nie rosły żadne kwiaty – gdy się w nią wpadło, można było lecieć bardzo długo.

Z okazji urodzin Stephena Kinga (21.09) musiałam sięgnąć po tego autora. Na mojej półce „to-read” stoi kilka nieprzeczytanych książek, ale wybór padł na Misery. A) Bo okładka fajna (dopiero pod koniec zauważyłam, że tam jest twarz ^^); B) Liczyłam, że ma mało stron, ale oczywiście zapomniałam, że mam wydanie kieszonkowe. Mała objętość, ale czcionka też mała. 😉 Jestem jednak w pełni usatysfakcjonowana. Z każdym fragmentem coraz ciężej było mi się oderwać. I większość książki prowadziłam ze sobą bezgłośny dialog, który sprowadzał się mniej więcej do: „Nie zrobi tego”, „Niemożliwe żeby to zrobiła”, „Dobra, zaraz coś się jej odwidzi.”, „Zrobiła to! WTF? Ale jak to… Nie może być.” Uwielbiam to uczucie, gdy w pewnym momencie nie chcesz już czytać dalej, ale musisz. Paląca niczym ogień potrzeba. Narkotyczny głód. Po przeczytaniu siedziałam wstrząśnięta (nie zmieszana), jakoś pusta i dziwiłam się, że to już koniec. 😀

Każdy „bestsellerowy” pisarz zajmujący się beletrystyką mógł, jak przypuszczał, wymienić znany z własnego doświadczenia przykład bądź przykłady skrajnego zżycia się czytelnika ze stworzonym przez pisarza światem… przykłady kompleksu Szeherezady – pomyślał Paul […].

Annie wprowadziła uwielbienie dla dzieła autora, a konkretniej dla jednej postaci, na zupełnie nowy poziom. Morris Bellamy ze „Znalezione nie kradzione” mógłby się od niej uczyć. Na wiele sposobów te powieści są do siebie podobne, lecz w starciu, która z nich bardziej mnie poruszyła, jednogłośnie wygrywa Misery.

Nie chciał patrzeć na maszynę do pisania i przez chwilę opierał się pokusie, ale w końcu jego wzrok przesunął się bezradnie w tę stronę. Stała na biurku uśmiechnięta. Patrzenie na nią było jak patrzenie na narzędzie tortur – hiszpańskie buty, dyby albo koło, które jest unieruchomione, ale tylko na chwilę.

W Misery granica między miłością a nienawiścią do autora zostaje zatarta. Został on zepchnięty na drugi plan. W pewnym momencie wręcz odarty z roli kreatora, literackiego boga, i ściągnięty na ziemię. Po tchnięciu życia w swój własny świat stawał się dla niego zbędny, ponieważ świat ten i jego bohaterowie zaczęli żyć własnym życiem. Jednakże każdy czytelnik chce poznać koniec swojej ulubionej historii, obojętnie jakie uczucia żywi do autora. Annie nie jest tu wyjątkiem. Niecodzienne są jedynie środki, jakimi jest się w stanie posłużyć, aby osiągnąć ten cel. Cóż… Paul miał wielki niefart i morał z tego taki, że nie warto prowadzić samochodu po wypiciu alkoholu.

Polecam!

Advertisements